11 January 2014

There's a kind of love, you have no words for

Byliście kiedykolwiek na koncercie, gdy zamiast do waszych uszu, muzyka docierała do serca, zapominaliście o całym świecie, wszystko przestawało mieć znaczenie, Wasze ręce przyozdobiła gęsia skórka, a w klatce piersiowej czuliście uderzenia o klawisze fortepianu?



Jeśli tak, najprawdopodobniej, tak jak ja, właśnie wróciliście z koncertu Agnes Obel w warszawskim Palladium. 

Zacznijmy od początku. Jest pierwszy dzień roku szkolnego, siedzę w moim pokoju, słucham muzyki. W pewnym momencie natrafiam na The Curse,potem Riverside. Niedługo później gram ten utwór na pianinie, na wtorkowych zajęciach. Nauczycielka jest oczarowana. Odliczam dni z niecierpliwością do drugiej płyty artystki, przepraszam, Artystki, gdy przychodzi wreszcie ten dzień, przesłuchuję ją całą, i jeszcze raz i jeszcze raz. W następnych dniach towarzyszy mi głównie Aventinew którym całkowicie się zakochałam. 
Mija trochę czasu. 
Mamy grudniowy piątek, przez tydzień leżałam w domu chora, właśnie usłyszałam, że w lipcu koncert Pearl Jamu w Gdyni i nie potrafię usiedzieć na miejscu z radości. Wchodzę na facebooka, jako pierwsza pojawia się informacja podesłana przez K MAG o koncercie Agnes Obel w Warszawie 11 stycznia 2014. Zbiegam na dół. -Już wiem, co możecie mi dać na urodziny... - mówię do rodziców, zastanych przy rozmowie w kuchni. -Możecie nawet nieco wcześniej. 
Urodziny mam jutro, piszę teraz w ostatnich minutach, gdy jeszcze mam 14 lat. 

Najpierw było poszukiwanie miejsca do zaparkowania, potem czekanie w kolejce do wejścia, potem szukanie miejsca, support, przerwa i oczekiwanie na Agnes, które trwało dla mnie wieczność. Na scenie stał fortepian, oparta o krzesło wiolonczela i skrzypce. Przyszła.Wzrok wlepiony w jej drobną postać pochyloną nad potężnym instrumentem, delikatne dźwięki płynące z niego, dołączają skrzypaczka i wiolonczelistka. Rozpoczyna się najwspanialszy koncert, na jakim do tej pory byłam. 

Prosi publiczność o wełniany szalik, śpiewamy Sto lat obchodzącej dziś urodziny skrzypaczce. Owacja na stojąco dwa razy - po The Curse i na zakończenie. Zasłużyła na nią sobie jeszcze raz, po Fuel to the Fire połączonym z On Powered GroundNiezwykłe. Muzyka spokojna, a jednocześnie więcej ma energii niż wiele innych utworów.

Agnes Obel ma piekny głos, to jak gra, zarówno ona jak i zespół, jest poruszające. Jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji zapoznać się z jej twórczością, niech zrobi to natychmiast. Warto. Wersja "na żywo" tych piosenek, to tysiąc procent tego, czego słuchać możecie na płytach czy w internecie.

21 comments:

  1. Rzeczywiście jej piosenki mają w sobie coś magicznego, chociaż w sumie słucham ich po raz pierwszy. Nigdy nie słyszałam o tej artystce i dobrze, że twój post to zmienił :D

    ReplyDelete
  2. uwielbiam te emocje, kiedy słucha się muzyki na żywo :) potem kocha się ją jeszcze bardziej! doskonale roumiem Twój zachwyt i entuzjazm

    ReplyDelete
    Replies
    1. właśnie, kocha się jeszcze bardziej :)

      Delete
  3. Odkryłam Agnes Obel dzięki "Riverside" i jestem nią oczarowana! Zazdroszczę Ci koncertu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. "Riverside" to jedna z (wielu, bardzo wielu) ulubionych :)

      Delete
  4. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :)

    Pięknie napisane. Kiedyś bardzo często chodziłam na koncerty, nie potrafiłam przeżyć miesiąca bez muzyki na żywo, więc zdecydowanie domyślam się, o jakich wrażeniach piszesz.

    ReplyDelete
  5. Nigdy o niej nie słyszałam, ale na pewno zapoznam się z jej twórczością :)

    ReplyDelete
  6. Chyba na każdym koncercie na żywo tak mam, niezależnie jaką muzykę słyszę. A potem przychodzi okres, że przez długi czas słucham piosenek tylko tego konkretnego wykonawcy.
    Ty zUa kobieto, zaraziłaś mnie tą babeczką! Musiałam przepatrzeć w całości jej profil!

    ReplyDelete
  7. Trafiłam tu Zuziu do Ciebie szukając co kto napisał o wczorajszym koncercie :).
    Mimo, że jestem starsza ponad dwa razy to czułam się dokładnie tak jak napisałaś w pierwszym zdaniu.
    Pozdrawiam serdecznie. No i "Sto lat" bo to dziś urodziny, tak?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Piękny był ten koncert. Ciekawa byłam właśnie, czy ktoś, kto tam wtedy był skomentuje :)
      Dziękuję :)

      Delete
  8. też w palladium byłam, ale akurat na koncercie Audiofeels i ta muzyka też dostała mi się do serca.

    ReplyDelete
  9. Najpiękniejsze przeżycie dla mnie to był czerwcowy koncert Paula McCartneya, przepłakałam trzy godziny ze szczęścia, nie mogąc uwierzyć, że jest tak blisko. a muzyka..muzyka była moim sercem:)

    ReplyDelete
  10. Byłam, oj byłam i to na niejednym... Przydałby mi się teraz taki pozytywnie rozwalający zryw emocjonalny :)

    ReplyDelete

Dziękuję!