07 September 2013

Thriller? Rzeczywistość.

Wiem, wiem, miałam pisać o Wiśle, Lublinie, tych wszystkich książkach, które przeczytałam w ciągu dwóch letnich miesięcy, ale musicie mi wybaczyć. Przerywam więc, po raz drugi zresztą, cykl wakacyjnych zapisków, przerywam na rzecz Norwegii, której opisywanie dopiero co udało mi się zakończyć. Wczoraj, w ciągu jednego dnia, udało mi się przeczytać całą książkę, co w ciągu ostatniego roku właściwie się nie zdarzało. Co to była za książka? Masakra na wyspie Utøya Adriana Praconia.

Jak łatwo się odgadnąć, opowiada o wydarzeniach z 22 lipca 2011 roku. W spokojne życie obozu AUF (Młodzieżowa Ligia Robotnicza, młodzieżówka norweskiej Partii Pracy) uderzają informacje o wybuchach w dzielnicy rządowej w Oslo. Wszyscy się denerwują, ale Oslo daleko, do rodziców można zadzwonić, coby się nie denerwowali. I gdy wydaje się, że wszystko jest i będzie pod kontrolą, w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi, okrutny los postanowił pokrzyżować plany obozowiczów. Anders Breivik przybija do brzegów wyspy i gdy tylko opuszcza łódź, zaczyna zabijać. 

Wszystko opisywane jest z perspektywy uczestnika obozu, Norwega polskiego pochodzenia i zadeklarowanego homoseksualistę, zaangażowanego w działalność AUF. Szczegółowo opisuje każdą śmierć, aż morderca trafia na niego. "Nie, proszę nie" - błaga o litość. O dziwo człowiek, który kilka sekund wcześniej z zimną krwią dwa razy strzelił w plecy młodej dziewczyny, odsuwa broń od twarzy i idzie dalej. Pierwszy, ale nie ostatni raz cudem uszedł z życiem. Drugi raz inna dziewczyna nakryła go kurtką, przez co nacjonalista nie wiedział, gdzie strzelać i trafił w ramię, zamiast w głowę. Później spotkali się na sali rozpraw, gdzie powiedział, dlaczego pozostawił go przy zyciu. 

Książka jest miejscami portretem Breivika - nacjonalisty, który przyznał się do zbrodni, ale nie do winy. Który uśmiechał się do niedoszłych ofiar, jako oskarżony na sali sądowej, chwilę po tym, jak wygłosił przemowę o charakterze mocno rasistowskim i nacjonalistycznym. 

Momentami zastanawiałam się, czy przypadkiem nie czytam teraz jakiegoś przerażającego kryminału czy thrillera. Wtedy zdawałam sobie sprawę, że to wszystko miało miejsce. Miało miejsce nie sto, nie siedemdziesiąt lat temu, nie podczas wojny, ale w czasie pokoju, dwa lata temu. 

Mieliśmy lecieć do Norwegii kilka dni później. Siedziałam tego dnia w pokoju, już ciesząc się na zbliżający się wyjazd, w końcu miała to być pierwsza podróż na tą moją wymarzoną północ. Nagle do mojego pokoju weszła mama. Na jej twarzy malował się niezwykły smutek, jednocześnie połączony ze strachem. Ostatni raz widziałam ją w takim stanie 10 kwietnia 2010. No, może wtedy było nieco gorzej. Poszłam za nią do pokoju, gdzie stał telewizor. Leciało TVP INFO, na pasku informacyjnym przewijały się tragiczne informacje - zginęli ludzie, bomby, morderca, śmierć, strzały. W Norwegii. W państwie, które przyjmowało się za uosobienie bezpiecznego miejsca, gdzie nic nikomu nie ma prawa się stać. 77 ofiar, z czego 69 zginęło na wyspie.


Czy książka jest interesująca, wciągająca, ciekawa? Dla mnie tak, ale mama uważa, że jeżeli jakiś temat mnie interesuje, to przy ocenie jestem dosyć stronnicza. A ja od powrotu z Norwegii, bo w końcu udało nam się wtedy pojechać, choć nie obyło się bez smutnych refleksji, czytam każdy artykuł i oglądam zawsze wiadomości, fakty, czy inny program informacyjny, gdzie mówią cokolwiek o Breiviku i masakrze. Książkę, jak już mówiłam, pochłonęłam w ciągu jednego dnia, choć nie jest to dzieło wybitne. Jest za to przerażający i zostający na długo w pamięci opis tragedii, która zostawiła trwały ślad w psychice autora - na samym początku opisuje on, jak znajduje się na wyspie (innej) z przyjaciółmi, a niedaleko jest strzelnica.

Garść informacji o książce:
Autor: Adrian Pracoń
Tytuł oryginalny: Hjertet mot steinen
Moja ocena: ****** (6/10)


6 comments:

  1. Sam temat jest dość interesujący ze strony psychologicznej i tego, jakie ma on poglądy. Może jak znajdę więcej wolnego czasu to sięgnę po tę książkę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadzam się z Tobą. Jest tam nawet fragment, jak morderca wygłasza na sali sądowej przemowę i sędzia musi go uciszać, bo takie straszne rzeczy mówi.

      Delete
  2. Chętnie przeczytałabym tę książkę, bo jestem ciekawa, w jaki sposób autor opisał tę całą masakrę...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ze szczegółami opisał. Przeczytaj, przeczytaj.

      Delete
  3. wow, kompletnie nie znałam tej historii... brzmi nieco makabrycznie, ale ja lubię takie opowieści, zwłaszcza oparte na faktach!
    pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nieco to właściwie mało powiedziane, horror oparty na faktach, warty przeczytania, choćby dla znajomości całej sprawy.

      Delete

Dziękuję!