27 March 2013

Polska - San Marino, czyli Lewandowski został w Dortmundzie

Mecz, który miał uratować opinię o polskiej reprezentacji lub ją całkowicie pogrzebać.

Na trybunach jesteśmy na długo przed meczem. Oglądamy rozgrzewkę naszych i San Marino. Nagle jeden z Polaków się przewraca. Niby nic takiego, ale nie widzimy go potem wśród reprezentantów grających na murawie. Jest nim Kuba Błaszczykowski.
Gdy słyszymy pierwszy gwizdek, zaczyna się mecz. Gra od razu przechodzi pod bramkę naszych rywali. Jednak na bramkę, mimo wielu okazji, musimy czekać aż do rzutu karnego za uderzenie piłki ręką przez reprezentanta San Marino. Lewandowski strzela i... GOOOOOOOOOL! Gdy oglądamy go później na ekranach, dochodzimy do wniosku, że bramkarz mógł go bez trudu obronić. 
Już 6 minut okazję do strzału ma Łukasz Piszczek. I wykorzystuje ją strzelając bramkę. Jest 2-0.
Potem mamy wiele okazji do strzelenia kolejnych goli, niestety nasi bez trudu oddają piłkę rywalom. Znudzony Artur Boruc urządza spacery spod bramki na środek murawy. W tę i z powrotem. I tak oto kończy się pierwsza połowa.

Historia lubi się powtarzać. W drugiej połowie inny reprezentant San Marino również odbija piłkę ręką, za co zostaje ukarany czerwoną kartką. Rzut karny wykonuje "Lewy" i... GOOOOOOOOL! 
Krzyczymy "Jeszcze jeden, jeszcze jeden", ale przychodzi nam czekać, aż na murawę wejdzie Łukasz Teodorczuk. Ledwo wejdzie, już strzela bramkę. Jest 4-0

Mijają kolejne minuty, a do powiększenia przewagi okazji wiele. Im bliżej do końca meczu, tym łatwiej naszym zabrać piłkę. Kibice się niecierpliwią coraz bardziej. W końcu, aby okazać zniecierpliwienie, zaczynają dopingować... San Marino. I krzyczą "San Marino!". I czują się nasi rywale tymi okrzykami wyraźnie zmotywowani, bo Boruc musi wrócić ze spaceru do bramki, a obrona musi zareagować. Całe szczęście udaje im się obronić. 

Arbiter dolicza trzy minuty. Kuba Kosecki (L), jak na mojego ulubionego piłkarza przystało, dobiega do piłki, skutecznie broni się przed reprezentantami San Marino i strzela bramkę na 5-0.

Tym optymistycznym akcentem kończy się mecz Polska-San Marino. 

PODSUMOWANIE: Mimo tak ładnego wyniku, nasi zdecydowanie nie poprawili się po meczu z Ukrainą. Gdyby "Lewy" nie strzelił z rzutu karnego tych dwóch bramek, zdawałby się być nieobecny. Został w Dortmundzie. Piszczek z Dortmundu wyjechał tylko na pierwszą połowę. Milik też nie zasługuje na pochwałę. Kto więc grał dobrze? W meczu szczególnie pozytywnie zadebiutował Salamon, który przy piłce był zdecydowanie częściej niż Lewandowski. Pozytywnie wyróżniał się Grosicki, który choć gola nie strzelił, to jego gra była lepsza niż znacznej części reprezentacji. Dobrze też grał Kosecki, który strzelił ostatnią bramkę i przyczynił się do powstania kilku sytuacji, w których normalnie można by strzelić bramkę, ale niestety nie tym razem. Z San Marino mogliśmy wygrać ze znacznie większą przewagą. Ale te 3 punkty w kwalifikacjach do Rio zdobyliśmy. 

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!