09 August 2014

Tukholmasta {popołudnie na górnym pokładzie i spotkanie w samolocie}


Ostatni dzień w stolicy Szwecji i pierwsze - ostatnie promienie słońca wskakujące do małej kajuty przez okienko. Ostatnie śniadanie w Sztokholmie. Ostatni spacer powolnym krokiem na stację metra. Rzut przyzwyczajonego oka na graffitti niedaleko wejścia, uśpiony aparat czekający na niespodziewane spojrzenie.




Jedziemy metrem, pod ziemią i na zewnątrz, dłużej i dalej niż w poprzednich dniach. Wyjechaliśmy poza Stare Miasto i możemy oglądać zupełnie inny krajobraz przez okna. I tak jest świetnie.

Wysiadamy na stacji Globen i nasze kroki kierujemy w kierunku okrągłej Globe Arenas (Ericsson Globe). Jest to obiekt będący jednocześnie miejscem na koncerty czy wydarzenia sportowe (np. rozgrywki hokejowe), ale i punkt widokowy na całe miasto. Wyobudowany został w 1989 roku, czego dowiadujemy się z krótkiego filmu, który ogląda się przed wejściem do kapsuły, która to z kolei zabiera nas coraz wyżej i wyżej...

Po powrocie na ziemię idziemy na stację, kiedy naszym oczom ukazują się... truskawki! Kupujemy jedno pudełeczko i delektujemy się czekając.

Wracamy na Stare Miasto, po raz ostatni przechadzamy się spokojnymi uliczkami, oglądamy idealne wystawy sklepików. Potem wracamy na nasz statek, pakujemy wszystkie torby i plecaki do końca. Oddajemy rzeczy do przechowalni i idziemy na górny pokład. Popijając Coca - Colę oglądamy po raz ostatni drugi brzeg, ratusz, płynące po wodzie spokojne statki.

Dalej jest już tylko odprawa na lotnisku i wiadomość, że nie siedzimy wszyscy razem w samolocie. Po dłuższym oczekiwaniu spędzonym na pożeraniu ogromnych ilości moich ulubionych lukrecjowych słodyczy, zajmujemy miejsca i odliczamy czas do odlotu. Wyjmuję duży zeszyt i zaczynam pisać. Ilekroć rozpoczynam kolejną notatkę w pamiętniku, na prawie 1/4 strony zapisuję datę - cyframi dzień i rok, po fińsku miesiąc: w tym wypadku był to czerwiec, a więc kesäkuu (po odmienieniu przez odpowiedni przypadek - kesäkuuta). Rzuca się w oczy, nie trzeba się nawet przyglądać. Gdy tylko schowałam zeszyt do plecaka, usłyszałam: Are you from Finland? Przyznam, że zaskoczyło mnie to pytanie. Gdy udzieliłam negatywnej odpowiedzi, dowiedziałam się, że przyczyną było właśnie to "kesäkuuta". Nadawcą był natomiast pochodzący z zachodniej części Suomi Fin Mikko, z którym rozmawiałam przez następną godzinę. Śmiesznie się złożyło, bo akurat tego dnia przepadły mi zajęcia z fińskiego. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Finlandii, na przykład, że fińskie dzieci kończą naukę miesiąc wcześniej, a ich edukacja kończy się, gdy mają 18 lat. Finlandia jest natomiast krajem o dwóch językach urzędowych, ale posługujący się jednym z nich niechętnie uczą się drugiego, choć nauka szwedzkiego w szkołach fińskich/fińskiego w szkołach szwedzkich jest obowiązkowa. Konieczna była również pogadanka o piracce, fińskich pierogach, o których już kiedyś pisałam.

I tym oto optymistycznym akcentem zakończyła się podróż do Sztokholmu.

2 comments:

  1. Szkoda, że to koniec sztokholmskich postów :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety, trochę krótko tam byłam :(

      Delete

Dziękuję!