15 June 2013

Znikające morze

lubimyczytać.pl
Może (morze) wróci - Bartek Sabela

Książkę przeczytałam dosyć dawno, bo skończyłam ją jeszcze w szkole, w dniu wyjazdu na majówkę, ale jakoś z głowy mi wyleciało, żeby o niej napisać. W końcu teraz, mając w już w planach napisanie o zupełnie innej książce, nagle przypominam sobie o Może (morze) wróci i zamiast o Pitcairn piszę o Uzbekistanie. 

O tejże książce słyszałam już parę razy, ale jakoś nie chciało mi się pójść do jakiejkolwiek księgarni/empiku/trafficu żeby ją kupić, aż pewnego poniedziałku doszłam do wniosku, że nie mam co czytać (w rzeczywistości miałam stos książek czekających na moje łaskawe zainteresowanie, które nie chciało dla nich nadejść) i poszłam do najbliższego empiku popatrzeć na półkę z książkami podróżniczymi. Zazwyczaj wychodzę z niczym, ale tego dnia postanowiłam sobie - kupuję sobie książkę o Azji Środkowej, obojętnie o jakim państwie, bo i tak jak sobie wybiorę jakiś konkretny, to nie znajdę. Zależało mi chyba najbardziej na Uzbekistanie i rzeczywiście, udało mi się znaleźć o nim książkę. I to jaką!
Głównym tematem Może (morze) wróci jest Morze Aralskie, które zaczęło znikać po tym, jak pewien człowiek ze Związku Radzieckiego postanowił uczynić Uzbecką SRR światową potęgą w produkcji bawełny. Pojawił się tylko ten problem, że warunki do uprawy w pustynnym kraju nie są najlepsze, ale co tam, są jakieś rzeki, zmieni się ich bieg i będzie ok. A co nas obchodzi jakieś jezioro... Ale Uzbekistan to nie tylko Morze Aralskie, w końcu jest tam jeszcze tyle różnych miejsc, o których trzeba napisać - Buchara, Samarkanda, Taszkient, Karakałpakstan (no dobra, to się akurat wpisuje w tematykę wysychającego morza). Do tego sami Uzbecy, których nie tylko zdjęcia, ale i rysunki zamieszcza w książce, opisując ich życie. Wszystko to ciekawie opisane, opatrzone rysunkami i fotografiami. Przeczytać warto.

I coś o czym raczej nie wspominam pisząc o książkach. Sztata graficzna, rodzaj papieru, rozmiar, czcionka i te wszystkie inne rzeczy, które choć nie są najważniejsze, to jednak mają jakieś znaczenia podczas czytania książek, w końcu gdyby nie one, to nudna książka byłaby jeszcze bardziej nudna, a ciekawa mniej ciekawa. Po raz kolejny jednak wydawnictwo Bezdroża pokazało klasę (wcześniej czytałam jeszcze Tysiąc szklanek herbaty Żagle nad pustynią, równie dobrze). 

Choć jeszcze przed przeczytaniem Może (morze) wróci zaczęłam się interesować Uzbekistanem, to po lekturze zainteresowałam się jeszcze bardziej. Zaczęłam wypytywać rodziców, którzy mieli przyjemność być tamże jeszcze jak było to ZSRR, o ich wspomnienia stamtąd. Jak czytałam Utracone serce Azji w samolocie (jeszcze z Katalonii), a moja mama siedziała akurat obok mnie, cały czas widząc jakąkolwiek mapkę pokazywała o, tu byłam, tu też, a tu też, tu się stało to i to, a tu było chyba najładniej, tu mi się podobało najbardziej

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!