22 June 2013

The dark side of the (climbing) moon

Maria Coffey - Mroczna Strona Gór


Dawno, o ile w ogóle kiedykolwiek, tak dużo nie bazgrałam po książce. A tu? Na prawie każdej stronie podkreślenie, wiele z towarzyszeniem komentarzy (ołówkiem rzecz jasna). Mnóstwo myśli nieuporządkowanych, chaotycznych, często sprzecznych, wymagających chwili zastanowienia. 

Czytając byłam niczym Nick Carraway z powieści Fitzgeralda i najnowszego filmu Luhrmana within and without. Jednocześnie w dwóch miejscach - szkole/kolejce/domu i dalekich górach, nie tylko w Himalajach, bo nie tylko do nich ogranicza się akcja/w miastach Stanów Zjednocznoczonych, gdzie mieszkają bohaterowie i bohaterki książki. Jednocześnie wśród wspinaczy i ich rodzin, i pasażerów popołudniowej wukadki/pędzących w nieznanym kierunku uczniów. Słuchając w tym samym czasie Pearl Jamu przez słuchawki odtwarzacza i wiatru wiejącego na znacznej wysokości, czując na twarzy gorąc czerwcowego słońca w nieklimatyzowanym wagonie i zimno padającego śniegu...


O czym jest ta książka? O tym, o czym stara się pisać Olga Morawska i do czego nie dociera Jon Krakauer. O psychice wspinaczy, ryzyku, uzależnieniu, życiu rodzin i ukochanych wspinaczy. Podoba mi się, że nie jest to napisane w konwencji "och, jaka ja jestem biedna, mój chłopak, świetny wspinacz, zginął na Evereście, co ja teraz ze sobą zrobię, ach jo, ach jo, jakaż to ja jestem biedna". Nie. Tak nie jest i chwała autorce za to.

Kto się nie wspinał ani wspinacza nie znał i powodu ryzyka, jakie podejmowane jest podczas zdobywania pięknych ścian i wysokich szczytów gór nie rozumiał, powinien przeczytać tę książkę. Wszystko czarno na białym wyjaśnione, nie pozostawiające (przynajmniej w tym aspekcie) żadnych wątpliwości. 
A kiedy pokonywałam ścinę solo, bardziej niż kiedykolwiek odczuwałam swoje istnienie, teraźniejszą chwilę, czułam się świetnie w swoim ciele. Strach balansował pomiędzy sparaliżowaniem mnie, a wprowadzeniem w stan pełnego zaangażowania - magiczny moment, gdy działasz lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Jesteś wtedy odurzony, oderwany od myślenia, pozbawiony obaw, doświadczasz po prostu uskrzydlenia. Gdy zakosztowałam wspinaczki uświadomiłam sobie, że stanowi cząstkę mnie. Jestem od niej uzależniona, zajmuję się nią, bo wykracza poza jaźń i stanowi sens mojego istnienia. (fragment wypowiedzi Sharon Wood z tejże książki)
I wszystko jasne? Ja sama wspinam się zaledwie niecałe dwa lata, z czego w skałach byłam tylko raz (jak wszem i wobec wiadomo, w stolicy mamy tylko Górkę Szczęśliwicką, ale tam to się nie da za bardzo wspinać), a czułam gdzieś w podświadomości, że te słowa są szczerą prawdą. Mogłam oczywiście uznać to obiektywnie za coś bezsprzecznie prawdziwego, jak to się robi czytając szkolne podręczniki, pomimo subiektywnej niepewności, czy dana teza znajduje swoje potwierdzenie w rzeczywistości, czy też nie. Mogłam, ale tego nie zrobiłam. Siedząca na czerwonym siedzisku w pociągu, z wyjątkowo lekkim plecakiem nad głową instynktownie wiedziałam, że kobieta, która to powiedziała, miała rację i nie jest to fikcją literacką.

Autorka porusza właściwie większość (o ile nie wszystkie) "ciemne strony" wspinaczki. Nie brakuje oczywiście kalectwa i śmierci w górach, o czym miała się ona okazję przekonać na własnej skórze, jako dziewczyna wspinacza, Joe Taskera, który zginął na Evereście. Szczegółowo opisuje nie tylko poszczególne etapy żałoby, ale i opinie innych ludzi i ich stosunek do tego wydarzenia. Nie skupia się przy tym tylko i wyłącznie na sobie, oddaje głos innym "poszkodowanym". 
Kiedy żołnierze wracają z wojny okaleczeni i oszpeceni, zwykle mogą znaleźć usprawiedliwienie dla swojego cierpienia. Walczyli w słusznej sprawie lub wstąpili do wojska z poczucia obowiązku względem swojego kraju. Jeśli jednak nie mogą nazwać przyczyny swojego poświęcenia (...) nie mają ujścia dla swojego żalu i często doświadczają opuszczenia, złości i goryczy. Lecz wspinaczki nigdy nie uprawia się w imię sprawiedliwości, nie jest ona czynem koniecznym.
 Jedynym, do czego mogę się przyczepić jest tytuł. W oryginale, choć daleki od ideału, brzmi lepiej Where the mountain casts its shadow: the dark side of extreme adventure. Trochę tak to nasze tłumaczenie brzmi... no właśnie, nieco trudno to określić, ale raczej nie zachęcają do sięgnięcia po książkę. A tego się nie żałuje.

PS. Wszystkie cytaty pochodzą oczywiście z tej książki.
PPS. Z książek targowych przeczytane już 3 z 6. Połowa!

3 comments:

  1. ciekawy blog zuziu fajnie że wspinasz się po górach Obserwujemy? jak tak to napisz u mnie w komentarzu madzia-madziaaa.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. Wybacz, że dopiero teraz piszę. Nie zauważyłam Twojego komentarza.
    Muszę przeczytać tą książkę.

    ReplyDelete

Dziękuję!