28 September 2014

a fost odată ca niciodată

To była jedna z tych podróży, na które wyrusza się z pewnymi oczekiwaniami, a wraca się z czymś, co trudno do czegokolwiek porównać, jednocześnie realizując pewne wyobrażenie, a z drugiej strony brnąc w kompletnie inną stronę. Bo Rumunia to Rumunia i koniec. Piękna, różnorodna, ciepła, przerażona, fatalistyczna, bezsilna, smutna. I po powrocie siedzi się nad pustą kartką papieru i nie co ja mam napisać, nie jak to wszystko w słowa ubrać, tylko pustka, pustka. Nic do głowy nie przychodzi. 

Najbardziej nielubiany kraj w Europie. "Bo Rosja jest zła, ale Petersburg...". "Bo Niemcy, bo wojna, ale Berlin... i taki kraj rozwinięty, i takie drogi dobre, i ta technologia...". A Rumunia? "Złodzieje! Cyganie!", ewentualnie "bieda, bieda, bieda, bieda, bieda, straszna bieda!". Aspekt wyłącznie negatywny, bez żadnego "ale".  Nie usłyszałam o niej dobrego słowa, może poza kilkoma opisami na blogach i rozmowach z Zosią. Ale poza tym - Rumun jest ciężką obelgą, Rumunia synonimem totalnego chaosu i zacofania. 



Zanim tam ruszyliśmy jeszcze i jechaliśmy przez Polskę Słowację Węgry, miałam w głowie piosenkę Gogol Bordello "Wonderlust King". O tą:


A im bardziej zagłębialiśmy się w drogi i bezdroża, tym bardziej przejmowała kontrolę cisza i ponura melancholia. I trochę wstyd mi było przez tą piosenkę na początku. To nie tak, to tak nie działa. To jest Szanowni Państwo Rumunia, najsmutniejszy kraj na Ziemi.


***
A więc zaczynamy, jedna noc w domu po powrocie z Radkowa i już w drogę. Samochód przygotowany, kanapki marchew woda słodycze polskie, aparaty trzy moje i jeden brata - Katieńka Canon, Ilja Lubitel, bezimienny jeszcze Nikon 35 mm, szymkowa Minolta, dwie baterie, dwie karty pamięci, parę filmów małych, trzy filmy średnie. No i charaszo, i hyvää matkaa (dobrej podróży).

Światło słońca wpada do auta, muzyka toczących się o asfalt autostrady kół, tak mija Polska, tak zaczyna się Słowacja. Zatrzymujemy się w połowie drogi na obiad, gdzieś w oddali wielki napis ORION, jak na najlepszych tabliczkach czekolady. 

Zrywa się wiatr, pada deszcz, drzewa zginają się w pół, jedziemy przez Węgry. 

I w środku tego wszystkiego jesteśmy my, jestem ja, próbująca ułożyć się na siedzieniu, by jak najmniej bolało. Stoimy pod drzewem, termometr wykazuje u mnie 38.3 stopni w skali Celsjusza, wszystko dookoła zaczyna się zlewać, patrzę tylko na niebo, na czarne chmury, czekam na Satmar, bo odwrotu już nie ma. Jest mi zimno i gorąco jednocześnie, jest mi niedobrze, jestem głodna.

Satu Mare, miasto przy granicy z Węgrami, już Rumunia. Wygląda dokładnie tak, jak ją sobie wyobrażałam w myślach, do których dopuszczałam jedynie mały ułamek powszechnego myślenia, przefiltrowany przez posty, artykuły, blogi, lekturę, pytania odpowiedzi. Rozświetlone przez latarnie, świecące na splątane przewody i puste ulice, oświetlające brudne blokowiska. Dobranoc.

I dnia następnego dzień dobry. Ból ustępuje, gorączka też odchodzi, idziemy zobaczyć miasto i majaczące na horyzoncie twory rumuńskiego socrealizmu.

Nikt prawie nie mówi o Rumunii jako o kraju z trudną historią, nikt tego nie zauważy, myląc jej mieszkańców z mniejszością etniczną, mającą swoje korzenie gdzieś w Azji. Mało kto pamięta kim był Nicolae Ceaușescu, który jako młody chłopak zapragnął być rumuńskim Stalinem i udało mu się to osiągnąć. Trafił na kraj,  którego mieszkańcy za epos narodowy uznają opowieść o pokornej śmierci, bez próby ratowania życia. Znalazłam w książce Małgorzaty Rejmer "Bukareszt, kurz i krew" twierdzenie, ponoć popularne na łacińskiej wyspie na słowiańskim morzu, że Rumuni są jak mamałyga - można ich gotować i nie wybuchną. Polacy nazywają się sami Chrystusem Narodów - potop, rozbiory, powstania, wojna, 1920, druga wojna, jeszcze straszniejsza od pierwszej, zostawieni przez sojuszników, bez pomocy, potem PRL - wszyscy tę wyliczankę znają. Historia Rumunii również obfituje w przerażające wydarzenia, momentami nawet można sobie zadać pytanie, czy to rzeczywiście my mamy prawo do miana "najbardziej umęczonego państwa na Starym Kontynencie". Rumunia przechodzi w niej z rąk do rąk, stopniowo tracąc nadzieję na bycie jednym, dużym i silnym państwem, czasem ktoś podskoczy, ale niedługo później upada i dopiero w 1861 roku staje się państwem. A potem jest I wojna światowa, 22 lata po jej zakończeniu abdykuje król, Karol II Rumuński, rządzi generał Ion Antonescu przy wsparciu faszystowskiej Żelaznej Gwardii. Wojska hitlerowskie w Rumunii. Mijają cztery lata, ma miejsce zamach stanu, Rumunia dołącza do Aliantów, w lutym '45 zaczyna się komunizm - najpierw powołany jest rząd Petru Grozy, rok później sfałszowane wybory i przejęcie całkowitej władzy. W 1965 roku powstaje nowa konstytucja, Socjalistyczna Republika Rumunii i co najistotniejsze - do władzy dochodzi Nicolae Ceaușescu. Wybierany na coraz wyższe stanowiska w partii, bo łatwo było nim sterować, chłopak ze wsi, przeciwstawiający się ZSRR. Chciał zostać drugim Stalinem, zafascynowany Kim Ir Senem - prezydentem Korei Północnej. Dziś podziwiać można pozostałości jego destrukcyjnych decyzji - wyglądające co najmniej ponuro, niebudzące zaufania blokowiska w większości miast, rumuński socrealizm, Palatul Popurului - Dom Ludu,  który jest dziś drugim największym budynkiem rządowym na świecie i dla którego zburzono część Bukaresztu z zabytkową zabudową po trzęsieniu Ziemi, które zniszczyło zupełnie inne dzielnice. Ogromny odsetek nielegalnych aborcji (i śmierci kobiet z ich powodu), represje niewinnych ludzi, tortury, ogromne utrudnienia życia - w domach nie mogło być cieplej niż szesnaście stopni, ale z reguły temperatura nie przekraczała dziesięciu. W sklepach nie było niczego. Polska Republika Ludowa dla Rumunów była niczym Niemcy czy Ameryka dla nas. Co nadal można zauważyć - wielu ludzi zna polski, wielu ludzi tu było i o Krakowie mówi jak o Nowym Jorku. Na polskie tablice niejednokrotnie reagowano jakby spotkano dawno nie widzianych przyjaciół - ale o tym jeszcze będzie. Małgorzata Rejmer w wspominanej już książce zadaje pytanie retoryczne: Czy Rumuni są zatem fatalistami? Albo inaczej: czy mając w pamięci historię swojego narodu mogą nimi nie być? W 1989 roku ma miejsce rewolucja. Najbardziej krwawe zakończenie komunizmu w całym bloku wschodnim Dziesięć lat później zapytano Rumunów, kto w XX wieku wyrządził im najwięcej złego, a kto najwięcej dobrego. W obu kategoriach pierwsze miejsce zajął zabity po dwugodzinnym procesie, 25. grudnia 1989... Nicolae Ceaușescu.

 W Satu Mare widać historię jak na dłoni. Blokowiska, resztki zabytkowej zabudowy, czasem zakrytej, tak jak Hotel Dacia. I ludzie, głównie starsi, którzy snują się po ulicach, jakby na coś czekali.  Mogliby - na bogatszą Rumunię, na szybszy rozwój, na stabilizację po komunizmie, na poprawę wizerunku w zachodnich oczach. Ale nie czekają.

Chodzą tylko smutni i cisi, siedzą z opuszczonymi głowami, czsaem grają w szachy w parku.

Jeszcze poprzedniego wieczora rzucił mi się w oczy socrealistyczny [ech, w ostatnich postach to słowo pojawia się zdecydowanie za często] budynek - jak się później okazało Palatul Administrativ, czyli Pałac Administracyjny. Typowy przykład architektury rumuńskiej czasów  Ceaușescu.


Ponury nastrój na rozpoczęcie podróży, wspaniały pomysł. Kupujemy jeszcze w miasteczku dwa filmy 35mm, bo mam tylko jeden w zapasie, do tego przeterminowany (i jak się później okazało, w nieszczelnym pudełku), jemy na szybko śniadanie i jedziemy do Maramureszu. Gdy zapytałam Zosię, jakiego miejsca w Rumunii nie mogę pominąć, odpowiedziała krótko: Maramuresz. Jest to położony w malowniczych Karpatach region przy granicy z Ukrainą, który opiszę dokładniej w następnym poście. Opuszczamy smutny Satmar, jedziemy na Wschód.
_____
- tytuł: (rum.) dawno temu było tak, jak nigdy nie było. mniej więcej
- książkę Bukareszt. Kurz i krew bardzo polecam (i chyba wszyscy, z którymi pisałam/rozmawiałam o Rumunii doskonale o tym wiedzą). Cytaty stamtąd, wydawnictwo Czarne. I nie, to nie jest post sponsorowany. Po prostu książka jest świetna.
-  Ceaușescu wymawia się "czełszesku". Piszę, bo sama nie wiedziałam na początku.

28 comments:

  1. Rumunia jest rzeczywiście smutna, ale i tak z chęcią bym ją odwiedziła.

    ReplyDelete
    Replies
    1. myślę, że nawet ten niesamowity smutek czyni ją jeszcze ciekawszą

      Delete
  2. według mnie pomnik gołębia:D
    jak to aspekt wyłącznie negatywny, a hrabia Dracula i Siedmiogród?;) chciałabym się kiedyś wybrać

    ReplyDelete
    Replies
    1. hasło "Siedmiogród" rzucone gdzieś w tłumie budzi skojarzenie co najwyżej z Batorym, raczej nie z Rumunią czy nawet samą Transylwanią :-) Dracula tak średnio pozytywny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę jego nabijający ludzi na pale i obserwujący ich cierpienie pierwowzór. A nawet jeśli - czym jest wampir? Czy nie jest to przypadkiem przerażające połączenie mordercy i nietoperza?

      Delete
  3. pięknie piszesz i jesteś niesamowicie wrażliwa! :)

    ReplyDelete
  4. Ja mam słabość do Rumunii. Wybierałam się do Transylwanii, a ostatecznie skończyłam w Karpatach w drewnianej chacie i zweryfikowałam swój pogląd, że Rumunii to Cyganie. Jak bardzo podróże kształcą, wiedzą wszyscy z głową upstrzoną stereotypami przejętymi od społeczeństwa. Pięknie piszesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale o Transylwanię też musisz zahaczyć. Masz rację. To brzmi wszystko jak puste frazesy, ale to prawda.

      Delete
  5. Umiejętnie przedstawiłaś ten "smutek", o którym piszesz. Z niecierpliwością czekam na kolejny post.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Postaram się w ciągu tygodnia coś dodać :)

      Delete
  6. Ja na swojej drodze po Rumunii spotkałam wiele osób, które pomimo ciężkiego życia na przyszłość patrzą pozytywnie i się uśmiechają. Pewnie zauważyłaś gdzieś po drodze napisy Priveste Cerul (popatrz w niebo) ;) Jeden z panów, który mnie podwoził stopem powiedział że Rumunia potrzebuje nowego Vlada Tepesa do zaprowadzenia porządku, bo sami to oni palcem nie ruszą. Trzeba ich pognać i zastraszyć. Bardzo ciekawie opisujesz swoje podróże :) jestem ciekawa Maramureszu ponieważ tam latem nie dotarłam, ale mam zaproszenie w te rejony ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widziałam tylko u Ciebie na blogu :-) Maramuresz koniecznie, ale to może m.in. dlatego, że ja tam byłam, a Ty (jeszcze!) nie, mamy trochę inne spojrzenie :)

      Delete
  7. Przez chwilę czułam się częścią tej podróży :)

    ReplyDelete
  8. Zgadzam się z Twoimi słowami, iż Rumunia jest krajem smutnym, przynajmniej w większości widocznych miejsc. Jednakże, bardzo chciałabym ją odwiedzić!!

    ReplyDelete
  9. kurczę, w te wakacje rozważałam podróż do Rumunii, ale jednak w końcu tam nie dotarłam. nigdy nie miałam wrażenie, za to smutne państwo. chciałabym zobaczyć tam parę miejsc.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozumiem, że za rok Rumunia? :P
      W sumie ja nie wiedziałam o niej praktycznie niczego (stolica: Bukareszt, język urzędowy: rumuński, ma dostęp do Morza Czarnego, południowa Europa, w sumie tyle, podobno ładny, biedny kraj, mają kolorowy cmentarz), ale podróże jednak bardzo uczą.

      Delete
  10. A mnie się w Fogarasze chce... I do Rumunii w ogóle ciągnie. Bardzo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fogaraskie są przepiękne, cała Rumunia jest przepiękna, ze swojej strony polecam jak najbardziej!

      Delete
  11. Super napisane. Smutne to, ale ciekawe. Czekam na kolejną część.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Już niedługo, tym razem naprawdę :P

      Delete
  12. Okey, rzeczywiście smutny kraj, a przynajmniej ten wpis mnie tak nastroił. Nigdy nie zastanawiałam się nad historią państw bałkańskich, w zasadzie zawsze tylko one sprawiały mi problem w nauczeniu się, gdzie które dokładnie leży i jakie są ich stolice. A Rumunia, no cóż, tak jak podkreśliłaś na samym początku, jawi nam się jako kraj biedny, zacofany. Chociaż na zdjęciach nie wygląda to tak najgorzej.
    Tak, wróciłam w końcu do blogów. Dziękuję Ci za komentarz! Ale dopiero teraz Grafik-Us wygląda dobrze!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spokojnie, to dopiero początek :P

      Delete
  13. To prawda, w swoich podróżach po Rumunii też się często spotykałem z twierdzeniem, że taki Vlad Tepes byłby bardzo dobrym kandydatem na premiera lub prezydenta ;-).

    ReplyDelete

Dziękuję!