02 September 2013

Ostatnie zdjęcie z wakacji


W roli modela (tradycyjnie) mój brat :-) . 


Odkąd pamiętam, czekałam ostatnie tygodnie wakacji na wrzesień, kupowałam z dużym wyprzedzeniem zeszyty i książki (jak ja to kiedyś lubiłam!). Nawet w zeszłym roku, kiedy to zmieniałam szkołę, zżerała mnie ciekawość, jak to wszystko będzie wyglądało, bo to już przecież nie podstawówka, a gimnazjum - krok dalej. Naprawdę chciałam, aby wakacje trwały krócej, abym mogła znowu zobaczyć koleżanki i kolegów z klasy, porozmawiać z nimi, podzielić się wrażeniami z wakacji i prognozami na dopiero co rozpoczynający się rok szkolny, które zostały zasłyszane od starszego rodzeństwa - teraz będzie fajnie, ale za rok to się trzeba pomęczyć, jest ciężko, itp. Myślałam, że w tym roku też tak będzie, a gdy znane mi już dobrze uczucie nie przychodziło, byłam święcie przekonana, że zacznie się to później. Ale ten moment nie nadszedł. Nie chciałam iść do szkoły. Za nic w świecie. Z przyjaciółmi można się spotkać w innych okolicznościach - z poprzednią klasą spotkaliśmy się w kwietniu, kiedy były egzaminy gimnazjalne, fakt może późno, ale spotkaliśmy się w prawie niezmienionym składzie. Nie brakowało mi czasu spędzonego przy podręcznikach i ćwiczeniach. Dwa miesiące minęły jak jeden dzień, a ile się w tym czasie działo! Na początku dwa tygodnie na obozie fotograficznym, tydzień na najpiękniejszej ziemi poza granicami ojczystego kraju, pośród jezior i lasów, fiordów i reniferów, następny tydzień na skrajnie innej ziemi, gdzie jest znacznie cieplej i gdzie jest coś takiego jak dobre jedzenie, zarówno na śniadanie jak i na wielodaniowy obiad i kolacje. Pizza, ravioli, gnocchi, włoskie lody. Kilka dni w domu i do Wisły, gdzie spędziłam tydzień pomiędzy burzą a burzą z gradobiciem z koleżanką leżąc plackiem nad rzeką, czytając mądre książki i łażąc po górach (no i rzecz jasna robiąc mnóstwo zdjęć). Potem Lublin, bo brata trzeba na obóz zawieźć niedaleko. Mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na Jarmark Jagielloński, gdzie były koncerty muzyki ludowej, można było kupić stroje ludowe (mam taką cud-miód koszulę ukraińską), no i oczywiście takie pyszności jak pierogi z nadzieniem wszelakim. I kwas, niestety sprzedawany głównie w szklanych butelkach lub do spożycia na miejscu, a my, ze względu na ten kawałek, który dzielił nas od domu, woleliśmy nie przewozić szklanych butelek. Kupiliśmy tylko jedną butelkę kwasu, za to domowego, polskiego (albo litewskiego, nie pamiętam, znikł jeszcze w dniu zakupu). Dobry był. Dwa tygodnie w domu (jeśli nie liczyć kilku wyjazdów do stolicy, matko, jakie to było obce miasto, a także wypraw rowerowych nad zalew, do Pruszkowa i Tworek). Bilans: 13 przeczytanych książek (poza domem jakoś szybciej się czyta). Kilka napisanych postów, mnóstwo zaległych, których możecie się spodziewać w najbliższym, lub nieco dalszym czasie.

Odwiązuję od plecaka zieloną bandanę, która zdobiła go całe wakacje.

10 comments:

  1. Dużo widać na tym zdjęciu brata na karuzeli, haha ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Akurat to zdjęcie mi najbardziej pasowało, tak to mam całą sesję brata ;-)

      Delete
  2. tyle książek przeczytałaś? :O mój bilans = 0...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niektóre były bardzo krótkie, "Dom Róży", "Krysuvik" czy "Kołysanka dla wisielca" zmieściły się w jednym tomie, który miał mniej niż 300 stron :-)

      Delete
  3. Obóz fotograficzny, fiordy i włoskie smaki - dla mnie brzmi jak wakacje idealne :) Aż pozazdrościłam Tobie, że chodząc do szkoły masz tyle czasu wolnego w ciągu roku na rozmaite wyjazdy. Takie czasy już dawno za mną ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeżeli chodzi o szkołę, to raczej na nadmiar czasu wolnego nie narzekam - trzeba umieć wykorzystać każdy wolny dzień. W pierwszej klasie gimnazjum opuściłam tylko dwa dni szkoły i to nie ze względu na podróże, najzwyczajniej w świecie złapało mnie przeziębienie :-) Pracować trzeba dużo - za przykład mogę podać, że w samolocie lecącym z Rovaniemi przeglądałam notatki z lekcji fizyki, pierwszego dnia po świętach miałam klasówkę.

      Delete
    2. Absolutnie się z Tobą zgadzam. Ja też wspominam swoje lata szkolne i na studiach jako etap ciągłej nauki. Pisząc o czasie na podróże miałam na myśli miesiące wakacyjne, kiedy zazwyczaj szkoły są zamykane :)

      Delete
  4. no cóż, jeżeli chodzi o lipiec i sierpień, to fakt, wtedy czas jest :-P

    ReplyDelete

Dziękuję!