19 August 2013

On bended knee is no way to be free

W nocy trudno mi było zasnąć. Przekręcałam się z boku na bok, wierciłam się niemiłosiernie, w głowie zbyt wiele się dzieje. Tysiące obrazów nagromadzonych przez tydzień, tyle zdań, wyczytanych w książkach, tyle białych nocy i białych reniferów, tyle historii o Saamach, wspomnienie każdej minuty spędzonej na zielonej ziemi. Już w głowie plany powrotu. Piosenki, które utkwiły mi kiedyś w pamięci, a w Laponii towarzyszyły mi w różnych chwilach - Long Nights, Guaranteed, Society, Hard Sun, No Ceiling Veddera i jeszcze więcej. Spakowany plecak leży gdzieś obok mnie.
Rano śniadanie i na lotnisko. W hali odlotów o drewnianych ścianach wiszą obrazy fińskich artystów. Na sprzedaż. Na jedyny odlot dziś czekają poza nami Austriaccy turyści. Średnia wieku na oko 45 - 55. Przyjechali tu wielkim autokarem na austriackich numerach.


Z hali odlotów przy soczku przyglądamy się lądującej machinie. Obsługa lotniska za pomocą paletek do ping - ponga nakierowuje samolot na odpowiednie miejsce. Wszystko odbywa się tutaj tak niespiesznie - nikt się niczym nie denerwuje, jak przyleciał to i odleci, co z tego, że znalazł się tu dawno temu, co z tego, że od dawna nie kręcą się przy nim ludzie.


Kontrola paszportów, skanowanie biletów i jesteśmy w samolocie. Hyvaa Paivaa do stewardess i stewardów. Lot do Helsinek z międzylądowaniem w Kittilä.

Nie chcę odlotu.  Nie chcę odlotu.  Nie chcę odlotu.

Gdy unosimy się coraz wyżej i wyżej, i czuję się szczęśliwa przez to wszystko, czego byłam świadkiem przez ten tydzień. Za zarybione rzeki, przejrzyste jeziora, gęsty las i niską tundrę. Za błękitne niebo, świszczący wiatr, niegasnące słońce. Za Thoreau, Tessona, Pasternaka. Za ciszę, za spokój, za brak dzikiego pędu. 

Powrót do rzeczywistości jest najtrudniejszą rzeczą, z jaką przychodzi mi mierzyć się w podróży. Z czym do czynienia mieć nie chcę, ale co jest nieuniknione.

Na ugiętych kolanach nie sposób jest być wolnym
Unosząc pusty kubek proszę cicho
Aby moje wszystkie cele zaakceptowały tego, którym jestem
Bym mógł oddychać
Eddie Vedder GUARANTEED

Laponia dała mi świadomość możliwości oddechu. Pokazała, że mam możliwość żyć moim własnym życiem. Wiązałam z nią ogromne nadzieje, a ona co do joty się z nich wywiązała. Pamiętam jak dziś, gdy z ogromnym uśmiechem na ustach leciałam po raz pierwszy w słońcu nad ziemią lapońską. W głowie miałam wtedy te słowa:

Niech to nie będzie moją troską
Miejsce z którego nie ma powrotu 
Eddie Vedder SETTING FORTH

Nie wrócę już z Laponii. Została tam jakaś część mnie, po którą muszę pewnego dnia wrócić. Zrobię to, wiem na pewno. Nie zapomnę tego świtu, kiedy ostatni raz widziałam słońce w czerwonej osłonie w Helsinkach. Wtedy chyba na dobre zdałam sobie sprawę, że już nie ma odwrotu. Że po powrocie będę zupełnie innym człowiekiem. Nie będzie już tej samej Zuzi, która zupełnie nieświadomie, dzień w dzień stawiała kroki na wytyczonym dawno szlaku.

Dostałem to światło
 I wolę by pokazać
 Że zawsze będę lepszy niż byłem kiedyś
Eddie Vedder LONG NIGHTS

Międzylądowanie w Kittilä. Część ludzi wysiada, część wsiada. Zieleń dookoła przypomina mi o szczęściu, jakie mnie spotkało. Chce mi się płakać. Będę musiała długo czekać, by doświadczyć czegoś takiego. 

Tak pewne jak to, że oddycham
Tak pewne jak to, że jestem smutny
Zachowam tę mądrość w mojej pamięci
Opuszczam to miejsce wierząc
Bardziej niż kiedykolwiek
Że jest powód, dla którego
Dla którego tu wrócę
Eddie Vedder NO CEILING

Wrócę tu. Już w głowie mam pierwsze szkice wyprawy, którą poprowadzę przez Łotwę do fińskiej Laponii. 

Tymczasem samolot ląduje na lotnisku w Helsinkach. Tyle razy już tu byłam, pewnie jeszcze nie raz przyjdzie mi tu być. Siedzimy tu kilka godzin, czekając na stale opóźniający się samolot do Warszawy. Gramy kolejną rundę w karty, kolejny raz przegrywam. Wracam do czytania. Doktor Żywago jest genialny.

W samolocie czytam cały czas. Brat przysypia, mama śpi, tata śpi. Nie ma z kim grać. 

Gdy znajdujemy się już nad Warszawą, samolot obniża lot, obniża, obniża, widać już lotnisko, gdy zatrzymuje się na kilku tysiącach metrów. Długo nie wiemy co się dzieje. Kapitan zdenerwowanym głosem mówi coś po fińsku, a potem po angielsku, ale zdenerwowanie podkreśla i tak silny akcent i zupełnie nic nie można zrozumieć. Widać już Modlin, a my lecimy dalej. Co się dzieje? Co?! Wszyscy pasażerowie budzą się ze snu i nerwowo wymieniają pomysły. Może wylądujemy w Modlinie? Coś nie tak z maszyną? Matko, rozbijemy się! 


Wylądowaliśmy. Kiitos. Na warszawskim lotnisku czekamy na nadane w Finlandii bagaże. Po dłuższej chwili wychodzimy z budynku lotniska i jedziemy do domu. Zachodzi słońce. 

No comments:

Post a Comment

Dziękuję!