19 May 2013

Stołeczne ukulturalnianie

W ten łikend stolica przygotowała dla swoich mieszkańców dwa wielkie wydarzenia - Targi Książki i Noc Muzeów. Oczywiście nie mogło mnie na nich zabraknąć.
W piątek, po bardzo krótkich lekcjach (normalnie tego dnia mamy 5, ale zwolnili nas z ostatniej z powodu nieobecności matematyczki, do tego przepadł mi trening wspinaczkowy) i długim spotkaniu z moją klasą, wyruszyłam z mamą na Targi Książki. W tym roku odbyły się one na Stadionie Narodowym, a nie w Pałacu Kultury i Nauki, i chwała organizatorom za to. W labiryncie sal, korytarzy i poszczególnych stoisk nie sposób się było odnaleźć, panował jeden wielki bałagan. Tutaj to co innego. Stoiska ułożone są dookoła płyty, na terenie vipowskim, przez co nie trzeba błądzić po poszczególnych salach, a stoiska ułożone są po dwóch stronach szerokiego korytarza, co zdecydowanie ułatwia nie pominięcie żadnego. Pierwszym miejscem, gdzie coś kupuję, jest stoisko mojego ulubionego Wydawnictwa Czarne. Na początku przeglądałam tylko jedną książkę, ale sprzedawczyni tak ciekawie mówiła, poza tym znalazłam książki których wcześniej szukałam, moja mama dla siebie znalazła dwie i jakoś tak wyszło, że poszłyśmy dalej z wielką, czarną płócienną torbą wypełnioną książkami. Jako, że większość książek była przeze mnie wybrana, to nie miałam zbytnio wyboru i to ja nosiłam torbę. Gdy wracałyśmy, myślałam, że jak ją odłożę, będę miała jedno ramię niżej. Całe szczęście publikacje tego wydawnictwa są wyjątkowo lekkie, więc tak się nie stało. Po wizycie na tym stoisku spotkałam koleżankę z klasy, Oliwię, i to z nią kontynuowałam dalsze chodzenie po targach. Zaglądałam na każde stoisko, bo o ile ja wolę książki realistyczne, reportaże, podróżnicze, raczej nie powieści, to koleżanka jest moim przeciwieństwem - z wielkim zapałem i nieziemską prędkością pochłania fantastykę. Kupiłam jeszcze tylko jedną książkę, w wydawnictwie Sklep Podróżnika.
Moje zdobycze z tej wyprawy przedstawiają się następująco:
  • Konstanty Usenko Oczami radzieckiej zabawki. Antologia radzieckiego i rosyjskiego  undergroundu (Wydawnictwo Czarne)
  • Andrzej Dybczuk Gugara (Wydawnictwo Czarne)
  • Liao Yiwu Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych (Wydawnictwo Czarne)
  • Colin Thubron Po Syberii (Wydawnictwo Czarne)
  • Emma Larkin Spustoszenie. Nieopowiedziana historia o katastrofie i dyktaturze wojskowej w Birmie (Wydawnictwo Czarne)
  • Maria Coffey Mroczna strona gór (Sklep Podróżnika)
W porównaniu z zeszłym rokiem jest to wynik nad wyraz imponujący, wtedy wróciłam z jedną, teraz z wypchaną torbą. Teraz trzeba tylko to wszystko przeczytać, na początek wzięłam się na książkę radzieckim i rosyjskim undergroundzie. Powiem tyle, że skutecznie odpycha od nauki do egzaminów rocznych, które mam w tym tygodniu. 

Następnego dnia, tj w sobotę, ponownie pojechałam do Warszawy, tym razem w celu wzięcia udziału w Nocy Muzeów. Kilka dni wcześniej umówiłam się z koleżanką, Igą, jeszcze z podstawówki, każda z nas wymieniła swoje propozycje. Zostawiłam brata, tatę i kolegę brata z klasy pod Muzeum Narodowym, bo do spotkania z Igą została jeszcze nieco ponad godzina. Poszłam więc na Plac Defilad (czyli pod PKiN), gdzie znajdował się punkt informacyjny i zajezdnia ogórków. Wzięłam ulotkę informacyjną, usiadłam na schodkach i zaczęłam szukać jeszcze jakiegoś muzeum, gdzie mogłabym się udać, bo wydało mi się, że trzy miejsca to za mało, jak na całą noc. Gdy wreszcie udało mi się znaleźć odpowiednie miejsce, poszłam oglądać ogórki. Miałam szczęście, bo było na tyle wcześnie, że jeszcze nie wyruszyły i mogłam obejrzeć wszystkie w pełnej krasie, bez ludzi i bez pośpiechu. Chciałam się nawet takim przejechać, bo ostatni raz jeździłam ogórkiem parę lat temu, również podczas Nocy Muzeów. 


Potem poszłam na umówione miejsce spotkania z Igą, skąd wyruszyłyśmy do Alei Ujazdowskich. Tam znajdował się pierwszy punkt na naszej liście - wybrany przeze mnie Bułgarski Instytut Kultury (al. Ujazdowskie 33/35). Znajdowała się tam wystawa dotycząca Warny - miasta na wybrzeżu Morza Czarnego. Organizowany jest tam konkurs filmowy Złota Róża, więc na wystawie nie mogło zabraknąć plakatów zwycięskich filmów. Muszę przyznać, że choć nie wszystkie sprawiłyby, że obejrzałbym film, to niektóre były naprawdę godne podziwu, jak chociażby ten, na którym znajduje się dłoń, która zamiast palców ma laski dynamitu, z tym, że nie wygląda to sztucznie i jak nieudany fotomontaż. Słychać szum morza, a pan z instytutu opowiada nam o Warnie. Poza wystawą filmową (plakaty i projekcja filmu) znajduje się tam... "tron" przygotowany przez współpracowników instytutu. Owo szlachetne siedzisko to imitacja tronu z Bałczyku (Rumunia) na którym przesiadywała królowa, czekając na ukochanego. Wygodny ten tron :-)

Królowa Zuzanna na tronie :-) Zdjęcie takie niezbyt ładne, ale było bez flesza robione i wyszło za ciemne

W instytucie bardzo spodobało mi się też to, że nie było dzikich tłumów, walących drzwiami i oknami, a pracownicy byli miło usposobieni do zwiedzających, zachęcający do zapoznania się z wystawą i opowiadający ciekawie o eksponatach. Polecam. Wybiorę się za rok.

Po zwiedzaniu poszłyśmy do Parku Ujazdowskiego. Usiadłyśmy sobie na ławeczce, nad stawem. Bardzo przyjemnie było. Do czasu. 
-Przeklęte paskudy! - zaczynam się drapać po kolanie. 
-Co? 
-Tu mnie dziabnął! Wiejemy stąd!

Zachód słońca nad Parkiem Ujazdowskim

Uciekamy do kolejnego miejsca na liście, tym razem do wybranego przez Igę Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Była tam m.in. wystawa, co do której miałabym poważne wątpliwości, czy to jeszcze sztuka czy już remont. Biały karton na podłodze, drzwi poobklejane i pochlapane białą farbą. Niby jest informacja, że jest to instalacja jakiegoś artysty, ale zanim ją zobaczyłam byłam święcie przekonana, że tu będzie znajdować się nowa wystawa. Była też instalacja nazwana od wewnątrz Labirynt, a od zewnątrz Piramida i to ona podobała mi się chyba najbardziej. Była też wystawa fotografii, które, choć przedstawiały wydawałoby się prozaiczne rzeczy, takie jak muszle po małżach, ale przez kolorystykę, uzyskano efekt jakiejś takiej głębi, czegoś, co sprawiało, że stawało się na chwilę przy nich, ale nie wiadomo było o czym myśleć, dotyczące czego mieć przemyślenia. 

Gdy opuszczamy zamek jest już zupełnie ciemno. Wśród świateł aut na Trasie Łazienkowskiej idziemy w kierunku Pepsi Areny. Jako kibic Legii Warszawa nie mogłam sobie odmówić wstąpienia do muzeum ulubionego klubu. Muzeum poświęcone jest nie tylko Legii piłkarskiej (która wygrała wczoraj 1-0 z Lechem), ale również bokserskiej czy szermierczej. Każdy na wejście otrzymał pamiątkowy bilet, stylizowany na bilet sprzed wielu lat. Sala muzealna jest jedna i była tej nocy pełna kibiców, dokładnie tak jak okolica stadionu przy Łazienkowskiej, gdzie nie spojrzeć tam kibice, nie trzeba było specjalnie słuchu wytężać, żeby usłyszeć śpiewy o tym jaki to jest KS Polonia, jacy to są piłkarze w Lechu i ogólnie jaka to wspaniała jest Legia, rzecz jasna z dużą dawką przekleństw. 

W Śródmieściu uczę się i spędzam większość czasu dopiero od września, toteż moja orientacja w terenie jest jaka jest. Niestety, orientacja koleżanki nie jest lepsza. Kombinujemy jak dotrzeć z Łazienkowskiej na Wybrzeże Kościuszkowskie, wiemy jedynie, że to daleko. Dzwonimy więc do znawcy Warsiawy, do mojego taty. Całe szczęście jest on w pobliżu razem z bratem, kolegą brata i samochodem. 

Następnym, a zarazem ostatnim miejscem podczas ten nocy jest Park Odkrywców przy Centrum Nauki Kopernik nad Wisłą. Gdy zobaczyłyśmy, jak długa kolejka prowadzi do drzwi Kopernika, doszłyśmy do wniosku, że choć do 2.00, czyli do końca Nocy Muzeów, pozostały 4 godziny, to za nic się stojący na końcu nie wyrobią, ba! stojący w połowie kolejki nie mają zbytnio szans na zobaczenie interaktywnych wystaw. My pozostajemy więc w Parku Odkrywców. Na początku oglądamy metalowe rury, w których, po przyłożeniu ucha, słychać muzykę, a po dogłębnej analizie... plusk wody. Są tam też pola do gry w klasy, z tą różnicą, że każde z pól wydaje dźwięk (każde inny). Jest też teleskop, ale przy nim stoi cała wycieczka, więc rezygnujemy z technologii, kładziemy się na trawie i patrzymy w gwiazdy bez powiększenia. Udało mi się wypatrzeć Wielki Wóz. Idziemy jeszcze nad samą Wisłę, zobaczyć w pełnej krasie Most Świętokrzyski i wybrzeże, a potem wracamy. Przez Tamkę, Nowy Świat, Aleje Jerozolimskie, do Marszałkowskiej, a stamtąd już do domu.


3 comments:

  1. Dawno nie zaglądałam na Twojego bloga, ale widzę, że nie próżnowałaś (w przeciwieństwie do mnie) :)
    Jejuś, nawet nie wyobrażasz sobie jak zazdroszczę Ci udziału w Targach książki...
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. Chyba wszędzie Cię pełno. Na noc muzeów pewnie bym poszła tylko u mnie w mieście nie ma żadnego...To są właśnie minusy mieszkania w miasteczkach...

    Ucieszyła mnie Twoja opinia pod ostatnim postem. Mam nadzieje, że teraz również zechcesz podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami --> kindofeveryday.blogspot.com Tam post hołdujący ważną dla mnie osobę. Zapraszam.

    ReplyDelete
  3. Zuzia, bardzo podobają mi się Twoje literackie wybory - jak się kiedyś spotkamy, może na obiedzie u Was, to chętnie wypytam o Twoje wrażenia. pozdrawiam, Edyta

    ReplyDelete

Dziękuję!