06 April 2013

Miasto moje, a w nim...

Większość osób, które się o tym dowiedziały z niedowierzaniem na mnie spojrzały. Tylko jedna osoba, koleżanka z klasy spytała Rany, znowu?, choć na dokładnie takowe wydarzenie wybieram się po raz pierwszy i szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać.

Tak, chodzi o mecz. A dokładniej o spotkanie Legia Warszawa - Zagłębie Lubin na PEPSI ARENIE przy Łazienkowskiej. 

Na stadion przybywamy koło 16.40, więc jest względnie pusto. Tylko na sławetnej żylecie i w maleńkim sektorze dla kibiców drużyny przeciwnej są już kibice. Jeszcze cicho. Ale nie długo. Po chwili dowiadujemy się czym po czym dostaną lubinianie i czym dla lubinian są kibice Legii. Całe szczęście nie trwa to długo - ot krótka wymiana zdań pomiędzy kibicami. Czekamy na rozpoczęcie. 

Mija trochę czasu. Zaraz się zacznie! 

Wysłuchujemy składów - na początku Zagłebia (nic nie było słychać, każdemu nazwisku towarzyszyły jednocześnie gwizdy z żylety i brawa z sektora lubinian), potem naszych. Śpiewamy z szalikami w górze Sen o Warszawie (Mam tak samo jak ty/Miasto moje a w nim), a żyleta na żylecie zyskuje świetlistą oprawę, a kibice nieco dalej machają zielonymi/białymi/czerwonymi flagami.

Żyleta na Pepsi Arenie. Żeby na Narodowym było cieplej, zamyka się dach, żeby przy Łazienkowskiej było cieplej pali się ognisko :-)
Zaczyna się! Do boju Legio! My krzyczymy, kibice Zagłębia też krzyczą. Już od pierwszych minut spotkania trwa coś w rodzaju wojny pomiędzy żyletą a sektorem dla kibiców Zagłębia. Jak jedni zaczną krzyczeć, drudzy robią to samo, tylko o wiele głośniej. Doping jest nieporównywalnie lepszy niż na meczach reprezentacji, gdzie momentami cicho jak makiem zasiał. 

Wielokrotnie przy piłce jest Ljuboja i tenże Ljuboja często gęsto na bramkę strzały oddaje, lecz niestety bramkarz Zagłębia bez trudu je wyłapuje. Serbskiemu napastnikowi coś nie idzie. Żółte kartki co i rusz, czasem dwie naraz (tak dostali je bramkarz Dusan Kuciak i Inaki Astiz).

Gramy! Żyleta jeszcze płonie, zaraz wybuchnie kibicowska wojna na dopingowanie.
Na pierwszą bramkę czekamy i to dosyć długo. Pojawia się ona dopiero dokładnie w 45. minucie i strzela ją Miroslav Radovic. Trybuny szaleją z radości, szaliki latają ponad głowami. Jak przestają, kibice Legii pytają tych kibicujących Zagłebiu No co tak cicho siedzicie?

Koniec pierwszej połowy. Zaczynają się wielkie wędrówki ludów kibicujących. I niby nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że ludy owe nie potrafią znaleźć swojego miejsca i perfidnie podsiadają innych. Ja stałam się "strażniczką rzędu" i przeganiałam tych, którzy w czasie pierwszej połowy nie siedzieli obok, a nagle zasiąść tam postanowili. Niestety nie wszyscy chcą ustąpić i dopiero prawowity właściciel biletu z tym oto miejsce jest w stanie ich przekonać. Choć oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy nawet na okazanie wydruku nie zejdą. Ale o tym później.

Zaczyna się druga połowa. Są podania, coś się dzieje i... GOOOOOL! Tym razem Dwaliszwili zalicza cud miód bramkę na 2-0. Pięknie. 

Druga połowa. Niebo ciemniejsze, ale za to Legia strzela drugą bramkę 
Po mojej prawej stronie siada kibic z małym synem, który siedział w czasie pierwszej połowy siedział po lewej. I na nic moje To miejsce jest zajęte, bo kibic nie reaguje. Dopiero jak przychodzi zajmujący to miejsce, kibic ustępuje, ale awanturuje się tym, który zajął jego miejsce. Wymiana zdań godna "rozmowy" żylety z sektorem Zagłebia z początku meczu. W końcu, zrezygnowany kibic nazywa tamtego ****** (tu należy wpisać niecenzuralne określenie (w narzędniku) na część ciała występującą jedynie u panów) i siada na wolnym miejscu nieco wyżej. Dokładnie w tym momencie Kosecki schodzi z boiska, a za niego Brzyski.

Koniec. Zupełnie ciemno nad nami, a po wyjściu ze stadionu niebo jest fioletowe jak Pałac Kultury.
Mecz się kończy. Ogólne wrażenie? Mecze pomiędzy klubami są znacznie ciekawsze niż mecze reprezentacji. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. I kibice znacznie bardziej angażują się w dopingowanie. To chyba najbardziej mi się spodobało. Z pewnością będę chodzić na mecze przy Łazienkowskiej. Co jeszcze? Legia w ramach zachęcenia kobiet do oglądania piłki nożnej obniżyła znacząco cenę biletów dla płci pięknej. Są one nawet tańsze od ulgowych.

2 comments:

  1. Nie jestem fanką piłki nożnej, ale bardzo podoba mi się twoje podejście :)
    Lubisz tylko oglądać, czy także sama biegasz za piłką po boisku?
    Pozdrawiam:3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :-)
      Ja sama raczej marnie gram, więc jedynie oglądam :-)
      Za to mój brat i mój kuzyn grają.

      Delete

Dziękuję!