16 June 2013

Władca Much na Pacyfiku

Jutro przypłynie królowa  - Maciej Wasielewski

Kapitan kazał bić. Często i za niewielkie przewinienia. Im się to nie podobało. Zbuntowali się. W nocy kazali mu się zmywać z okrętu. Sami popłynęli na jedną z wysp Tahiti. Porwali niektórych jej mieszkańców. Żony i mężów. Potem na Pitcairn, by raj zamienić w piekło.

Na znak zerwania więzi z Wielką Brytanią palą Bounty. Ich okręt. Mężczyzn tahitańskich zaczęli mordować. Ich żony rodziły im potomstwo. Dwanaście kobiet i ośmiu ocalałych mężczyzn.

Ich potomkowie na pierwszy rzut oka to idealne społeczeństwo. Walutą ważniejszą od pieniędzy są przysługi (ja ci pomogę, to ty mi pomożesz). Każdy zna każdego, w końcu mieszka tam tylko nieco ponad 40 osób. Przy nieco dokładniejszym przyjrzeniu się mieszkańcom, nie wygląda to tak różowo. Kto podważy jakąkolwiek prawdę wyznawaną przez pitcarneńczyków, zostaje wyklęty przez społeczeństwo małej wysepki. Choć przestępstwa jak kradzieże czy zabójstwa właściwie nie istnieją, to prawdziwą plagą są gwałty. Dotykają one niejednokrotnie znaczną liczbę wyspiarek. Reszta mieszkańców, zamiast solidaryzować się z ofiarami, łączą się z oprawcami. Ojcowie i matki uważają takie przestępstwo za coś normalnego, powszedniego, na co nie trzeba zwracać uwagi. Takie same jest stanowisko większości wyspiarzy. Gdy odbył się proces, kobiety poszkodowane zeznawały z Nowej Zelandii, z tego samego państwa pochodził sędzia, a wszsystko odbywało się w oparciu o prawo brytyjskie. Z tej okazji specjalnie wybudowano więzienie. Wiele kobiet pitcairneńskich sprzeciwiało się wyrokowi (który i tak był wyjątkowo łagodny, ze względu na ilość sądzonych mężczyzn, bez których życie na wyspie byłoby znacznie trudniejsze, wykonywali oni bowiem znaczną ilość prac), uznając, że na małej wyspie na środku Pacyfiku, prawo brytyjskie nie jest najlepszym rozwiązaniem. 
Do tego każdy obcy przybysz nie ma szans na szybką społeczną aklimatyzację, zostanie zaakceptowany bardzo późno. Wcześniej przylgnie do niego etykietka "obcy".
Do niedawna był tam tylko jeden kościół - Adwentyści, ale dziś już ich tam nie ma. Kiedyś w broszurkach przedstawiali Pitcairn jako Eden, dziś już wstrzymują się od takich opinii. Wciąż znajdują się jednak ludzie, którzy mimo wszystko chcą zostać pitcairneńczykami. Ich życiorysy są szczegółowo sprawdzane, w razie jakichkolwiek niepewności natychmiastowo odrzucane.

Książka Macieja Wasielewskiego jest świetna. Czyta się ją bardzo szybko, ale pozostawia ona trwały ślad na umyśle. Pamięta się ją cały czas, w końcu niebanalna opowieść o raju, który tego tytułu pozbył się wieki temu nie jest łatwym tematem. Książkę czytała najpierw moja mama, jej opinia również jest o tej książce pozytywna. 

Aha, jakby ktoś był ciekawy gdzie jest Pitcairn, to jest tu - dokładnie na środku zdjęcia:

maps.google.com
Co ciekawe, książka wydaje się być kontynuacją Władcy Much Williama Goldinga, z pominięciem fragmentu o powrocie chłopców. Jest właściwie dokładnie tak samo. Nie mam zielonego pojęcia, czy pan Golding był kiedykolwiek na Pitcairn, ale jego książka jest dokładnie tym, co działo się na Pitcairn! Są skały, z których zrzucono Prosiaczka, jest podział ludzi na wyspie pomimo niewielkiej ich liczby. Czytając Władcę Much myślałam o tym, że jest to straszne, że całe szczęście nie miało to miejsca w rzeczywistości, że nienawiść ludzka na tak małym obszarze i w całkowitej izolacji prowadzi do nieuchronnej katastrofy. A tu proszę. Jesteśmy na tyle okropni, że potrafiliśmy wcielić ten koszmar w życie. 

2 comments:

  1. Podoba mi się Twój styl pisania. Władca Much? Znowu nie odrobiłam lekcji, gdyż nic nie wiem na ten temat... Niewyedukowana ja!

    Właśnie przed chwilą opublikowałam post u siebie na temat dość dla mnie trudny bo temat mojego OJCA. Jeśli masz ochotę to wejdź i przeczytaj, podziel się swoimi spostrzeżeniami.

    Dziękuję bardzo za ostatni komentarz!

    ReplyDelete
  2. zawsze chciałam mieszkać na Pitcairn z tego względu, że ze mną mieszkało by tylko ok. 50 mieszkańców, a ja ludzi nienawidzę :D

    ReplyDelete

Dziękuję!