15 November 2011

O ryzyku, jakie podejmuje podróżnik, wyruszając gdziekolwiek

Dzisiaj usłyszałam coś w telewizji, o rozprawie Breivika.

Tak przypomniałam sobie, o czym chciałam napisać.

O wyjeździe do Norwegii zaczęłam myśleć na poważnie w lutym tego roku.

TEGO dnia siedziałam w moim pokoju i uczyłam się norweskiego z rozmówek. Nagle usłyszałam krzyk, z którego wywnioskowałam, że mam stawić się przy telewizorze. Wyjaśnień nie potrzebowałam. Na ekranie pokazywano Oslo. Po krótkim czasie dowiedziałam się także o wyspie Utøya, a przed moimi oczami pojawił się wielki znak zapytania.- Norwegia? Przecież ja tam lecę pojutrze!!!

Przed TYM dniem, moja rodzina bardzo się cieszyła z wyjazdu. -Norwegia? To takie bezpieczne miejsce! Na pewno nic złego się nie stanie!

Tymczasem telewizor ukazywał coraz to nowsze szczegóły. Ja starałam się uspokoić. -Zuzu, przecież ty tam jedziesz dopiero pojutrze, do tego czasu z pewnością się uspokoi! Poza tym Oslo jest na drugim końcu Norwegii, w stosunku do Bergen do którego lecisz!

Do Norwegii przyleciałam bez problemów, zgodnie z planem.

Co ciekawe, kilka lat wcześniej dwa tygodnie spędziłam na Rodos.

Na pozór pięknie, cieplutko, spokojnie.

Tak, o ile nad głową nie latają ci żółte samoloty, a niebo o 1200 jest ciemne, jakby słońce się obraziło i nie świeciło pełną mocą tylko jej 50 procentami!

Pożar!

Właściwie przyczynę niecodziennych widoków poznałam później, to jest z telewizji. Były to drobne podpalenia, które za pomocą tamtejszego wiatru, szybko się rozprzestrzeniły. Kiedy z hotelu, w którym spałam widać było płomienie, zarządzono ewakuację, do stolicy wyspy.

Całe szczęście i ta przygoda skończyła się dobrze.


POST Z LISTOPADA 2011

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!