18 December 2011

2000 po raz pierwszy- choć święta coraz bliżej, temat postu inny

Święta już za kilka dni.

Stoi już choinka, wiszą łańcuchy, a po kuchni roznosi się zapach pierników i innych świątecznych przysmaków.

W tym temacie to wszystko.

Chciałabym dzisiaj opowiedzieć o moim wejściu na Sommerberg (wysokości dokładnej nie znam, w internecie znaleźć nie mogę, pamiętam że było to gdzieś pomiędzy 2100, a 2600 m.n.p.m.) w lipcu 2010 roku. Dotarłam wtedy nieco powyżej stacji kolejki Sommerbergalm (Hintertux). To było moje pierwsze wejście powyżej 2000 m.n.p.m.

Szczyt ów znajduje się na południowy wschód od Innsbrucku (na południe od Monachium, zachodnia Austria).

Byłam wtedy na 3 dniowych wakacjach. Mieliśmy (ja, rodzice, brat) jeździć codziennie na nartach. Niestety w miesiącach letnich, nawet na lodowcach nie można jeździć po godzinie 13:00.

Drugiego dnia pobytu tamże, postanowiliśmy wejść na Sommerberg. Była piękna słoneczna pogoda i cieplutko- może nawet 15 stopni!

Wchodzić zaczęliśmy może o 10:30. Po pół godzinie drogi, powietrze zrobiło się "ciężkie", co znacznie utrudniało wejście. Po godzinie spadł deszcz, a po chwili pojawiły się na niebie pierwsze błyskawice.

Burza w górach- rzecz niebezpieczna. Byłam w połowie drogi, pojawiło się pytanie: Iść do góry, czy w dół?

Do tego miejsca było trochę trudno, zejście oznaczałoby trudności. Z drugiej strony- nie widziałam drogi dalszej, mogła być zarówno łatwiejsza, jak i trudniejsza. Jako że wiedziałam, że jest stacja kolejki, gdzie mogłabym zjeść Germknoedla, napić się gorącej czekolady...

Poszłam więc dalej.

Ta góra jest tak piękna (we mgle ;)), że zdziwił mnie całkowity brak turystów z aparatami. Przechodziłam przez, nie wiem jak to się fachowo nazywa, na potrzeby bloga nazwijmy to połoninką. Widziałam tam wielkie kamienie, mnóstwo różowych kwiatów i... krowy. Nie mam zielonego pojęcia jak one się tam znalazły, ale był to znak, że zbliżam się do stacji.

Przemoczona do suchej nitki, pomiędzy błyskami i grzmotami, doszłam wreszcie do stacji Sommerbergalm. Zjadłam Germknoedla, popiłam czekoladą i gdy burza się uspokoiła, zjechałam kolejką na dół.



POST Z GRUDNIA 2011

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!