14 May 2012

Warszawskie Targi Książki

Naprawdę wielu Polaków nie przeczytało ani jednej książki, w ciągu całego roku. Trudno mi to sobie wyobrazić, bo czytam mniej więcej jedną książkę... tygodniowo, ale gdy popatrzeć na moją klasę...

W ostatni piątek wybraliśmy się z naszą wychowawczynią na wycieczkę klasową na Targi Książki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Zaplanowaliśmy wysłuchanie wykładu o Bolesławie Prusie i zakupy książkowe. Planowany powrót o 14.00 (na historię).

Na miejscu byliśmy znacznie przed czasem. Postanowiliśmy zacząć wędrówkę po targach. Na "dzień dobry" dostaliśmy najnowszy numer jakiegoś czasopisma.

Pierwsze wrażenie? Rany, jakie wielkie! Cóż, to było nic, w porównaniu z tym, co mieliśmy dopiero zobaczyć. Chodziliśmy powoli, oglądając kolejne stoiska. Nagle podbiegł do mnie kolega i zatrzymał się na chwilkę by powiedzieć: Zuzia, zobacz, AUSTRALIA!

Ja rzecz jasna w te pędy pobiegłam za nim. Miał rację. Wcale duże stoisko wydawców australijskich. Za mną podążyła cała klasa (swoją drogą nie jest nas wcale zbyt wielu). Ja przeglądałam reportaż, koleżanki albumy o modzie australijsko- nowozelandzkiej i książeczki dla dzieci o jednorożcach. Niestety, książki nie były na sprzedaż.

Przechodziliśmy obok stanowisk wielu wydawnictw, ale dla nas nie było nic ciekawszego(tylko wychowawczyni coś kupiła) i w ten oto sposób doszliśmy do sali, gdzie miał się odbyć wykład o Bolesławie Prusie.

Po wysłuchaniu wykładu, ruszyliśmy dalej. O ile w poprzedniej sali chodziliśmy mniej więcej zwartą grupą, o tyle tu połączyliśmy się chyba trochę mimowolnie w grupki po 2- 3 osoby. Z koleżanką i kolegą odwiedzilśmy kolejne stoiska, przy zagranicznych, gdy nie było nazwy państwa, zgadywaliśmy język. Doszliśmy do jednego ze stoisk, koleżanka kupiła książkę o rysowaniu zwierząt (jest wielką fanką jazdy konnej, rysuje konie bardzo często, chciała się chyba trochę podszkolić, choć wychodzi jej to naprawdę świetnie). Następne stoisko należało do wydawnictwa ANNAPURNA i wydawnictwa SKLEP PODRÓŻNIKA. Rozejrzałam się i po chwili...

-Poproszę tę książkę- wskazałam.

-Proszę. 35 złotych. - sprzedawca podał mi ją i z uśmiechem powiedział- Jest pani szczęściarą. To już ostatni egzemplarz.

Oglądał ktoś może "Siedem lat w Tybecie" z Bradem Pittem? Z pewnością. Główny bohater na imię Heinrich Harrer. Poza książką, na podstawie której powstał film, napisał także "Powrót do Tybetu". Widziałam ją kiedyś, ale nie miałam przy sobie odpowiedniej ilości pieniędzy, by ją kupić. Od tej pory szukałam tej książki, wprawdzie z o wiele mniejszą zaciekłością niż trylogii Szklarskich, ale zawsze. Gdy tylko skończę czytać reportaż o przemyśle turystycznym, biorę się za Tybet. Najpierw Harrer, potem David- Neel.

Powracając do tematyki postu, na chwilę przed zakupem, koleżanka powiedziała mi, że widząc tyle książek, odczuwa potrzebę zakupu choć jednej. Przyznałam jej rację. Chwilę później obie nabyłyśmy po egzemplarzu.

Następnie odwiedzaliśmy kolejne stanowiska (byle tylko nie zdążyć na lekcję!) i tylko jedna osoba nie kupiła nic, ale jestem pewna, że było to spowodowane niezabraniem pieniędzy na targi.

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!