02 June 2013

Nadwiślański świt wśród dymu

Właściwie to odkąd wstałam dziś rano, myślałam tylko o jednym. Nie mogłam się doczekać 16.00, nie potrafiłam się na niczym skupić, w głowie tylko jedno.

A teraz nie potrafię zebrać najszczęśliwszych myśli, by tu, w tym setnym (!) poście opisać Wam, co widziały moje oczy jeszcze kilka godzin temu. A widziały cud nad Wisłą.
O 14.00 wyjechaliśmy z domu i wyruszyliśmy do serca stolicy, znaczy na Łazienkowską. Znaczy na Pepsi Arenę. Potem szliśmy wśród białego tłumu w szalikach. Każdy miał białą koszulkę i z uśmiechem szedł Trasą Łazienkowską. Słońce, choć schowane za chmurami, grzało. 

Gdy wśród kibiców weszliśmy na trybuny Pepsi Areny, zauważyliśmy trzy białe baloniki przyklejone taśmą do każdego z siedzeń. Wkrótce usłyszeliśmy, że trzeba będzie nimi machać, gdy wyjdą piłkarze na murawę. Kiedy to się wreszcie zacznie?

Czytają składy, my machamy szalikami, bijemy brawa. Potem Sen o Warszawie. Wychodzą i alegancka oprawa wszystkich trybun.. Machamy balonikami, żyleta i południowa zrzucają serpentyny. Balony pękają, huk jest straszny. Słynna trybuna północna zaczyna dymić, coraz bardziej i bardziej, i bardziej, i bardziej... Co chwilę słychać Przypominamy, że używanie materiałów pirotechnicznych jest zakazane!!! Ale żyleta ma to gdzieś. Prosimy o nieużywanie wulgaryzmów! To też nie działa. Prawie niczego nie widać. Nie widać nie tylko żylety, nie widać przeciwległej trybuny. Choć mecz powinien się już zacząć, piłkarze schodzą z boiska, niech tylko zniknie dym, byle tylko nie przełożyli meczu!

Całe szczęście dym powoli, ale znika. Gdy przerzedza się na tyle, że widać żyletę, słychać pierwszy gwizdek. Już w 38. sekundzie Legia ma znakomitą okazję, ale niestety jej nie wykorzystuje. Na pierwszą bramkę nie trzeba jednak czekać. W 13. minucie Marek Saganowski strzela pierwszego gola w tym spotkaniu, a w 14. drugą. Kibicom nie udaje się skończyć dziękować Saganowi, a już trzeba zaczynać od początku. Kto strzelił gola? - MAREK SAGANOWSKI! - Ile goli strzeliła Legia? - DWA! - DZIĘKUJĘ! - HU!

Potem jest karny. Wszyscy wiwatują, a do strzału przygotowuje się Radowić. Jednak kibice to nie jego chcą przy piłce. MAREK SAGANOWSKI! MAREK SAGANOWSKI! MAREK SAGANOWSKI! Radowićowi nie pozostaje nic innego jak oddać koledze możliwość strzału. I jest. 3-0! Hat-trick Saganowskiego!

Ale nie kończy się pierwsza połowa po trzecim golu gospodarzy. Jeszcze jest czwarty na 4-0 Kucharczyka. Wtedy może się dopiero zakończyć. Śląsk Wrocław nie ma już właściwie szansy na odrobienie swojej straty

Fascynujące jest to, że na meczach reprezentacji jest względnie cicho, tymczasem na meczach Legii Warszawa nie ma chociaż 10 sekund, kiedy nikt by niczego nie krzyczał. Nawet radość po strzeleniu bramki jest znacznie dłuższa na Pepsi Arenie niż na Stadionie Narodowym. 

W trakcie przerwy na murawę zostaje wywołana pewna para (pan i pani). Spiker cały czas krzyczy ich imiona, pan ma mikrofon. I nagle słychać Czy wyjdziesz za mnie?, a mali chłopcy w strojach Legii przynieśli ogromny bukiet kwiatów. Cała Pepsi Arena zaczęła wiwatować. 

Gwizdek na rozpoczęcie drugiej połowy. Mistrzem Polski jest Legia/Legia najlepsza jest/Legia to jest potęga/Legia CWKS/Lalalalalala... Na 5-0 strzela Radović! Gdy tylko mu się to uda, biegnie co sił w nogach do Danijela Ljuboi, drugiego Serba, który się właśnie rozgrzewa, a za nim cała drużyna. Kibice cały czas świętują, a żyleta znowu płonie. Najpierw czerwone światło rac, potem już czarny dym. W jednym z przejść dymi się, jakby co najmniej Eyjafjallajokull wybuchł. Całe szczęście mecz nie jest nawet przerywany.

Gdy kończy się spotkanie, zaczyna się świętowanie. Na środku murawy ustawiane jest podwyższenie dla legionistów, a zawodnicy Śląska Wrocław otrzymują brązowe medale. Gdy wchodzą, witają ich gwizdy, ale gdy schodzą, żegnani są brawami. Jeszcze ostatnie poprawki do wejścia Legii. My śpiewamy po raz drugi Sen o Warszawie Niemena: Mam tak samo jak ty/Miasto moje a w nim/Najpiękniejszy mój świat/Najpiękniejsze dni/Kiedyś zatrzymam czas/I na skrzydłach jak ptak/Będę leciał co sił/Tam, gdzie moje sny,/I warszawskie kolorowe dni./Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt/Już dziś wyruszaj ze mną tam/Zobaczysz jak, przywita pięknie nas/Warszawski dzień...

Idą! Pierwszy Dusan Kuciak, nasz fenomenalny bramkarz, któremu żadna piłka nie straszna. Idzie z dziewczynką "na barana", za nim kolejny piłkarz i tak dalej. Każdy z nich dostaje medal. Złoty. Trybuny nagradzają ich brawami, okrzykami. Na końcu wychodzi trener, Jan Urban. Danijel Ljuboja kończy grę z barwach Legii, Michał Żewłakow po raz ostatni gra w ogóle. To oni otrzymują największe brawa, a Żewłakow ma zaszczyt jako pierwszy unieść puchar. Wszyscy się cieszą, wiwatują, śpiewają Łi ar de czempions (a na początku meczu na żylecie był transparent Habemus Campiones). Ze wszystkich stron obrzucani konfetti, piłkarze złotym, my w barwach ukochanego klubu. Wszystkie trybuny są zapełnione przez kibiców Legii Warszawa, wszystkie wyprzedane. Piłkarze obchodzą murawę, pokazują wszystkim zdobyte trofeum. Zaraz wsiądą do autobusu z otwartym dachem i triumfalnie przejadą przez stolicę. Potem będzie uroczystość na Agrykoli, ale znając życie na tym się nie skończy...

Oby za rok Legia również mogła unieść podwójny puchar!

foto z legia.com
PS. Choć kibicuję Legii, chciałabym dopisać, że pan Król od Polonii Warszawa w pełni zasługuje na tą degradację kilka lig w dół, w przeciwieństwie do samego klubu.
PSS. Jak może ktoś zauważył, ten post jest setnym postem na tym blogu. Chciałabym podziękować w tym miejscu wszystkim odwiedzającym, a w szczególności tym komentującym :-)

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!