04 March 2012

Opowieść o Krystynie i Jeleniu

Gdy dowiedziałam się, że obejrzę mecz Polska- Portugalia na żywo, byłam bardzo szczęśliwa. Było to na kilka godzin przed meczem.

Aby zdążyć na czas, należało wyjść z domu najpóźniej o 18. Co akurat w tym wypadku było uzasadnione, dłużej niż dojazd spod W- wy do centrum zajęło szukanie miejsca do zaparkowania. Było ono daleko od stadionu, więc trzeba było długo iść, ale nie stanowiło to problemu, bo było wyjątkowo wcześnie. Trudności zaczęły się dopiero przy bramach. Na dwie godziny przed meczem ścisk był tam nieprawdopodobny. Ale nikogo to chyba nie dziwi. Ucieszyłam się, gdy dotarłam do końca. Tam czekała kontrola.

Nie było trudne znalezienie odpowiednich miejsc. Sektor D15 znajduje się dokładnie za bramką. A rząd 16 jest dosyć nisko. Można było poznawać piłkarzy po włosach :) Na koszulki za wysoko.

Zajęłam swoje miejsce na godzinę i 40 minut przed meczem. Przy wejściu rozdawano broszurki z hymnem (jestem pewna, że kto jak kto, ale kibice hymn znają i bez broszurki) i kilkoma informacjami na temat meczy Polska- Portugalia.

Mecz był coraz bliżej. Na murawie byli już Sławki- maskotki, nasz Sławek i ukraiński Slavko. Po niedługim czasie na przestrzeń pomiędzy bramkami zajęli tańczący akrobaci. To naprawdę bardzo ładnie wyglądało.

Aż nadszedł ten od dawna wyczekiwany moment. Na murawę weszli piłkarze obu reprezentacji. Odsłuchaliśmy hymnu portugalskiego, po czym, odśpiewaliśmy polski hymn. I zaczęło się.

Sądzę, że większość czytelników oglądała mecz w telewizji (lub tak jak ja, na stadionie), więc nie będę tu streszczać meczu. Opiszę za to reakcje kibiców, które nie były słyszalne w telewizji, albo nie zwracano na nie uwagi.

Ronaldo mógł strzelić gola, ale nie udało mu się. Pewien na oko młodszy ode mnie człowiek krzyknął: Krystyna, spaliłaś obiad!

Jeleń miał niemalże idealną okazję do strzału. Bramka pusta, po prostu trudno nie trafić. A jednak. Człowiek z poprzedniego akapitu krzyczy: Jeleń, ty jeleniu! Potem "Jeleniem" nazywał każdego piłkarza, którego gra nie przypadła mu do gustu.

Głośne po meczu było kibicowskie gwizdanie. I ja muszę o tym wspomnieć.

Jak chyba wszyscy sądzę, że nie należało to do miłych dźwięków dla piłkarzy. Nie podobało się to też nie-gwiżdżącym kibicom. Przyznam, że nigdy czegoś gorszego nie słyszałam.

Przed meczem zastanawiałam się, jak zachowywać się będą kibice. Było bardzo dobrze. Przekleństwa (całe) słyszałam tylko przed stadionem i raz, w czasie meczu. Oba razy przy okazji śpiewania piosenki o PZPN. Ach, i jeszcze przy każdej nie udanej akcji, cały stadion zdawał się mówić pierwsze trzy litery słowa "kura".

Pod koniec meczu, aby wspomóc piłkarzy, jeszcze raz zaśpiewaliśmy (kibice) hymn, stojąc z szalikami rozciągniętymi pomiędzy dłońmi nad głową.

Stadion, właśnie, stadion. Piękny. Oczy wytrzeszczone od pierwszego wejrzenia, zarówno z daleka, jak i z bliska, z zewnątrz i od wewnątrz. Do tego bardzo fotogeniczny.



POST Z MARCA 2012

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!