20 November 2011

O książkach i zdjęciach

Za oknem pochmurno, zimno, na dodatek coraz dłużej ciemno.

Z domu najlepiej się nie ruszać, otulić kocem i popijając herbatę czytać dobrą książkę.

Osobiście uwielbiam książki, których pożółkłe kartki pamiętają PRL.

Właśnie kończę jedną autorstwa Thora Heyerdahla Wyprawa Kon-Tiki. Opowiada ona o wyprawie, mającej na celu udowodnienie, że przed dotarciem Kolumba do Ameryki, tamtejsze ludy mogły dopłynąć do wysp leżących na Oceanie Spokojnym. Na tratwie.

Nawet dziś takie przedsięwzięcie jest niesamowite. Niesamowite? Nieprawdopodobne? Wielu nazwie to dziś po prostu szaleństwem.

Przeczytałam niedawno książkę Johna Hunta Zdobycie Everestu. Gdy ją po raz pierwszy wzięłam do rąk, czytałam, czytałam kiedy tylko mogłam, czytałam, aż do końca (zajęło mi to 3-4 dni). Zdobycie Everestu to historia pierwszego wejścia na najwyższy szczyt Ziemi, co możemy wywnioskować już z tytułu.

W obu książkach można podziwiać niesamowite fotografie. Co z tego, że czarno białe i nie takie ostre jak dzisiejsze? Sądzę, że zdjęcia z tamtych lat mają duszę, historię... Nie mówię, że wszystkie dzisiejsze ujęcia są brzydkie, ale kiedyś o wiele trudniej było zrobić dobre zdjęcie. Nie wspominając już o możliwości edycji na komputerze.

Próbowałam kiedyś zrobić zdjęcie aparatem na film. Skończyło się na prześwietleniu i przerwaniu całej rolki. W szkole udało mi się zrobić ujęcie aparatem (nie jestem pewna czy blaszaną puszkę można nazwać aparatem) Camera Obscura. Wyszło nawet dobrze...

Moja lustrzanka, na którą oszczędzałam całe życie, ma już ponad dwa lata i nadal ma się dobrze, chociaż...

POST Z LISTOPADA 2011

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!