30 May 2013

Преступление и наказание

foto ze strony lubimyczytac.pl
Zbrodnia i Kara. Do czytania zabierałam się długo. Właściwie to jeszcze przed przeczytaniem Opowieści Fantastycznych TA książka leżała już na mojej szafce nocnej, czekając, aż się za nią łaskawie zabiorę. Ale niesprzyjająca czytaniu ilość pracy czy brak czasu niepozwalający na poskładanie wydarzeń i jakieś głębsze przemyślenia skutecznie odciągały moją uwagę od czytania. Gdy pakowałam plecak na podróż przez republiki nadbałtyckie, wpadłam na genialny pomysł - w podróży, jako że mam znacznie więcej czasu, nie czytam książek, nawet bardzo długich, które i tak przeczytałabym w Warszawie, a zabieram się za książki potrzebujące wysilenia umysłu znacznie większego niż do napisania rozprawki czy obliczenia wyniku skomplikowanego działania. I w ten oto właśnie sposób zmobilizowałam się do szybszego zakończenia lektury Może morze wróci. Nawet jak już jechałam, to nie była to pierwsza książka za którą się zabrałam. Na początku wzięłam się za Władcę Much Williama Goldinga (swoją drogą moja mama teraz zaczytuje się Jutro przypłynie królowa i mówi, że ma się wrażenie jakby była to kontynuacja tejże książki, z pominięciem ostatnich akapitów), a w Rydze, wieczorem, zaczęłam ją wreszcie czytać. Żałowałam, że jednak nie wzięłam się za nią wcześniej. Jest to książka niewątpliwie genialna. Czytanie Zbrodni na Łotwie, popijając kwas - jeśli tak jest na ziemi, to jak jest w niebie?

No dobrze, ja tu tak się rozpisuję o wrażeniach, a ci, co nie przeczytali książki, ale bloga czytają, nie wiedzą zbytnio o co chodzi. Głównym bohaterem jest niejaki Raskolnikow, były student, mieszkaniec Petersburga. Na pierwszy rzut oka może się wydawać zwykłym, niczym niewyróżniającym się petersburżaninem, ale prawda jest inna. Raskolnikow myśli więcej i inaczej niż wszyscy. Ma oryginalną teorię - ludzie dzielą się na wielkich i wszy. Gdy wielki popełni jakąś straszliwą zbrodnię, jest wychwalany albo po prostu uchodzi mu to płazem. Inaczej sprawy się mają, jeśli chodzi o wszy. Gdy ten zrobi coś złego, jest karany, znienawidzony, wytykany palcami. I w myśl swojej teorii zabija Alonę Iwanowną, lichwiarkę i przypadkowo jej siostrę, Lizawietę. Poznaje jakiś czas potem Marmieładowa, człowieka ze skłonnością do przepijania pieniędzy, który nieco później ginie na jego oczach. Wbrew pozorom, spotkanie z pijanym zmienia wszystko...

Dostojewski po raz kolejny pokazał na co go stać. Jakim genialnym człowiekiem był. Zbrodnia i Kara ani przez jeden akapit nie jest nudna, mogę nawet stwierdzić, że to geniusz w najlepszym wydaniu. Coś, na co tylko stać Dostojewskiego. Myślałam o niej wszędzie. Jadąc samochodem, łażąc po Parnawie i plaży nad Bałtykiem, ale także po przeczytaniu siedząc pod klasą na przerwie czy jadąc do domu pociągiem. Najgorsze było to, że cokolwiek bym robiła, myślałam o tej książce. Gdy na dodatkowym angielskim nauczyciel zadał nam wypracowanie, które miałoby się kończyć słowami Dzordż odetchnął z ulgą. W końcu wszyscy wiedzieli, że jest niewinny. (po angielsku rzecz jasna). Wszyscy w grupie zaczęli gorączkowo myśleć nad jakimiś niezwykłymi historiami, a mi po głowie chodził tylko ten Raskolnikow, co był winny, ale nikt go nie podejrzewał.

Przemyślenia po lekturze dotyczyły głównie teorii o wielkich i wszach. Gdy nudziłam się pewnego dnia na religii, napisałam długi na kilka stron brudnopisu wniosek. Raskolnikow częściowo miał rację. Gdy po raz pierwszy czyta się o jego przemyśleniach na ten temat, myśli się Och, jak można było wymyślić takie bzdury, on jest chyba jakimś psychopatą czy czymś w tym rodzaju ale gdy ma się chwilę na zastanowienie się nad tym, to można dojść do takiego jak ja wniosku. Zauważyłam również, że patrząc na głównego bohatera po przeczytaniu reszty książki, zapomniałam zupełnie, że paręset stron wcześniej z użyciem siekiery zamordował dwie niewinne kobiety. Głosów "za", ale i głosów "przeciw" jest trochę, ale dam wam dojść do nich samemu :-)

Bardzo cieszę się, że przeczytałam tą książkę jak mogłam, a nie musiałam. Jak wiadomo, jestem dopiero w pierwszej klasie gimnazjum, a dzieło Dostojewskiego jest lekturą obowiązkową dopiero w liceum. Czytanie książek pod przymusem rzadko przynosi oczekiwany kiedyś efekt (zainteresować młodego czytelnika ważniejszymi pozycjami w historii literatury i zachęcić do czytania innych pozycji), bo inny priorytet go przysłonił (przeczytaj, bo musisz, inaczej dostaniesz jedynkę, a jak ci się uzbiera dużo jedynek, to będziesz tu gnić rok dłużej, a chyba tego nie chcesz/przeczytaj, bo ministerstwo tak każe i może się to w związku z tym pojawić na egzaminie). Nie podoba mi się to, ale cóż można poradzić? Chyba lepiej byłoby, gdyby uczniowie nie sięgali po twórczość Szekspira czy opis końcówki życia Rolanda, niż całkowicie zniechęcali się do czytania poważniejszych książek. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Chciałam jeszcze na koniec dopisać, że fakt, że miałam cały czas w głowie Zbrodnię i Karę nie oznacza, się mogłabym równie dobrze być na polskim i estońskim wybrzeżu i nie poczuć różnicy. Czytanie książek nie jest dla mnie formą oderwania się od rzeczywistości.

2 comments:

  1. Zuzia, Zbrodnię i karę przeczytałam dopiero w liceum (czyli ze 20 lat temu..). Pamiętam jednak to wrażenie - byłam porażona tą książką, też nie mogłam przestać myśleć o namacalności zła/ dwuznaczności dobra/ poświęceniu / miłości / nienawiści. Gratuluję Ci wrażliwości - niesamowita z Ciebie dziewczyna! pozdrawiam, edyta

    ReplyDelete

Dziękuję!