30 November 2011

O kuchni norweskiej

Norwegia słynie z fiordów, reniferów, trolli i ich słynnej drogi Trollstigen, ale na pewno nie z jedzenia (chyba że z łosia).
Po tygodniu spędzonym tam, mogę powiedzieć, że Norwegowie są fanami cebuli. Zamawiasz pizzę- masz spód, sos pomidorowy, ser i CEBULĘ. Zamawiasz omlet- masz jajka, szynkę, ser, trochę mąki i CEBULĘ. Życie tam musi być trudne dla kogoś, kto w kwestii jedzenia ma podobne upodobania, co ja.

Pierwszy dzień spędziłam w Bergen i Myrkdalen. Podczas spaceru znalazłam się w części portowej, gdzie rybacy prezentowali swój połów. Patrząc na to wszystko, przypomniałam sobie kiedy i gdzie ostatni raz coś jadłam (warszawskie lotnisko). Przeszłam się, podziwiając pokarm w różnych odcieniach czerwieni. W tym miejscu muszę wyznać, że ryb szczególną fanką nie jestem, nie wspominając już o jakichkolwiek owocach morza. Gdy jestem jednak w obcym kraju, czuję potrzebę spróbowania miejscowego pożywienia (byleby nie było z czosnkiem, który każda z moich części ciała odrzuca). Idę sobie i idę, aż nagle widzę coś, co nie jest czerwone! Odczytuję nazwę na etykietce i szukam w pamięci jego polskiego odpowiednika. Rekin!

Rekin? Ciekawe jak smakuje. Nie daruje sobie, jeżeli go teraz nie zjem!

Zamawiam po angielsku rekina. Pytają się- krwisty? Odpowiadam, że średnio.

-"Łot kantry ar ju from?"- słyszę pytanie.

-Poland.

-Poland? "Dzen dobry":.- sprzedawca chwali się znajomością mojego języka. Nie chcę być gorsza.

-God dag.- odpowiadam. Sprzedawca się uśmiecha i podaje mi rekina i białą papkę na papierowej tacce.

-Takk.- Dziękuję.

Podaje typowo norweską cenę (czytaj: za dużą). Wyjmuje banknot z kieszeni.

Zajmuję miejsce z widokiem na fiord. Na początek sprawdzam, czym jest biała papka. Ziemniaki i co? A co może być w norweskim jedzeniu? CEBULA!

Rekin jest brązowy ma wymiary mniej więcej 5cm na 1,5 cm. Ścieka z niego krew strumieniami. Podnoszę widelec z nadzianą nań rybą i jem. Pierwsze wrażenie? Oczy na wierzch, zęby pracują szybciej, aby tego paskudztwa się jak najszybciej pozbyć.

Później, może 100 kilometrów od Lillehammer, zjadłam najlepsze truskawki w moim krótkim życiu. Na moje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że sprzedawała je młoda Polka. A jakie są truskawki? W sam raz- nie za twarde, nie za mokre, nie za słodkie- niczym we śnie!

Zgłodniałam.




POST Z LISTOPADA 2011

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!