29 October 2013

London, part 1

Przyszło wreszcie to wyczekiwane, niedzielne, październikowe popołudnie, kiedy to stawić się mieliśmy prawie całą klasą na warszawskim Placu Bankowym. Niekończące się pożegnania, cały czas zmieniająca się godzina wyjazdu. Z popołudnia zrobił się wieczór, a my siedzieliśmy na walizkach i z wątpliwościami wpatrywaliśmy się w biały autokar. Przyjechała wreszcie policja, a co się z tym wiąże, miała miejsce obowiązkowa kontrola.

A więc jedziemy. Do tego słynnego Londynu, wielokulturowego miasta na Zachodzie, gdzie jest wszystko i gdzie jest drogo. Ileż to postów czy artykułów przeczytałam o nim przed wyjazdem. Wszędzie wniosek ten sam: miasto jest inne niż wszystkie, ma to 'coś'. Byłam nastawiona bardzo sceptycznie do tych wszechobecnych zachwytów i wielkiego podziwu dla tegoż miejsca. Nigdy mnie jakoś tam specjalnie nie ciągnęło, więc ciekawa byłam mojej własnej reakcji i opinii.


Wieczorem przez Polskę, nocą i wczesnym rankiem przez Niemcy, potem Holandia i Belgia, północna Francja. Przez La Manche (czy jak wolą Anglicy English Channel) Eurotunnelem. Najpierw jednak kontrola paszportowa. Jedna z uczestniczek wyjazdu, koleżanka z klasy, nie ma polskiego obywatelstwa, więc trwało trochę to dłużej i myślę, że wszyscy niepokoili się. Całe szczęście kontynuowaliśmy podróż w niezmienionym składzie.


Eurotunnel. Gdy przed wyjazdem słyszałam to hasło, raz po raz padające podczas rozmów o Londynie, nic zupełnie nie przychodziło mi do głowy. Gdy po powrocie próbowałam wytłumaczyć jak to wszystko wygląda, nikt mnie nie zrozumiał. W każdym razie jest tunel pod kanałem i my przez tenże tunel dostaliśmy się do Wielkiej Brytanii. 

Przestawiliśmy zegarki, jechaliśmy jeszcze trochę przez największą z wysp, siedzieliśmy, wpatrując się w widok za oknem. Przejechaliśmy pod Tamizą przez Blackwall Tunnel, minęliśmy napis Sorry, the lifestyle you ordered is currently out of stock (Banksy!). Naszym celem była Bayswater Road, ulica niedaleko Hyde Parku. Jeszcze w Warszawie ustaliliśmy pokoje. Jednak w autokarze, już na brytyjskiej ziemi, dowiedzieliśmy się od jednej z podróżującej z nami nauczycielek, że dostaniemy inne pokoje, niż mieliśmy, zmuszone więc byłyśmy nieco zmienić plany zakwaterowania. Nie stanowiło to większego problemu dla nas, ale dla podróżującej z nami równoległej klasy już tak. Gdy przyjechaliśmy wreszcie na miejsce, okazało się, że dostaniemy jeszcze inny przydział pokoi niż nauczycielka, a już tym bardziej my, sądziliśmy. Staliśmy na chodniku rozmyślając co zrobić, a w tym czasie kierowcy wyjmowali walizki i jedzenie. Gdy poszczególne grupy już wiedziały, w jakich pokojach spędzą najbliższe kilka dni, zabierały walizki i szły do Royal Bayswater Hotel, który wbrew swojej nazwie był hostelem. Chłopcom ponadto przypadł przywilej niesienia zapasów jedzenia. 

W Warszawie mówili nam, że będzie widok na Hyde Park. Z części pokojów był faktycznie. Niestety nie z naszego, ale nie dla widoku z okna przyjechaliśmy tak daleko. I tak spędzimy tu tylko noce, kiedy to za oknem jest ciemno i niczego nie widać.


Zostawiamy tylko bagaże w pokojach, zabieramy aparty i kilka funtów i od razu wyruszamy odkrywać Londyn. Na pierwszy ogień idzie najbliższy nam Hyde Park, którym idziemy przez dłuższą chwilę. Na początku czułam się w tym mieście jak emigrant, szukający na Zachodzie lepszego życia, ale zmuszony do pokonania na początku przeciwności losu. I w tym legendarnym miejscsu jest faktycznie wszystko, ale i drogo. Czuje się tam zagubiony, samotny, czeka, aż nowe miejsce będzie tym, do którego wraca, a nie do którego dopiero co przybył po raz pierwszy. I ja miałam właśnie taką nadzieję, że zaprzyjaźnię się z tym miejscem. Bardzo szybko moje sceptyczne nastawienie zmieniało się, ale o tym będzie z pewnością nieco później. 


W Hyde Parku zobaczyliśmy Speakers' Corner, a więc miejsce, gdzie każdy mógł powiedzieć, co tylko chciał, pod warunkiem, że nie obrazi swoimi słowami królowej. Występowali tam ze swoimi przemówieniami m.in. George Orwell i Lenin. Naprzeciwko tego miejsca stoi budynek ze zdjęcia powyżej.

Przystaliśmy jeszcze na krótką chwilę niedaleko przejścia dla pieszych. Przy ogrodzeniu stał człowiek i przy energicznej muzyce skakał w jaskrawo pomarańczowej kurtce w miejscu. Nic nie mówił, tylko skakał, co chwilę zmieniając za pomocą małego pilocika muzykę lecącą z głośnika. Patrzyliśmy na ten obrazek jak zahipnotyzowani. 

Przeszliśmy przez ulicę i zatrzymaliśmy się przy Marble Arch, konstrukcji przypominającą łuki triumfalne w Paryżu czy w Rzymie. Dookoła nas latały chmary gołębi, a na spokojnym wietrze powiewały flagi. Przewodnik przekazał nam informację, na którą prawie cała żeńska część zareagowała piskiem i okrzykami radości - 1,5 godziny czasu wolnego na Oxford Street.


Oxford Street to najważniejsza ulica Londynu, jeśli idzie o zakupy. To właśnie tam znajduje się słynny Primark, jeden z nielicznych, o ile nie jedyny, sklep z tanimi ubraniami na tej ulicy, ogromny, dwupiętrowy, pełen ludzi. Jest też tam mnóstwo innych sklepów, na naszym odcinku były m.in. Zara (droższa niż w W-wie), New Look, Next (wszystko drogie), Monsoon, Urban Outfitters i rzecz jasna mnóstwo sklepów z pamiątkami. Po ulicy spacerowało bardzo wielu ludzi, mimo pory i dnia - w końcu był to poniedziałkowy wieczór. Na murku przed Primarkiem siedzieli Sikhowie w turbanach, muzułmanki, którym zza czarnego materiału widać było jedynie oczy, Chińczycy i zwykli Anglicy, może byli tam też Polacy. Słońce powoli zachodziło za horyzontem, a my chodziłyśmy od sklepu do sklepu, pilnując uważnie toreb - w końcu tyle już się nasłuchaliśmy o londyńskich kieszonkowcach, że słowa te wbiliśmy sobie do głów i pamiętaliśmy o nich cały czas. 

Po tym czasie spotkaliśmy się wszyscy ponownie przy Marble Arch, gdzie robiąc nocne zdjęcia nas i otaczającego nas Londynu czekaliśmy na przewodnika, nauczycielki i zaginionych amatorów zakupów.


13 comments:

  1. Szczerze to dla mnie zawsze najciekawszą rzeczą wydawał się przejazd tym tunelem :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. oj, nieco kosmicznie było! Genialne uczucie jechać po wodą, nie małą rzeczką, ale kanałem la manche, a to już zupełnie co innego :-)

      Delete
  2. Oxford street! uwielbiam Londyn :) tęsknię, dawno nie byłam... Eurotunnelem jeszcze nigdy nie jechałam, muszę spróbować :)
    a Primark to magia! haha

    ReplyDelete
    Replies
    1. londyn ma taki niepowtarzalny klimat, nie dziwię się, że tęsknisz ;-) spróbuj jechać tunelem koniecznie!

      Delete
  3. Jak fajnie :) Mieszkam w Londynie i kazdy raz jak gdziekolwiek wyjezdzam, tesknie strasznie :)

    Edita
    http://www.pret-a-reporter.co.uk

    ReplyDelete
  4. Zawsze chciałam odwiedzić Londyn! :D Mam nadzieję, że w przyszłości mi się to uda. Jeju, masz szczęście, że mogłaś pojechać na tak fantastyczną wycieczkę. C; Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Londyn miasto ładne, odwiedzić warto!

      Delete
  5. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete
  6. Ja się przeprawiałam do Londka promem w obie strony :) Bardzo miło wspominam wizytę, najlepsza wycieczka w życiu :)
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. chciałam bardzo płynąć promem chociaż w jedną stronę, także zazdroszczę :-)

      Delete
  7. że ja Cię wcześniej nie dodałam do obserwowanych to nie wiem jak to się stało!

    ReplyDelete

Dziękuję!