30 July 2012

Velkomin Heim

22 lipca 2012

 13:24 Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina w Warszawie 

Czekamy na odprawę w strefie B warszawskiego lotniska. Polecimy do Keflavíku o 15:45. Odprawa za 20 minut. Do lotu 2 godziny i 20 minut. Już nie mogę się doczekać!

Czekanie na odprawę to chyba najnudniejszy moment, jeśli chodzi o pobyt na lotnisku. Nic nie można robić, trzeba stać, pilnować bagaży i miejsca w kolejce, czekać, czekać i czekać.



16:30 5790 m nad Polską 


Lecimy! Islandzki AIRBUS 320 czeskiego HOLIDAY. Widoki są naprawdę nieprawdopodobne. Takie chmurne metropolie. Polski już nie widać, zachmurzenie całkowite. Mam nadzieję, że islandzka pogoda będzie lepsza, bo skoro norweskie fiordy przedstawiały się z nieba naprawdę fantastycznie, to Islandia musi być jeszcze lepsza.

Lot na Islandię ma zająć 4 godziny (lub dwie- ach ta zmiana czasu!).



16:35 nieco wyżej, nad Polską

Turbulencje! Jesteśmy mniej więcej nad Olsztynem. Chmury nadal zasłąniają.

17:35 11 000 m nad Kattegatem

Po jednej z cieśnin duńskich płynie wielki kontenerowiec. To znaczy byłby wielki, gdyby oglądać go z poziomu morza, tymczasem będąc na 11 kilometrach powyżej statku, jest on tak maleńki, że aby go ujrzeć należy wytężyć wzrok albo długo wypatrywać przez samolotowe okienko.

A kontenerowiec płynie po środku cieśniny. Morze otacza go ze wszech stron. I wobec tego ogromu słonej wody on też jest mały. Na statku są ludzie. Ale żeby ich zobaczyć, należałoby chyba mieć teleskop.

Na zewnątrz -52 stopinie. Zimno jak diabli. W Reykjavíku podobno "aż" 15 stopni. Sprawdzałam prognozę pogody na najbliższy tydzień: Warszawa 28 stopni, Barcelona 32 stopnie, Reykjavík 15 stopni. Mam nadzieję, że się nie sprawdzi.

18:40 11 000 m nad Szetlandami

Pogoda nadal okrutna, zupełnie nic nie widać. No może poza niebieskim niebem (na górze) i białymi chmurami na dole.

Jesteśmy już coraz bliżej. Lecimy trzy godziny, za jedną powinniśmy lądować.

19:30 (strefa czasowa Reykjaviku to GMT +0, ale nie obowiązuje tam czas letni, więc w porównaniu w czasem obowiązującym w Polsce, są to -2 godziny) za Keflavikiem

Islandia powitała nas smugami deszczu. Droga, którą jedziemy do miasteczka Geysir, jest niczego sobie. Wokół drogi czarne, wulkaniczne skały, gdzieniegdzie kępki zielonych tudzież brązowo-żółtych traw. Na horyzoncie góry i pagórki, a wśród nich (prawdopodobnie) Kleifarvatn, wulkan.

Nie jest zbyt ciepło, to fakt, poza tym wieje i jak już wspomniałam, leje.


No comments:

Post a Comment

Dziękuję!