07 October 2013

Plenerowe warsztaty fotograficzne, odcinek pierwszy



W ostatni wtorek września zapisałam się u pani od zajęć technicznych, które w przypadku mojej klasy są zajęciami fotograficznymi (wygrały jednym głosem z papieroplastyką), na pierwsze plenerowe warsztaty fotograficzne. Wieczorem wyjście zawisło jednak na włosku, ponieważ przeziębienie dało się we znaki i musiałam następnego dnia zostać w domu. 



Całe szczęście nie rozłożyłam się zupełnie i mogłam wyjść w sobotę na warsztaty. Trwały one trzy godziny i odbyły się w warszawskich Łazienkach Królewskich (od 10.00 do 13.00). Poszli na nie przedstawiciele wszystkich roczników z gimnazjum, w tym ja i Oliwia. Łącznie było nas, o ile dobrze pamiętam, czternaścioro plus pani od zajęć technicznych/plastyki (w moim gimnazjum pierwsze klasy mają plastykę i muzykę, starsze zajęcia techniczne i zajęcia artystyczne).

Każdy robił zdjęcia tym, co miał, pojawiło się wiele różnych aparatów – były bezlusterkowce, kompakty, lustrzanki, wodo- i wstrząsoodporne, a gdy padły baterie, w ruch poszły telefony, by tylko uchwycić, co się miało przed oczami.

Odkrywanie Łazienek na nowo zaczęliśmy przy pomniku Chopina, gdzie spotkaliśmy wycieczkę z Japonii. Gdy ustawiliśmy się do pamiątkowego zdjęcia (któryś z chłopców zabrał statyw), staliśmy się modelami także dla nich. Potem widziałam ich jeszcze, jak zadzierali głowy do góry, by zobaczyć Belweder.

Byliśmy świadkami przejścia parku z jednej pory roku w drugą. Miejscami było jeszcze lato, w innych miejscach już jesień, tam brodziliśmy po ścieżkach usypanych czerwonymi liśćmi. Nasza wędrówka po parku była przerywana jedynie krótkimi naukami o fotografii, do tego mieliśmy jedną dłuższą przerwę na gofry i oglądanie albumu.

Najdłużej grupa zatrzymała się nad stawem, gdzie udało się wypatrzeć sarnę. Na początku wszyscy robili zdjęcia z wzniesienia, na którym staliśmy my i niewielka klasycystyczna budowla, których tyle jest w Łazienkach. Zanim się zdążyliśmy obejrzeć, już jeden z chłopców był w drodze do zwierzęcia. Pewnie ucieknie, zaraz zobaczycie, ucieknie – tak myśleli chyba wszyscy. Sarna była jednak oswojona i zaraz wszyscy byli na dole, robiąc z może metrowej odległości zbliżenia. Wszyscy, tylko nie ja. Doszłam do wniosku, że skoro na dół poszło trzynaście osób, to raczej każdy będzie miał zdjęcie sarny z bliska. To ja już nie muszę. Zresztą opłaciło mi się to. Chwilę po zejściu ostatniej osoby przyszedł Francuz z dwoma maluchami, z których jeden miał mały, niebieski wózeczek, do którego chował najładniejsze w całym parku czerwone, pomarańczowe i złote liście. Wyglądało to przeuroczo. Kończę pisać, zostawiam was ze zdjęciami:







 
Czekam z niecierpliwością na następne wyjście, mam nadzieję, że jeszcze na jesieni się uda, tylko może już nie Łazienki Królewskie, a jakieś mniej oczywiste miejsce? Macie jakieś propozycje na takie warszawskie wyjście fotograficzne, gdzie jednocześnie byłoby widać jesień i gdzie jednocześnie dałoby się większą grupą spędzić dużo czasu?

10 comments:

  1. Dobrze, że udało ci sie jednak pójść na te warsztaty :) No i kuruj się!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też się strasznie cieszę :-) Znacznie lepiej już jest :-)

      Delete
  2. rzeczywiście, wygląda, jakby niektóre zdjęcia były robione w sierpniu, inne w październiku :) bardzo fajne warsztaty, sama miałam w zeszłym semestrze zajęcia z fotografii i sporo skorzystałam!
    trzymaj się :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. jak na sierpniowe zdjęcia, to raczej zimno było ;-)

      Delete
  3. Bardzo ładne zdjęcia! Zazdroszczę takich warsztatów. :):):)

    Ściskam gorąco,
    Marta

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo i również ściskam gorąco :-)

      Delete
  4. Przepiękne zdjęcia, szczególnie ten liść na wodzie mi przypadł do gustu! Super, że masz w szkole okazję dokształcać się w fotografii ;) Pozdrawiam i powodzenia życzę ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :-) Ten liść to też mój ulubiony :-)

      Delete
  5. Niesamowity klimat tworzysz swoimi zdjęciami!

    ReplyDelete

Dziękuję!