26 December 2013

No, my heart will never, never be far from here - podsumowanie 2013


Mówi się, że jaki sylwester taki cały następny rok. Jak wyglądał 31 grudnia 2012? Jadłam fińskie słodycze w Rovaniemi zaczytując się książką, biegałam na nartach po lapońskim lesie, jechałam psim zaprzęgiem niedaleko Sinetty. Husky biegły z zawrotną prędkością przed siebie, śnieg uderzał mnie w twarz, zmarzniętymi dłońmi w grubych rękawiczkach osłaniałam aparat. I gdy otworzyłam oczy, ujrzałam dookoła siebie krajobraz, który za oknen chciałabym widzieć każdego zimowego dnia. Około metr śniegu, wysokie iglaste drzewa, zapadająca szybko noc. Pogrążyłam się w rozmyślaniach, po czym wyjęłam aparat i spróbowałam na zdjęciach uchwycić to, co czułam. 

No i proszę, przesąd się sprawdził tym razem. 

Rok 2013 był niekończącą się wędrówką, podczas której stopniowo się zmieniałam. Otwierałam na nowo oczy i widziałam za każdym razem coś nowego, co sprawiło, że nie jestem dziś tą samą, która rok temu po raz pierwszy wsiadła w samolot do Helsinek, 26 grudnia 2012.

W lutym obejrzałam Wszystko za życie (uprzednio przeczytawszy książkę). W jednej chwili zdałam sobie sprawę z wielu różnych kwestii, w pamiętniku tworząc jednocześnie wielostronicowe rozmyślania. Po raz pierwszy potem przeczytałam książkę, po lekturze której ludzie patrzą na człowieka jakoś poważniej - Opowieści Fantastyczne  Fiodora Dostojewskiego. Zajmują honorowe miejsce na półce, sięgam do nich bardzo często, cytaty z niektórych przepisałam. Potem Rok 1984 Orwella i lista zaczęła się powiększać. Wspomniany wcześniej Dostojewski został moim ulubionym pisarzem. Innym, mniej poważnym skutkiem obejrzenia tego filmu jest fakt, że zaczęłam wtedy słuchać Pearl Jamu.  

W kwietniu zmiana z nieco innej beczki - wykluczyłam z codziennego jadłospisu mięso, nie całkowiciem, bo na niejedzenie ryb nie zgodzili się rodzice (i niestety na dobre mi to wyszło, bo w Finnmarku zazwyczaj jedyny wybór to wybór pomiędzy reniferem a rybą). Były próby przekonania, że obrana droga słuszna nie jest, że mi i tak przejdzie, więc po co czekać. Ale teraz jest lepiej, niż się wtedy spodziewałam. Inne ważne wydarzenie z kwietnia, to mój pierwszy wolontariat poza szkołą - akcja Żonkil Muzeum Historii Żydów Polskich. Byłam na wielu wykładach poświęconych powstaniu w getcie i długich szkoleniach, które wspominam jako wyjątkowo interesujące.

Majówkę spędziłam podróżując po trzech państwach - Litwie, Łotwie i Estonii. Łotwę polubiłam najbardziej. Ryga jest dla mnie najpiękniejszym miastem w Europie, a byłam i w Paryżu, i w Londynie. Naprawdę, jeśli macie możliwość zobaczyć, to nie wahajcie się ani chwili. W Tallinie z kolei po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć świątynię wyznania innego niż katolickie czy protestanckie. 

Pod koniec roku szkolnego mój artykuł wydrukowano na łamach mojego ulubionego kwartalnika Zupełnie Inny Świat. Jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności - zachęcam. 

Początek wakacji i obóz fotograficzny. Zmienia się mój stosunek do tej sztuki, zaczynam wszędzie dookoła siebie widzieć idealne kadry i gotowe zdjęcia, przeglądać blogi fotograficzne oraz strony internetowe fotografów. Z automatycznego przełączyłam aparat na tryb manualny. W trakcie pobytu tamże dowiedziałam się o śmierci kolejnego polskiego himalaisty i... wróciłam do pisania wierszy. 

I wreszcie, nadchodzi 14 lipca 2013, upragniony wyjazd na Północ - fińska Laponia, norweski Finnmark. Zabrałam ze sobą trzy świetne książki, aparat, notatnik, pamiętnik, zostawiłam w domu laptop, telefon, mp3. Nie tęskniłam. Dziś tęsknię, ale za Laponią, mam w głowie obraz saamskich strojów i bębnów noidów wystawionych w muzeach, fragmentów wierszy północnych poetów, ogromne jezioro Inari, smak dżemu z malin nordyckich i świeżych jagód zerwanych w tundrze. Przypomina mi się to wszystko cały czas. 

Mój aparat dostał imię - Katieńka. 

W sierpniu razem z koleżanką spędziłyśmy tydzień w Wiśle bez dorosłych. Udało nam się zorganizować wycieczkę po Beskidach - z Czantorii przez Soszów na Stożek, wzdłuż granicy z Czechami(bardzo ładna trasa tak swoją drogą). Jakiś czas później byłam w Lublinie na Jarmarku Jagiellońskim. Miasto to jest w moich oczach najładniejszym w Polsce. 

Gdy pod koniec wakacji pojechałam do Warszawy, by zobaczyć praską cerkiew i ostatni raz przed rokiem szkolnym przespacerować się po Starym Mieście, czułam się wyjątkowo obco i nieswojo, choć przed dwoma miesiącami skończyłam pierwszą klasę tamtejszego gimnazjum. 

Gdy w pierwszych dniach września ze smutną miną kuśtykałam do szkoły (kilka dni wcześniej osa spotkała się z moją nogą i się nie zaprzyjaźniły, stopa lewa była na oko trzykrotnie większa od prawej), cieszyłam się na spotkanie z klasą i martwiła mnie cała reszta. Po dwumiesięcznej przerwie zmienił się mój stosunek do wspinaczki i gry na pianinie - przestałam robić to z narzuconego samej sobie obowiązku (gram na pianinie i wspiam się tylko po to, aby w przyszłości osiągać najlepsze efekty), a zaczęłam po prostu z pasji. Efekty są - zrobiłam moją pierwszą drogę trudności 6a/VI. 

Wycieczka szkolna do Londynu i nadal nie wiem, czym ci wszyscy ludzie się tak zachwycają. Ładne, fakt, dużo atrakcji, to też prawda, ale jakoś mnie tam nie ciągnie.

W tym roku przeczytałam mnóstwo świetnych książek. Od klasyki (Zbrodnia i Kara, Doktor Żywago, Walden, Lot nad Kukułczym Gniazdem) do znacznie nowszych pozycji (Koniec Punku w Helsinkach, Mroczna Strona Gór, Dom Róży, Kołysanka dla Wisielca). Zainteresowałam się jeszcze bardziej Wschodem i Północą. Chciałabym się uczyć fińskiego i rosyjskiego, ale samemu trudno. 

Mamy grudzień, ostatnie dni 2013 roku. Mam 14 lat, za niecały miesiąc będzie 15. 

Kilka piosenek, które będą mi przypominać o tym roku:



I ta najważniejsza, której słucham (co najmniej) kilka razy w tygodniu:



23 comments:

  1. Chciałabym w twoim wieku robić takie zdjęcia. Brzmię, jakbym miała trzydziestkę na karku i rozmawiała z dzieckiem, ale tak jest jeśli chodzi o rozwój. Jak miałam 14 lat to traktowałam aparat jako dodatek do wycieczek, żeby porobić zdjęcia sobie i znajomym, gdybym się chociaż trochę bardziej starała teraz mogłabym cokolwiek osiągnąć, a tak jestem przynajmniej 4 lata w tyle.
    Co do Into the wild, to uwielbiam film, obejrzałam ze względu na soundtrack w wykonaniu mojej życiowej miłości - Eddiego Veddera. Ciekawi mnie jaka jest książka, czy warto przeczytać?
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eddie Vedder jest po prostu mistrzem, nie ty jedna go uwielbiasz :P Swoją drogą u mnie było zupełnie odwrotnie - najpierw obejrzałam film, potem zdałam sobie sprawę z genialności tegoż człowieka. Książka zawiera parę szczegółów o Chrisie, których nie było w filmie, a do tego autor dorzucił parę innych historii powiązanych z głównym wątkiem, także warto i ze swojej strony jak najbardziej polecam :-)

      Delete
  2. Jesteś niesamowicie dojrzałą osobą i pod względem duszyczki i poglądów i umiejętności! Zazdroszczę Ci w tym wieku takiej mądrości, kiedy ja w tym samym wieku dawno miałam w glowei: loffciam moje pSiaPsIóŁeczKi cmok, cmok,
    I cieszę się, że moje miasto - Lublin nazwałas najpiękniejszym:) szkoda, że nie miałam okazji Cię spotkać, ale mój rok 2013 też był wędrówką, bo tak chciałam! i tak było:) super sprawa! w tym roku plany mi sie posypały, ale będzie sylwestrowy wyjazd na spontanie, chyba Budapeszt [albo Praga/Wiedeń] pierwszy Sylwester poza miejscem zamieszkania, więc 2014 musii być świetny:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję Ci bardzo! Muszę się do tego Lublina znów wybrać, jeszcze się spotkamy na bank :D

      Delete
  3. Niesamowite, że aż tak dobrze potrafiłaś opowiedzieć rok, który już w sumie się skończył... I myślę, że zawsze się czegoś uczymy - ja rok w rok mam refleksję typu "w grudniu tamtego roku nie byłam tą osobą".

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja - przeciwnie. Większe zmiany nigdy się tak nie kumulowały :-)

      Delete
  4. Nigdy wcześniej nie byłam na twoim blogu, nigdy się z tobą nie spotkałam, a jednak od razu gdy weszłam na twojego bloga to poczułam, że będzie to jeden z moich ulubionych ;) Jestem od ciebie o rok młodsza. Lubię styl pisania jakim ty operujesz, mamy zresztą wiele wspólnego. Fotografia i czytanie książek to moje ulubione zajęcie więc sama widzisz, na pewno będę zaglądać tu często! :D Niedługo planuję otworzyć własnego bloga, ale to już po nowym roku, więc możesz być pewna, że będę cię obserwować :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mi miło! Koniecznie podrzuć linka jak już założysz!

      Delete
  5. faktycznie, niezła wędrówka, ja chyba mojego roku tak dokładnie nie potrafiłabym opisać ; ) pozdrawiam!

    ReplyDelete
  6. Życzę Ci, żeby kolejny rok był dla Ciebie jeszcze lepszy. :)

    ReplyDelete
  7. Sporo się działo u Ciebie w tym roku, u mnie niestety nie było tak dobrze, nie jestem zadowolona z tego roku. Było w nim sporo przykrych chwil i niewykorzystanych szans, wiele razy żałowałam swoich decyzji i uważałam że zrobiłam coś nie tak jak powinnam. No ale... wkrótce zaczynamy nowy rok, więc nie należy narzekać tylko starać się żeby było o wiele lepiej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie martw się, o wielu wydarzeniach nie napisałam. Będzie lepiej, na pewno!

      Delete
  8. super, ze jezdzilas bo krajach baltyckich! sama musze sie wybrac na taka wycieczke :) i przeczytac Lot nad kukulczym gniazdem, bo widzialam film, a po ksiazke niestety jeszcze nie siegnelam..
    zycze, zeby 2014 byl jeszcze bardziej owocny! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja zabieram się za film od pół roku :D Nadbałtyckie godne odwiedzenia, uwierz :-) Dziękuję i nawzajem.

      Delete
  9. Lubię podsumowania, dobrze, że jest co wspominać :)

    ReplyDelete
  10. O jak mnie dawno tutaj nie było. Podsumowanie przeczytałam z zapartym tchem bo jestem fanką Twoich podróży, przeżyć, emocji. Przepraszam za tak długą nie obecność. Ciesze się, że rok zaliczysz do udanych :) Ściskam. U mnie nowy post i bardzo mi zależy an Twojej opinii, nie szczędź sobie słów to ważny dla mnie post. Z góry dziękuje.

    kindofeverday.blogspot.com

    ReplyDelete
  11. Bardzo lubię sposób w jaki piszesz!
    Dostojewskiego także uwielbiam. Wprawdzie nigdy nie czytałam niczego oprócz "Zbrodni i kary" a także "Łagodnej", to wiem, że gdybym przeczytała coś więcej, to mój stosunek do niego i tak nie uległby zmianie- być może jeszcze bardziej zakochałabym się w jego pisaniu.
    Zazdroszczę Ci podróży :). Zazdroszczę tej siły, która pcha Cię do przodu. Ja boję się podróżować, tak naprawdę, to boję się czasami wychylać nosa za drzwi własnego domu.
    Życzę Ci wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku, samych interesujących podróży i samych dobrych ludzi na Twojej drodze. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma czego się bać :-)
      Mój dorobek czytelniczy nie jest wcale wiele większy, bo mam na koncie "zbrodnię", "opowieści fantastyczne" (w tym łagodną), za to pod choinką znalazłam "Braci Karamazow", więc jest co czytać (1000 stron, choć Dostojewskiego nigdy za wiele)

      Delete
  12. what a beautiufl memory! and thank you for your lovely comment :D

    ReplyDelete

Dziękuję!