07 August 2012

W Ameryce i Europie

28 lipca 2012

Wieczorem, Keflavik

Dzisiejszy dzień bynajmniej do nudnych i nieciekawych nie należał. Rano odwiedziliśmy Þingvellir (czyt. finwelir). Tu spotykają się dwie płyty tektoniczne, euroazjatycka i amerykańska. Tutuaj również zbierał się islandzki parlament Alþing (czyt. alfing), który obradował tutaj od X do XVIII wieku, tzn. aż go przeniesiono do Reykjaviku, gdzie znajduje się do dziś.


Dolina Þingvellir jest bardzo malownicza. Przepływa przez nią rzeka (albo rzeki), a płyty tektoniczne spowodowały wypiętrzenie się skalnego muru, wysokiego na kilkadziesiąt metrów.


Potem przejeżdżaliśmy przez quasi-inetrior, zwany także "interiorem dla leniwych". Jest to odcinek drogi przypominający interior islandzki, ale jest znacznie mniejszy, bo droga, która przez niego prowadzi ma zaledwie 60 kilometrów. W dodatku nie jest aż tak niegościnny jak wnętrze wyspy. Znajduje się tam małe jeziorko, otoczone wysuszonym mchem, gdzie bardzo przyjemnie je się Skyr (pomijam fakt, że Skyr wszędzie je się wyjątkowo przyjemnie).


Nieodłącznym elementem interioru, nie ważne czy chodzi o interior prawdziwy, czy ten mały, jest znak MALBIK ENDAR, co w wolnym tłumaczeniu oznacza KONIEC ASFALTU.


Pojechaliśmy również do stolicy, Reykjaviku. Warszawa to przy nim Nowy Jork i Paryż, rzecz jasna razem wzięte. Choć po dłuższym oglądaniu miasta, można dojść do wniosku, że ma on trochę z polską stolicą wspólnego. Jest tam odpowiednik stawu w Parku Szczęśliwickim. Jest ulica przypominająca Krakowskie Przedmieście lub/i Nowy Świat.


W Reykjaviku mieszka może 100 tys. ludzi. Mimo iż jest maleńki i pusty jest bardzo ładnym miastem, nie licząc jednej mini dzielnicy, która ma zdecydowanie bliżej do Pragi Północ niż do Starego Miasta...


Keflavik jest również maleńkim miastem, również raczej ładnym. Jednak najbardziej spodobało mi się tam oglądanie waleni z portu. Nigdy nie widziałam, by bądź co bądź sporawe zwierzęta podpływały tak blisko brzegu. Podczas oglądania doszłam do wniosku, że Keflavik, tak jak Djupivogur, jest równie polski, co islandzki.


To był już ostatni dzień na Islandii. Jutro, o 8:00 odlatujemy do Warszawy.

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!