05 April 2012

Herzlich Wilkommen



Wczoraj, mniej więcej o 17.30, znalazłam się w austriackiej Karyntii, a dokładniej w Flattach. Dwie godziny temu wróciłam z nart, na Mölltaler Gletscher. Nie było zbyt dobrze.

Mgła okrutna, nic nie widać, co potęguje jeszcze padający śnieg (jakieś 20 minut temu przestało sypać).

Moje narty były na mnie rozmiarowo dobre, ale 10 centymetrów temu. Postanowiono więc narty pożyczyć, ale moje buty narciarskie były około 3 rozmiary mniejsze niż miejsce na nie na nartach. Niestety narty nie były mierzone w domu, więc wychodzi to na jaw dopiero w środkowej stacji kolejki. Należy przesunąć tylny zaczep. Czynność teoretycznie w prosta, ale nie tym razem. A serwis w dolnej stacji.

Kiedy wreszcie udaje się naprawić i dopasować narty, wracamy na stok. Nie udaje mi się przejechać wielu metrów i BĘC! Ląduję w śniegu, narty wypięte, przez gogle już zupełnie nic nie widać. Trudno się mówi, jedzie się dalej. Ale nie zbyt daleko, bo już po chwili znowu witam się ze śniegiem. Narty znów wypięte, gogle znów wymagają czyszczenia. Wniosek? Wracać na górę, narty naprawiać. Jako, że jest to tylko około 150 metrów, narty na plecy, kijki do ręki i stacji! Po, krótszej niż poprzednio, naprawie można już jechać. Tym razem nie muszę się wywracać, aby po niezbyt długim czasie, nie móc widzieć (pomarańczowych) nart, na których właśnie jadę.



Mój brat, który jest tu ze mną, zdążył w tym czasie dwa razy zjechać. Jest on (brat) w miarę wytrzymały, toteż zdziwiło mnie, jak namawiał mnie do pójścia na Germknӧdla. To samo mama. To nie jest normalne, zazwyczaj udaje nam się zjechać 4,5,6 lub nawet więcej razy, przed jedzeniem. Opowiadają, że im wyżej się jest (jeździli z najwyższej stacji), tym gorsza jest widoczność (może być gorsza?!). Poza tym śnieg sypie niemiłosiernie, i trzeba zakładać wszystko co możliwe na dolną część twarzy, której nie chronią gogle. I tu pojawia się problem, bo tzw. nosek (tak z bratem nazywamy opaskę z dziurkami małymi i jedną dużą, zasłaniającą od górnej części nosa, aż od brody) zaczyna się wyżej, niż kończą gogle, co powoduje pokrywanie się gogli parą od wewnątrz. I trzeba wybierać- chronić oczy, czy paszczę?



Za to na lodowcu bardzo przyjemne trasy, dobre jedzenie (chociaż tylko raz w życiu jadłam niedobrego Germknӧdla) i niecodzienny sposób dojazdu do ok. 2400 m.- nazwijmy to metrem. Bardzo się wszystkim podoba, ale mój tata opowiada motywujące historie (a wiecie, że kiedyś miał miejsce pożar takiego pociągu, w czasie jego podróży?), a rodacy śpiewają tam piosenkę o optymistycznym przekazie o rychłej śmierci.


A sam Flattach jest bardzo ładną osadą, Polaków trochę jest (widziałam już 4 polskie samochody, ale tylko jeden z W- wy).

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!