06 August 2012

Eyjafjallajökull i przyjaciele

27 lipca 2012

Wieczorem, Selfoss


W 2010 roku, a dokładniej 14 kwietnia, oczy całego świata na moment zwróciły się w stronę Islandii. Przyczyną był Eyjafjallajökull- wulkan na południu ognisto- lodowej wyspy. Jego wybuch sparaliżował ruch lotniczy nad Europą i Atlantykiem.


Oczywiście od razu znalazł się on na liście miejsc, których pominięcie na trasie będzie niewiarygodnym błędem. Góra jest "stołowa", przykryta wieczną lodowcową czapą. Wierzchołek niewiele wystaje poza lodowiec.


Jedną z pamiątek po wybuchu jest Visitor's Centre Eyjafjallajökull, gdzie można obejrzeć film o erupcji (po islandzku lub angielsku) i rzecz jasna nabyć pamiątki. Wśród owych souvenirów moją uwagę przykuły szczególnie kapitalne koszulki. Na większości były napisy takie jak:

- Eyja...WHAT?!

- What part of Eyjafjallajökull you don't understand?

- (zdjęcie wybuchającego wulkanu) Oh... Iceland did it again

Poza tym w Visitor's Centre można dowiedzieć się o poprzednich wybuchach Eyjafjallajökulla i znajdującej się w pobliżu Katli, której wybuchy zazwyczaj były poprzedzane przez ten pierwszy wulkan.


Katla to wulkan o wiele niebezpieczniejszy niż Eyja(...). Wybucha mniej więcej regularnie, co 80-90 lat i tak jak już pisałam, erupcję poprzedza inna erupcja. Ostatni raz Katla wybuchła w 1918 roku...

Katlę oczywiście też chcieliśmy obejrzeć, ale niestety przez drogę zaczęła nagle płynąć rzeka i napęd 4x4 nic nie pomógł.

Postanowiliśmy wejść na niewielką górkę, znajdującą się kilkanaście kilometrów dalej. Nie doszliśmy do szczytu, bo zaczęło padać i ścieżka lada moment zamieniłaby się w błoto, a strumyczek przykryłby prowizoryczny mostek i nie byłoby jak wrócić. Doszliśmy jednak do przełęczy, którą nazwaliśmy przełęczą Skyr, na cześć tradycyjnego islandzkiego jogurtu, który zjedliśmy właśnie tam.


(widok z Przełęczy Skyr na okolicę)

Później pojechaliśmy do kolejnego wodospadu, tym razem znacznie, znacznie mniejszego niż np. Dettifoss, za którym za to można przejść. Oczywiście bez kurtki przeciwdeszczowej ani rusz.


Potem do ubiegającej się o wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO wioski wikingów, a raczej kilku chatek, z czego tylko jedna była chatką mieszkalną. Droga tam prowadząca niczym szczególnym się nie wyróżnia, a kilka metrów od tysiącletniego domku najspokojniej w świecie pasą się krowy. Keldur, bo tak się ów obiekt nazywa, nie robi wrażenia.


POST Z SIERPNIA 2012

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!