20 January 2012

Wisła nad Wisłą- drugi tydzień ferii

Ferie, ferie i po feriach. Szkoda. Bardzo lubię zimę, a ferie umożliwiają podróż w tej porze roku, bez konieczności nadrabiania zaległości. Mogłyby być nieco dłuższe...

W sobotę wróciłam z Wisły, leżącej nad rzeką o tej samej nazwie. Otaczają ją góry- Beskidy. Fani skoków narciarskich z pewnością o niej słyszeli. Znajduje się tu muzeum poświęcone (byłemu) skoczkowi, skocznia i pomnik skoczka (podobno z czekolady- nie wiem, nie widziałam).

Nie przyjechałam tu jednak zwiedzać. Wisłę odwiedzam średnio kilka razy do roku, więc co było do zobaczenia, już zobaczyłam. Dlaczego więc? Na narty, rzecz jasna!

Jaka pogoda? Pierwsze kilka dni- słonko nie chciało się ujawniać, schowane za chmurami niepewnie wystawiało promyki, co jakiś czas wychodząc całkowicie. Toczyło walkę z szarością i bielą, zazwyczaj ją przegrywając. Jednego dnia to była nawet taka mgła, że w górach nie było widać co jest kilka metrów dalej.

Właśnie, góry. Przyjechałam tu przecież na narty. Jeździłam na Soszowie (886 m.n.p.m.). Na szczyt jeździło się z przesiadkami- "kanapą" i orczykiem dwuosobowym.

Ja jednak wolałam samą "kanapę". Raz jechałam sama na kanapie i czułam się jak "pani i władczyni: na krańcu wyciągu". Piękne uczucie. Miałam akurat ze sobą mój aparat, podczas jednego wjazdu zrobiłam chyba tyle zdjęć co podczas całego pobytu w Sopocie. A widoczki cudne.



Szczyty górskie spokojnie wyłaniające się zza chmur... "Kanapa" powoli przebijająca mgłę... Nie wszystko było jednak takie różowe. Góry wiążą się z ryzykiem, nie tylko, gdy chodzi o wspinaczkę, ale i o narty. Przecież w telewizyjnych wiadomościach (gdy nie mówią o ACTA) mówią wiele o skutkach zimowego szaleństwa.



Ja sama mam jakiś lęk przed snowboardzistami. Sama właściwie nie wiem dlaczego, może dlatego, że kiedyś jakaś snowboardzistka wjechała we mnie (bardziej pasowałoby tu słowo "wleciała") i gdyby nie moja niecodzienna wytrzymałość kości, złamałaby mi coś. Odjechała oczywiście bez przeprosin. W Austrii, podczas jazdy na nartach, po wypadkach, pytanie "Is ewryfing ołkej?" jest niemal obowiązkowe, a w Polsce... Staję się uważniejsza, gdy słyszę odgłos deski...

I jeszcze zdjęcia z Mazur, do postu o Pluskach:


POST ZE STYCZNIA 2012

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!