26 April 2013

I wonder I wonder, wonder I do*

Searching for Sugar Man, reż. Malik Bendjelloul

Po ulicy w Detroit idzie człowiek. Idzie do pracy, na budowę. Choć jest najbardziej kochany, rozpoznawany, choć jest ikoną. Mieszka w małym domu, tym samym od lat. Mimo sławy nie zmieni stylu życia. Kim jest? Dla tych, dla których jest ikoną, pozostawało to przez długi czas tajemnicą. 
Przenieśmy się w czasie do lat 60-70 ubiegłego stulecia. W jednym z klubów w amerykańskim Detroit producentom muzycznym udaje się wypatrzeć człowieka, który ich zdaniem stanowi materiał na gwiazdę światowego formatu.  Niepowtarzalna muzyka, oryginalny głos i realistyczne, poetyckie teksty, zestaw nie do podrobienia. Ale światu to nie wystarcza. Muzyk nagrywa dwie płyty, jedną lepszą od drugiej, jedną osiągającą mniejszy sukces od drugiej. Nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak o tych arcydziełach cicho. Artysta wraca do budowy domów, nadal jest tym samym człowiekiem, którym był przed nieosiągniętym sukcesem. Jest zaangażowany społecznie, próbuje nawet kandydować na burmistrza, ale tak jak w przypadku twórczości muzycznej, ginie w tłumie.

I mija dzień za dniem, noc za nocą, a artysta pozostaje nierozpoznawalny. Czy wszędzie? Wydaje się, że tak, nie ma żadnych sygnałów, że gdzieś jest inaczej. Nie ma, bo do zmarłych się raczej listów nie pisze i pieniędzy się im nie przesyła.

W jednym, jedynym państwie na całej Ziemi, człowiek ten stał się ikoną. Nie wiedziano skąd pochodzi, jak na prawdę się nazywa, czy jest wysoki, czy niski. Wszystkie informacje, które tam posiadano, pochodziły z okładek nielegalnie rozprowadzanych płyt, których nie można było usłyszeć w radio, a gdy tylko się dowiedziały o nich odpowiednie służby, były natychmiast cenzurowane. Stał się idealnym przykładem tego, o czym niestety współczesne gwiazdki muzyczne zapominają - że to, co w muzyce jest najważniejsze, nie jest widoczne, a by odkryć, o co w tym wszystkim chodzi, należy się wsłuchać w słowa, bo to w nich jest cały sens utworu. 

Państwem, które tak zasłuchało się w owym muzyku, znajduje się na drugim końcu świata. Jest to zmagające się z aparthaidem RPA, a utwory takie jak SUGAR MAN czy ESTABLISHMENT BLUES stają się tak znane, że nawet dzieci recytują z pamięci całe ich teksty. Cytaty z nich lądują na transparentach, niesionych przez tłum, aby pozbyć się niechcianego ustroju. 

W latach 90. mieszkańcy RPA przekonani są, że nieznana ikona odebrała sobie życie. Teorii jak-gdzie-kiedy jest tyle, ilu wysnuwających je. Jedynym łączącym je czynnkiem jest fakt samobójstwa. 

Pewien dziennikarz rozpoczyna śledztwo, aby zaspokoić ciekawość swoją i innych ludzi.  Dowiaduje się, że ów muzyk, którego darzy się takim uwielbieniem nazywa się Sixto Rodriguez i mieszka w Detroit. Odkrywając kolejne poszlaki trafia na niespodziewaną odpowiedź - muzyk żyje... 

Dokument nie jest moim ulubionym gatunkiem, jeżeli chodzi o filmy. Ten mógłby walczyć o OSCARA nie w kategorii dokumentalnej, a w głównej (nie powiem, czy moim zdaniem mógłby wygrać, bo za obejrzenie OPERACJI ARGO próbuję się zabrać dosyć długo i skutku to nie przynosi żadnego).** Całkiem niedawno odprowadzałam na przystanek koleżankę, której gust muzyczny i filmowy nieznacznie, ale zawsze, różni się od mojego. Ni z gruszki ni z pietruszki spytała mnie, czy oglądałam SEARCHING FOR SUGAR MAN, bo jej się film bardzo podobał i od muzyki Rodrigueza nie może się oderwać. 

Ja po raz pierwszy usłyszałam o Sixto Rodriguezie na długo przed ceremonią oscarową. Siedziałam w piątek po treningu w samochodzie, sama, czekając na brata, któremu jak zwykle nieśpiesznie było do domu. Słuchałam radiowej Trójki, popołudniowego ZD3. Nagle puścili I wonder. Spodobało mi się w tej piosence wszystko, począwszy od melodii, na głosie śpiewającego zakończywszy. Na ekraniku pojawił się tytuł i wykonawca. Choć nazwisko, tytuł i utwór utkwiły mi w pamięci, nie przyszło mi do głowy, by w domu poszperać nieco w internecie i odsłuchać jeszcze raz piosenkę. Następnego dnia po OSCARACH sprawdzałam wyniki, okazało się, że film o Rodriguezie zdobył nagrodę w jednej z kategorii. Nazwisko wydało mi się znajome. Od tego czasu próbowałam obejrzeć dokument o muzyku, ale dopiero gdy klasy 3-cie pisały egzaminy gimnazjalne i nie trzeba było być wcześnie w domu, żeby odrobić lekcje, udało mi się pójść na tenże film do warsiaskiej Kinoteki. Było warto.

foto ze strony filmweb.pl

_________________________________
* tytuł zaczerpnięty z piosenki Sixto Rodrigueza I wonder
** dla niezbyt zorientowanych - film Malika Bendjelloula został nagrodzony Nagrodą Amerykańskiej Akademii Filmowej w kategorii Najlepszy Film Dokumentalny

2 comments:

  1. Świetny wpis Zuziu, gratuluję!
    Zjeżdżałam sobie w dół, żeby przeczytać pierwszą część wpisu o Litwie, Łotwie i Estoni, a tu nagle widzę "I wonder, wonder I do" i od razu się ucieszyłam. Od kiedy rodzice byli na tym filmie płyty Sugar Man słuchamy non-stop. Sama filmu nie oglądałam, ale historię Rodrigueza znam całą dzięki Tobie i Mamie :) Mimo to zamierzam oglądnąć ten dokument. Może nawet dziś ;) Pozdrawiam Cię serdecznie i zabieram się w końcu za Twój wpis o państwach nadbałtyckich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki. Muzyka Rodrigueza jest znakomita, nie dziwię się, że Ci się podoba :-) Obejrzyj koniecznie, jest znakomity. Płyty jeszcze nie mam, ale mam zamiar sobie kupić.

      Delete

Dziękuję!