31 May 2013

музыка

A ja znów z książką. No trudno. Trzeba będzie jakoś z tym żyć. 

Kto przeczytał post o Targach Książki i Nocy Muzeów, wie, że z tej pierwszej imprezy wróciłam z naręczem całym literatury, za które jak najszybciej się zabrałam. Na pierwszy ogień poszło Oczami radzieckiej zabawki Konstantego Usenki. 

Po raz pierwszy usłyszałam o tej książce pewnego sobotniego popołudnia, w trójkowym Radiowym Domu Kultury. Opowiadano o niej bardzo ciekawie, audycję urozmaicono piosenkami zespołów. Postanowiłam wtedy, że ją kupię jak najprędzej, ale niestety na postanowieniu się skończyło. Nawet zapomniałam o niej, aż do Targów Książki, kiedy to zobaczyłam ją na półce stoiska Wydawnictwa Czarne. I właśnie dlatego, że jej szukałam najdłużej, przeczytałam ją jako pierwszą. Jako, że nie jest najkrótsza (o ile dobrze pamiętam to 460 stron) trochę mi to zajęło, ale było warto tyle nad nią posiedzieć. Jest genialna.

Opowiada, jak mówi tytuł, o radzieckim, a później rosyjskim undergroundzie. O muzyce, subkulturach i życiu w Leningradzie (Petersburgu), Moskwie i na dalekiej Syberii. O punkach, gopnikach (czyli radzieckich git-ludziach), skinheadach, neonazistach. Podzielone jest to wszystko na części o kolejnych miastach  i ułożone mniej więcej chronologicznie, uzupełnione kolażami ze zdjęciami artystów. Do tego fragmenty piosenek. 

Szczególnie zapadła mi w pamięć historia zespołu Kino. Został on założony jak Petersburg był jeszcze Leningradem, a jego 9-letnie dzieje zakończyły się wraz ze śmiercią lidera, Wiktora Coja. Jak czytałam teksty ich piosenek (szczególnie Gruppa Krowiu i Zwezda pa imienia solnce, ale inne też są świetne), byłam zachwycona, ale gdy postanowiłam ich posłuchać, nie było już tak dobrze (po kilku odsłuchaniach zaczęło mi się wprawdzie podobać, ale pierwsze wrażenie nie było piorunujące). Oryginalny głos Wiktora Coja dodaje charakteru i sprawia, że nie można przestać słuchać. 


Była tam też między innymi opisana historia zespołu Grażdanskaja Oborona (czyli Gr.Ob) z... Omska, a w szczególności okres współpracy z Janką Diagilewą (z Nowosybirska), poetką i piosenkarką punkową. Janka związała się z zespołem po poznaniu lidera, Jegora Letowa, w 1987 roku, ale ten kilka lat później zawiesił działalność zespołu. W 1991 roku ciało Janki wyłowiono z Obu. 


O ile piosenki Kina muszą poczekać na moją sympatię, to Janka Diagilewa spodobała mi się od razu. Choć słuchając poszczególnych piosenek nie potrafię powiedzieć, o czym są, w końcu nie znam rosyjskiego, to czytałam jej teksty w książce i muszę przyznać, że nie bez powodu nadano jej tytuł 'poetki punkowej'. 

Kiedy rozmawiałam o piosenkach radzieckiego undergroundu z mamą, puszczając jej Kino, dowiedziałam się, że nawet gdyby w tamtych czasach Polakom podobały się te piosenki, to wszyscy udawaliby, że są okropne, bo to w końcu z ZSRR, a tych, jak wiadomo, nie bez powodu nie lubiliśmy. Gdyby się uważniej przyjrzeć niektórym wykonawcom, to właściwie jedyną różnicą byłby język i pochodzenie. Nienawiść przysłoniła oczy na sojuszników. 

Czytając doszłam do wniosku, że wykonawcy z ZSRR mieli bardzo wiele wspólnego z tymi z zachodu. Wszechobecne narkotyki, alkohol, powstawanie subkultur przy zespołach, a później zostawanie symbolami, ikonami. Szybka śmierć, ale  i pamięć. Tylko, że dla undergroundu na wschodzie dochodziły problemy życia codziennego muzyków, które stwarzał ówczesny ustrój panujący w Związku Radzieckim. Bardzo spodobał mi się opis koncertu bodajże Kina, który na zaproszenie Akwarium przyjechał do Moskwy. Przyszły panie w drogich futrach i panowie w eleganckich garniturach, ale po kilku piosenkach i muzycy, i widownia, byli zupełnie pijani, a widzowie zachwyceni. 

Poza samą muzyką, autor opisuje subkultury ZSRR (a później Rosji) i ich wzajemne stosunki. Stwarzający problemy gopnicy, punki, skinheadzi i neonaziści. Jacy byli/są i jak ich postrzega społeczeństwo. 

Podsumowując, książkę pana Usenko z czystym sumieniem mogę polecić. Gdy czytałam ją kiedyś na przerwie, nieustannie ktoś podchodził, pytał, oglądał, przeglądał, niektórzy nawet zaczynali czytać (i nie mogłam książki odzyskać aż do dzwonka). 

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!