30 December 2012

Dzień miejski

Dziś postanowiliśmy nigdzie dalej się nie ruszać, a zbadać bardziej Rovaniemi.

Na pierwszy ogień poszło ARKTIKUM, czyli muzeum arktyczne. Nie ma w całej Polsce muzeum, które mogłoby dorównywać Arktikum. Nie spotkałam się też z niczym tak ciekawym w Paryżu, Edynburgu czy Berlinie. Światowe muzea mogą się uczyć od tak oddalonego od wszystkiego Rovaniemi.

No dobra, ale co jest w nim takiego wspaniałego?
Może po kolei. Budynek jest dosyć ładnie usytuowany i już przed wejściem do niego robi wrażenie. Wygląda majestatycznie, już od samego patrzenia człowiek czuje się mądrzej. Wejdźmy do środka. Już od drzwi witają designerskie dzieła o tematyce artktycznej i przyrodniczej. Do kasy nie ma kilometrowej długości kolejki, ba! nie ma żadnej. Pierwszą salą, do której kierujemy kroki jest sala poświęcona Saamom. Znajdują się tam ubrania, broń, obuwie i inne przedmioty powiązane z życiem ludzi północy. Poza tym na tej wystawie można posłuchać języków, którymi posługują się poszczególne ich grupy. Masakra. Połączenie fińskiego i islandzkiego- niemożliwe do napisanie, powtórzenia i przeczytania.

Dalej jest sala poświęcona faunie arktycznej. Wypchane zwierzaki i tyle, można sobie pomyśleć. Ale tak nie jest. Tutaj można posłuchać zwierząt (odgłosy wydawane przez niektóre zostały odsłuchane przeze mnie i brata miliony razy), zobaczyć ich naturalne środowisko.

Następnie na wystawę poświęconą Arktyce (głównie części lapońskiej, ale można dowiedzieć się tam czegoś o Syberii, Kanadzie czy Alasce). Nie jest to jednak wystawa rodem z tradycyjnego muzeum, ale przypominająca bardziej warszawskie Centrum Nauki Kopernik. Interaktywne "eksponaty", sale kinowe z leżącymi siedzeniami i ekranem na suficie, lodowa sala niedźwiedzi polarnych, gry związane z tutejszym ekosystemem, wszystko, co tylko w jakikolwiek sposób może kojarzyć się z Arktyką.

Następna jest najpoważniejsza ze wszystkich sala historyczna. Przedstawia ona smutną i skomplikowaną historię Finlandii. Czy Czytelnik wiedział, że to państwo odzyskało niepodległość od Rosji na rok przed odzyskaniem niepodległości od Rosji, Prus i Austrii przez Polskę? Finlandia była częścią Rosji niewiele krócej, bo 108 lat. Nieco wcześniej prowadziła wojnę ze Szwecją. Kolejny argument aby przyjechać do Finlandii? Z pewnością!

Tu kończy się zwiedzanie majestatycznego budynku Arktikum. Wyruszamy do następnego muzeum- Muzeum Noży Fińskich.

Aby tam dojść wystarczy przejść na drugą stronę ulicy i wytężyć wzrok. Po drodze zauważyłam pewną ciekawą rzecz. Podczas gdy w Polsce deski zaczyna pokrywać kurz, gdy tylko spadnie śnieg, młodzi Lapończycy zamieniają deskorolkę na narty i zamiast siedzieć przy komputerze, robią triki na nartach. Niby takie oczywiste, a w Warszawie się z tym nie spotkałam.

Gdy wreszcie udaje się znaleźć odpowiednie wejście, wchodzimy do małego pomieszczenia. Podchodzi do nas uśmiechnięta kobieta i coś po fińsku rzecze. "Kud ju spik inglisz?" i po sprawie. Zwiedzanie muzeum jest darmowe. Słuchamy krótkiej opowieści o manufakturze owych noży, po czym przystępujemy do dokładnych oględzin wszelkiego rodzaju noży. "Ochom" i "achom" końca nie ma. Noże i małe i duże, dla myśliwych, wędkarzy, kucharzy, dla mieszczuchów i zagłębiających się w lasy deszczowe. Ostatecznie decydujemy się na zakup jednego noża, małego z brudnobiałą rączką. Przewodniczka po muzeum jest równocześnie sprzedawczynią i grawerem. Bez dopłaty proponuje wygrawerowanie imienia na nożu.

Jest to niestety ostatnim elementem zwiedzania rovaniemskich muzeów. Jest już ciemno (jakby kiedykolwiek było jasno), to idziemy się jeszcze przejść po mieście. Dowiedziałam się jeszcze przed wyjazdem, że w Rovaniemi mieszka mniej- więcej tylu ludzi, ilu w podwarszawskim Pruszkowie- około 60 tysięcy. Jak na największe miasto w Laponii, to niewiele. Jeżeli chodzi o samo miasto, to bardzo spodobało mi się nagromadzenie rzeźb lodowych- są to nie tylko lodowe figurki, ale też np. bolid F1 (do którego można wsiąść). Poza tym bez zachwytów, ale może to dlatego, że miasto oglądamy w nocy, a nie przy względnej jasności. Może gdy widać więcej szczegółów, miasto to wydaje się ładniejsze. Może.

W Rovaniemi jemy późny obiad- tym razem stawiamy na kuchnię regionalną, czego nikt nie żałuje. Ja pożeram bliny po lapońsku z różowym kawiorem i ser lapoński ze śmietaną i malinami nordyckimi na deser. Mniam.

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!