02 May 2012

Wyprawa do Paryża w niekoniecznie telegraficznym skrócie

26 kwietnia

18.51, Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina w Warszawie
Za około 10 minut powinniśmy odlecieć do Paryża. Siedzimy w samolocie AIR FRANCE, naszym celem jest paryskie Lotnisko im. Charles'a de Gaulle'a. Pogoda w Warszawie piękna, ponad 20 stopni, a podobno warunki we francuskiej stolicy są nieco gorsze. Podobno. Jak jest naprawdę, przekonamy się za dwie godziny.

19.24, nad Polską
Już w powietrzu. Widok z okna wcale ładny, jedyny problem to zasłaniające go skrzydło samolotu.

20.36, nad Europą
Lecimy i lecimy. Zdążyłam już przeczytać dwie gazety, zrobić koło dwudziestu zdjęć (swoją drogą zaobserwowałam ciekawe zjawisko, gdy kieruje obiektyw na okienko w samolocie, widać tęczę, niewidoczna gołym okiem). Poza tym widoczek niczego sobie. Poza okazałym skrzydłem samolotu widać niebo (na górze) i chmury (na dole). To drugie wygląda jak niewstrząśnięty kefir. Słonko powoli zachodzi, bo "kefir" robi się czerwony.

21.00, nad Francją
Ladies and Gentleman, zaraz będziemy lądować.
Chmury już nie wyglądają jak kefir, raczej jak morze. Powoli zaniżamy lot. Teraz nie widać już zupełnie nic (poza skrzydłem). Cisza i spokój. Ciemnoszary.

22.27, Paryż!
Już na miejscu. Temperatura powietrza 13 stopni, nie jest więc aż tak fatalnie. Zachmurzenie całkowite, opadów na razie brak.
Prognozy pogody niezbyt przyjemne. Deszcz ma być do końca tygodnia. Jak będzie, zobaczymy.

27 kwietnia

METRO PO RAZ PIERWSZY I STATUA WOLNOŚCI
Aby rankiem dostać się do słynnej wieży, należało przejechać jeden przystanek metrem. Metro jest bardzo rozbudowane i jeździ w większej liczbie kierunków niż warszawskie.
Aby dojść na przystanek metra w 15. dzielnicy, należy przejść obok Statui Wolności. Jest ona niewiele mniejsza od amerykańskiej (a może tak się tylko wydaje), poza tym na pierwszy rzut oka niczym się nie różni do tej w USA.
Do metra dochodzimy bez przeszkód. Problemy zaczynają się dopiero na dworcu. Kupujemy bilety i czekamy na metro. Ono przyjeżdża... z drugiej strony. Biegniemy na drugą stronę i ostatecznie nam się udaje wsiąść do pojazdu przed odjazdem.


WIEŻA EIFFLA
Dochodzimy do słynnej wieży. Okazuje się, że jedna z wind nie działa, przez co kolejka do drugiej jest makabrycznie długa. Postanawiamy iść schodami.
Wchodzi się długo, jest to męczące, ale widok jest tego warty. Takie popularne powiedzonko, a ile w nim prawdy.
A teraz trochę faktów- Wieża Eiffla została wybudowana w 1889 roku, w setną rocznicę Rewolucji Francuskiej. Początkowo paryżanie nie żywili do niej pozytywnych uczuć, jak do każdego nowoczesnego budynku w stolicy, jednak z czasem wieża stała się symbolem miasta.
Po zejściu ze słynnej wieży, kierujemy swoje kroki na Plac Warszawski (Place de Varsovie). Dla ciekawskich- znajduje się on w pobliży Alei Nowojorskiej (Avenue de New York), która to biegnie równolegle z Sekwaną (taka rzeka).



LA DÈFENSE
Jak już wspomniałam, mieszkańcy Paryża nie przepadają za nowoczesnością. Spotkanie z nią jest jednak nieuchronne.
Taka jest dzielnica La Dèfense. Cała nowoczesność, która nie zmieściła się w starym Paryżu, ukryła się tu. Choć może słowo "ukryła" trochę tu nie pasuje, bo w La Dèfense znajdują się najwyższe budynki w mieście (poza wieżą) i widać je na pierwszy rzut oka z każdego punktu widokowego. Nie ma tu dumnych pomników, wzruszenia nad przeszłością i starości. Są za to przeszklone wieżowce, bezsensowne rzeźby (np. wielki kciuk) i budynki w oryginalnych kształtach (np. idealnie okrągłe).
W sercu dzielnicy stoi Grande Arche- współczesna odpowiedź na Łuk Triumfalny. Gdy stanie się pod Grande Arche, w prostej linii widać wymieniony powyżej Łuk Triumfalny.
Czy ktoś oglądał "Wakacje Jasia Fasoli"? Jest tam taka scena gdy bohater wsiada do nie swojej taksówki i jedzie właśnie do La Dèfense. Wrażenie, które towarzyszy Mr. Fasoli w odkrywaniu nowoczesnego Paryża, towarzyszy, jak sądzę, każdemu, kto po raz pierwszy znajduje się w tej części miasta.


ŁUK TRIUMFALNY
Po obejrzeniu Grande Arche, grzechem byłoby nie zobaczyć Łuku Triumfalnego. Wsiadamy więc z powrotem w metro.
Łuk Triumfalny poświęcony jest Napoleonowi Bonapartemu i jego żołnierzom. Można na nim znaleźć nazwiska marszałków, miejsca bitew i kilka innych rzeczy. Jest tam też polski akcent. Jak wszem i wobec wiadomo, jeden z marszałków Napoleona pochodził z Polski i nosił nazwisko Poniatowski. I on jest na Łuku Triumfalnym. Jego nazwisko znajduje się w pobliżu Ney' a, Lannes' a i MacDonald' a.
Tu warto wspomnieć, że do Paryża wyleciałam w czwartek, a w piątek moja klasa pisała klasówkę z historii, z Rewolucji Francuskiej oraz życia i kampanii Napoleona właśnie. Morał jest z tego krótki i niektórym znany: od nauki uciekniesz- zostaniesz przez nią złapany.
Na łuku znajduje się taras widokowy. Trzeba na niego wejść po schodkach i choć widok nawet nie dorasta do pięt temu z Wieży Eiffla, to i tak jest na co popatrzeć.



AVENUE DES CHAMPS ÈLYSÈES
Ooo szązelize.... Gdy się idzie słynną aleją, nie mniej sławna piosenka siedzi w głowie i nie zamierza z niej uciec.
Avenue des Champs Èlysèes to na oko warszawiaka połączenie Marszałkowskiej z Nowym Światem- mnóstwo sklepów i ruchliwa ulica, drogie kawiarnie, restauracje i McDonald.

CENTRUM POMPIDOU
Kilka miesięcy temu, na angielskim, w szkole, czytaliśmy artykuł o Centre Georges Pompidou. Obejrzeliśmy jego zdjęcia w internecie i wspólnie uznaliśmy, że budynek jest po prostu brzydki.
Zdania nie zmieniam po obejrzeniu budynku z bliska. Paryżanie nazywają go "rafinerią w centrum Paryża". Trudno jest się z nimi nie zgodzić.



DZIELNICA ŁACIŃSKA
Ta część miasta od razu zyskała moją sympatię. Wąskie uliczki, mnóstwo kawiarni. W tejże dzielnicy mieszkała przed laty Maria Skłodowska- Curie.
Tu jemy obiadokolację. Dla mnie jest to serowe fondue. Jest genialne! Cztery gatunki sera, dobrane tak, że sos nie jest zbyt słony. Dzieło sztuki, nie posiłek!

28 kwietnia

PARYSKIE METRO
Metro w Paryżu jest tak rozbudowane, że samochód przydaje się tylko do naprawdę dalekich podróży.
Większość stacji jest wykafelkowana na biało z białą nazwą stacji na granatowym prostokącie, ale niektóre stacje są dziełami sztuki:
Dzieło 1: Stacja Assemblèe Nationale. Jest pomalowana w niebieskie i białe plamy, siedzenia są żółte. Jeśli chodzi o plakaty, to tu ich nie ma.
Dzieło 2: Concorde. Ta stacja jest jak większość kafelkowana. Z tą drobną różnicą, że tu na każdym kafelku znajduje się jedna litera. Czy układają się w jakieś słowa, zdania? Nie mam pojęcia, może dlatego, że nie znam francuskiego.
Dzieło 3: Stacja Tuileries. Tu ściany podzielone są na dziesięciolecia XX. wieku. W każdym dziesięcioleciu można odnaleźć najpopularniejsze w owym okresie przedmioty.


LUWR
Luwr jest jedną z wizytówek miasta. Jest to największe muzeum, jakie w życiu widziałam. Wyjścia szukałam dłużej niż zwiedzałam. Ma ono także własnego upiora. Nie widziałam.
W muzeum znajduje się wszystko. Od sztuki starożytnej do salonu Apple. :)
Oczywiście głównym celem było obejrzenie ukrytej za kuloodporną szybą i barierką Mona Lizy, da Vinci' ego. Po drodze widzę "Nike z Samotrake", która, choć została pozbawiona głowy i rąk, jest moim zdaniem o wiele ładniejsza od słynnej "Wenus z Milo".
Aby obejrzeć obraz mistrza Leonarda, należy przedostać się przez miliony turystów, z najodleglejszych zakątków świata. Sama "Mona (...)" wisi samotnie na całej, wielkiej ścianie. Robi wrażenie.
Następnym celem jest sztuka starożytnego Egiptu. Po drodze oglądam znane z podręcznika od plastyki "Sabinki" i ... "Koronację Napoleona". Kara za niepisanie klasówki w terminie jest okrutna.
Wreszcie Egipt. Pierwsze wrażenie? Dobrze, że takie dzieła są w Europie, można je obejrzeć nie narażając życia. Ale później człowiek mądrzeje i dochodzi do następującego wniosku: Przecież to wszystko zostało wywiezione zgodnie z regułą "Znalezione, nie kradzione"! Ciekawa jestem co myślą sobie mieszkańcy Bliskiego Wschodu, którzy odwiedzają Luwr...




MONTMARTRE
Miały być zachwyty, "och!" i "ach!". Nie było. Wszyscy próbują mi wmówić, że to ze względu na okrutną pogodę, ale ja tam nie sądzę, że pogoda mogłaby poprawić moją opinię o Montmartre.
Słynne Sacrè- Coeur jest ogromne, ładnie ozdobione i nie można w nim robić zdjęć. Ma 125 lat.



29 kwietnia

WERSAL
Pałac Ludwika XIV w Wersalu pod Paryżem jest wielki. A ogrody otaczające go są jeszcze większe. To około 4 kilometry kwadratowe (jeśli zaufać przewodnikowi).
Po ogrodach można poruszać się pieszo, rowerem własnym lub wypożyczonym, łódką (po stawach, oczywiście) i specjalnym pojazdem elektrycznym. Radio w takowym przekazuje informacje o ogrodach i pałacu w jednym z dostępnych języków. Po polsku nie ma.


18.07, Port Lotniczy in. Charles' a de Gaulle' a pod Paryżem
Dziś wracamy do Polski.
Jeśli chodzi o lotnisko, to muszę przyznać, że jestem nim rozczarowana. Samo w sobie jest ogromne, ale to dlatego, że jest tu cała masa maleńkich terminali. Nie ma możliwości przedostania się z jednego terminala na drugi. Teraz można słuchać dwóch komunikatów... na raz, w kawiarence piekli się klient i cały terminal go ogląda, bo nie ma nic ciekawszego do roboty- w spożywczym tak śmierdzi serem, że jak ktoś wytrzyma tam dłużej niż 10 minut, jest bohaterem, jest sklep z mieszanką markowych torebek i sklep z apaszkami od Hermes' a, oraz perfumeria. Kawiarenki są trzy- w pierwszej nie ma nic smacznego, w drugiej jest tylko kawa, w trzeciej jest cała masa dobrych rzeczy, ale tylko osiem miejsc siedzących i długa kolejka. Właściwie jest jeszcze jedna rozrywka- sprawdzanie co chwilę wyjścia do samolotu, które zmienia się wyjątkowo często.


No comments:

Post a Comment

Dziękuję!