15 January 2012

Zupełnie z innej beczki- filmy niekoniecznie podróżnicze

Tym razem chciałabym opowiedzieć o kilku naprawdę niesamowitych filmach i choć może nie wszystkie opowiadają o podróżach, to, jak już wspominałam, są naprawdę niezwykłe.

Choć różnią się niemal wszystkim, łączy je jedna osoba- reżyser, moim zdaniem- genialny, Peter Weir. W jednym pojawia moja ulubiona aktorka (Saoirse Ronan).

Filmy Weira różnią się od typowych, hollywoodzkich produkcji. Nie wszystkie mają szczęśliwe zakończenie, ale za to są potężnym zastrzykiem wiary i nadziei.

Ja teoretycznie nie płaczę na filmach, ale to właśnie dzieło, które opiszę jako pierwsze, wycisnęło łzy z oczu (i to wcale nie na scenie śmierci).

Tam, gdzie dobroć przynosi śmierć- NIEPOKONANI

Gdy tylko usłyszałam o tym filmie, postanowiłam go obejrzeć za wszelką cenę. Z niecierpliwością oczekiwałam polskiej premiery. Nie zawiodłam się. Wkrótce w moim pokoju znalazł się "zestaw fana", czyli płyta z muzyką, plakat, książka, na której podstawie powstało to dzieło, a od razu gdy ukazał się film w Empiku, on też znalazł swoje miejsce na półce.

Film dzieje się w czasie II wojny światowej i opowiada o nieco ponad dwudziestoletnim, polskim żołnierzu Januszu (Jim Sturgess), który zostaje wysłany na 20 lat pracy, na Syberię. Poznaje tam m.in. Mister Smitha (Ed Harris). Ucieka z nim i kilkoma innymi współwięźniami, m.in. Walką (Colin Farrell) i spotkaną po drodze Ireną (Saoirse Ronan). Nie dla wszystkich ucieczka kończy się dobrze, ale dla kogo, to już musicie dowiedzieć się sami.

A na wypadek, gdybyśmy się potem nie widzieli- dobry wieczór i dobranoc!- TRUMAN SHOW

Truman Burbank (Jim Carrey) żyje normalnie, a przynajmniej tak sądzi. Jego życie od narodzin jest kręcone przez setki kamer. Oczywiście Truman tego nie wie. Wyspa, na której mieszka, radio, którego słucha, nawet jego żona i przyjaciel- to pomysły reżysera (Ed Harris), który od 30 lat kieruje jego życiem. Truman zaczyna coś podejrzewać... Więcej jednak nie powiem, bo chcę byście go obejrzeli, nie znając całej fabuły.

Moje pierwsze wrażenie po filmie? "Fantastyczny! Zaraz, zaraz... "

Oh captain, my captain- STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW

Słowa, które tu zacytowałam, wyjątkowo zapadają w pamięć. Profesor John Keating, nowy nauczyciel w szanowanej szkole, prosi, by tak zwracali się do niego uczniowie.

John Keating różni się od sztywnych i starych nauczycieli owej szkoły. Jest wesoły, pełen życia i nadziei. Uczy o poezji, jak o życiu. Twierdzi, że nie jest ona hydrauliką i nie powinno się jej obiektywnie oceniać czy analizować. Każe wyrywać kartki z podręczników, na których, jego zdaniem, treść nie ma żadnego sensu. Staje na ławkach, by móc spoglądać na wszystko z innej perspektywy. I wywiera ogromny wpływ na uczniów. Zaszczepia w nich miłość do poezji. Pod jego wpływem uczniowie zakładają tytułowe stowarzyszenie. Przeżywają ten etap swojego życia, jako zupełnie inni ludzie. Potrafią użyć nauki swojego kapitana w wielu sytuacjach, które mogą obrócić się przeciwko nim.

Długo nie mogłam zasnąć po seansie, takie wywarł na mnie wrażenie. Piękny i mądry film.

As fast as a leopard, as fast as a LEOPARD!- GALLIPOLI

Obejrzałam ten film nie tylko ze względu, na reżysera, ale dlatego, że część tego filmu ma miejsce w jednym z dwóch obiektów moich westchnień- Australii. Wprawdzie nie w tych miejscach, o których marzę (Mt. Kościuszko, Melbourne, Bathurst, Sydney, Uluru, etc.), ale zawsze to samo państwo.Choć film ma ponad 30 lat, jest nadal niesamowity.

Zaledwie 19- letni biegacz, Archi Hamilton (Mark Lee), jest znakomity w tym co robi. Ma czas na 100 metrów 9 i 5/16 sekundy, tak jak jego idol. Gdy wybucha I wojna światowa, Australia, przyłącza się do niej. Archi postanawia się zaciągnąć do lekkiej jazdy.

Nieco starszy Frank Dunne (Mel Gibson) mieszka w Perth. Przyjeżdża na zawody sprinterskie, gdzie zajmuje drugie miejsce i poznaje Archiego. Frank ani myśli się jednak zaciągnąć do wojska, i co więcej, nie potrafi jeździć konno (w końcu jest "miastowy").

Frank i Archi zaprzyjaźniają się, a młodszy przekonuje starszego do wojny. Wkrótce jadą razem do Egiptu, na szkolenie, a następnie do tytułowego Gallipoli.

Słowa, które użyłam, jako tytuł tej recenzji (as fast as a leopard) zrozumieją jedynie ci, którzy obejrzą film. 

GALLIPOLI to nie jest film dla wrażliwych. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

Wszystkie te filmy są warte obejrzenia, ba! trzeba je obejrzeć koniecznie.

PS. Już wkrótce napiszę o Wiśle- po raz kolejny.

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!