18 August 2012

Benvinguds!

4:45 Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina w Warszawie

Wstałam dziś o 3:50. Wschód słońca oglądaliśmy z okien taksówki. Samolot do Barcelony odlatuje o 7:00.



8:00 Boeing na płycie warszawskiego lotniska

Mieliśmy odlecieć, o 7:00, ale jak widać jeszcze nie opuściliśmy stolicy. Kapitan powiedział, że są jakieś problemy z bazą danych i że wylecimy za 10 minut. A jak nie wylecimy za 10, to za 20, 30.

Pomiędzy siedzeniami chodzą stewardesy i stewardzi z darmową wodą, bo klimatyzacja nie działa i jest dosyć ciepło.

Nie ma co, wesoło się zaczyna.

9:50 Warszawskie lotnisko ponownie

Trzecia godzina oczekiwania. Usterka okazała się poważniejsza, niż przedtem sądzono i zawrócono nas na terminal. Mam optymistyczną nadzieję, że na obiad będzie już tortilla.

Przy wychodzeniu rozdano nam żółte karty autobusowe. Będziemy musieli je pokazać przed wyjściem z lotniska, tak jak normalnie pokazuje się karty pokładowe.



11:05 Warszawskie lotnisko nadal

Usterka okazała się nie do naprawienia w ciągu tego dnia. Podstawiono nowy samolot i o 11:40 mamy odlecieć.

Przy tych czterech godzinach oczekiwania, 40 minut to pikuś, więc większość pasażerów już stoi przy okienku.

11:50 Warszawskie lotnisko jeszcze

Pasażerowie opóźnionego lotu do Barcelony, informujemy, że odlot opóźni się o 5- 10 minut.

Ciekawe, co jeszcze się opóźni…

12:50 Boeing 737- 800, nad Polską

LECIMY!!!

Wreszcie! Musieliśmy odczekać jeszcze 25 minut w samolocie, ale żebyśmy się nie nudzili, puścili nam film o bezpieczeństwie w samolocie. Po czesku. Fascynujący…

Chmur mało, toteż dużo widać. Nareszcie skrzydło samolotu nie zasłania wszystkiego, nie ma turbulencji (na razie), po prostu lot perfekcyjny. Szkoda jedynie, że trzeba było na niego tak długo czekać (5 godzin). Za dwie i pół godziny wylądujemy w Barcelonie. Podobno są tam 34 stopnie…


13:50 nad górami

Lecimy nad górami. Nie wiem, jaką trasę obrał nasz boeing, ale sądzę, że są to Alpy, bo na Tatry to jest tam ciut za dużo lodu, a na Pireneje za wcześnie.

W każdym razie widziane z tej wysokości robią naprawdę duże wrażenie.


16:20 Lotnisko w Barcelonie

Dzień jest wybitnie pechowy. Potwierdzają to ostatnie minuty.

Bagaży nie ma. Wylądowaliśmy już pół godziny temu, a naszego lotu nawet nie ma na tablicy z przylotami. Jest za to 9 samolotów z Moskwy, po jednym z Kaliningradu, Rostova, Krasnodaru i Ufa.

17:00 Lotnisko w Barcelonie

I się wyjaśniło.

Autobus lotniskowy zawiózł nas nie na ten terminal, na którym były nasze bagaże. Przez godzinę siedzieliśmy tam jak głupcy, potem ktoś podszedł do straży granicznej, bo oczywiście w informacji nikogo nie ma. Dowiedzieliśmy się, co się stało i gdzie mamy iść.

Lotnisko jest spore, toteż ze znalezieniem naszego terminala był niemały problem. Całe szczęście znaleźliśmy informację, w której był człowiek i znaleźliśmy halę przylotów. Zamkniętą od naszej strony. Panie z lotniska zorganizowały spektakularną akcję pod kryptonimem „Bagaże z Warszawy” i po chwili ujrzeliśmy wielką stertę bagaży. Wszyscy byli pewni od razu, że to są właśnie nasze.

22:30 Salou (Costa Daurada)

Nasza mieścina wygląda jak Łeba.

Ta notatka kończy się już tutaj, bo nie spałam od niemal 20 godzin.

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!