05 September 2014

Kontrast po rosyjsku


Petersburg, czyli Miasto Piotra. Cara Piotra. W okresie konfliktu z Niemcami Piotrogród, Gród Piotra. W czasach ZSRR, Leningrad. Od niedawna znów Petersburg.

Car przeniósł tu stolicę z Moskwy, potem Lenin zwrócił jej ten tytuł. Pomimo bycia miejscem rozpoczęcia rewolucji, zachował pełne przepychu pałace, w centrum i pod miastem. Jednym z nich jest Peterhof, gdzie znajduje się rosyjski wersal (niejedyny, warto dodać).





Dostać się tam można za pomocą na przykład autobusu, który odjeżdża spod Baltijskiego Wakzału (tj. Dworca Bałtyckiego). Jedzie się mniej niż godzinę, a z okien podziwiać można zewnętrzne części i przedmieścia Petersburga. Lepiej coś poczytać czy pograć na telefonie? Nieprawda. Najdłuższy blok w Warszawie ma ponad 40 klatek długości. Nie wiem ile ma najdłuższy blok Petersburga, ale jak się jedzie i jedzie, i jedzie, i jedzie, a jeden się nie kończy, a jak się skończy, to się zaczyna następny i wydaje się być jeszcze dłuższy, a z tyłu są kolejne i one też się ciągną. To jest dopiero kosmos. Nie są to kolorowe prostokąty, ale szare, brudne, przygnębiające ogromne budynki, z których zionie smutek.

Jak bardzo różni się od nich Peterhof! Pełen złota, przepychu, bogactwa. Porównuje się go z Wersalem, na nim się wzorowano, ale Peterhof jest znacznie bardziej kuriozalny, kontrastowy. Znacznie bardziej nie pasuje do otaczającej go rzeczywistości.

Będę szczera - kompletnie nie kręci mnie oglądanie pałaców. Piękne są obrazy, ale ułożone w mozaiki na ścianach wielkich komnat stają się szare i jednakowe, zlewają się ze sobą. Złoto - dobrze, ale w umiarze; dziesiątki złotych rzeźb, pozłacanie wzory na drzwiach, złote kopuły - to nie jest umiar, to jest nadmiar. Nadmiar daje brzydotę, nadmiar bogactwa tym bardziej.

Nie kupujemy biletów wstępu do pałacu, zrobimy to następnego dnia w kolejnym rosyjskim Wersalu, Carskim Siole, co za dużo, to niezdrowo. Zwiedzamy za to park. Przepych jest przerażający. Kłuje w oczy.

Gdy zobaczyłam te czapki, te z sierpem i młotem, i z czerwoną gwiazdą, na początku się zdziwiłam, bo takie pamiątki w miejscu związanym z carem? Ale potem przypomniałam sobie, że rozprowadzając takie pamiątki z reguły ma się gdzieś kontekst historyczny i ich związek z miejscem nikogo nie interesuje.

Mijamy fontanny, mnóstwo rzeźb, chodzimy powoli niekończącymi się alejkami.

Parki przy carskich pałacach są popularnym plenerem do zdjęć ślubnych - trochę jak nasze Łazienki.

Piękna panna młoda.

Mijamy ich i idziemy przed siebie, mijamy też kobietę karmiącą wiewiórki i kilka fontann. Dochodzimy do miejsca, gdzie miejsce ma urokliwy koncert muzyki spokojnej, ludzie stoją rozmarzeni i słuchają. Oni też.

Jest też punkt, gdzie można zostać oblanym wodą, z czego bardzo chętnie i z ogromnym zapałem korzystają głównie chłopcy.

Wreszcie udaje nam się dotrzeć do Zatoki Fińskiej.

to ja!
Chcemy już wracać, czekamy na wodolot do Petersburga. Rozsiadamy się na trawie, nad wodą. Leniwą ciszę przerywają tylko rozmowy po rosyjsku i odgłosy kosiarki po drugiej stronie.

Potem już wodolot, nudna podróż przez zatokę do Petersburga.

Na brzegu wita nas Ermitaż, słynne muzeum, gdzie zgromadzone są powalające ilości dzieł sztuki. Jednak dzienna dawka przepychu została wykorzystana, a czeka nas jeszcze Carskie Sioło następnego dnia. Stoimy jeszcze chwilę nad Newą, przepływającą przez miasto rzeką.

Ruszamy w stronę Soboru Św. Izaaka, zanim jednak tam dotrzemy oglądamy pomnik Piotra Wielkiego, cara, założyciela Petersburga, który powstałe zaledwie dziewięć lat wcześniej miasto (1703) uczynił stolicą [wytrwało z tym tytułem zaledwie 200 lat]. Przed sobą miał zadanie - postawić zachodnie miasto na wschodzie. Cel ambitny, ale do zrealizowania.

A więc sobór. Największa prawosławna świątynia w dawnej stolicy, druga w całej Rosji. Przez pewien czas Muzeum Ateizmu. Gdy udaje nam się dostać do środka, stajemy jak wryci przed dziełem sztuki, jakim jest wnętrze soboru. Połączenie cech rzymskokatolickich i prawosławnych w wystroju. Nie ma ikon, są obrazy, ale i nie ma łaciny. Na bogato, zdecydowanie.


Kolejnym punktem jest Wyspa Zajęcza, gdzie znajduje się Twierdza Piertropawłowska. To tu rozpoczęto budowę Petersburga. Wprawdzie gdy do niej dotarliśmy była już zamknięta, ale panorama, jaka roztaczała się z niej na miasto była niesamowita - a mówię to jako przeciwniczka wchodzenia wysoko dla pooglądania sobie "z góry".



Co mnie jednak w twierdzy najbardziej zainteresowało, związane było nie z architekturą, ale z ludźmi. Idąc w kierunku punktu widokowego zatrzymaliśmy się przy armatach. Kilkuletni chłopcy w rosyjskich mundurach wdrapywali się na nie, czołgali się po lufach, a następnie zawisali, trzymając się ich rękoma. Od razu po odpadnięciu odbiegali i powtarzali rytuał, cierpliwie czekając w złożonej z kilkorga dzieci kolejce. I tak dalej, i tak dalej... Dookoła rodzice, zwiedzający - niewątpliwie pustkami nie świeci plac, widownia pierwszorzędna, nikt słowa nie powie i nie nakrzyczy, że po armatach łażą.


Powoli zaczyna padać, uciekamy więc na najbliższą stację metra, skąd próbujemy się dostać na osławiony Prospekt Newski, najbardziej znaną ulicę Petersburga.


Pierwszy rzut oka na Newski, pada deszcz, a tłumy ludzi uciekają do przejść podziemnych, pod dach, do budynków. Udaje nam się po dłuższym czasie znaleźć miejsce, gdzie można coś zjeść. Jest to czebureczarnia. Wprawdzie nie ma miejsc siedzących gdy do niej wchodzimy, ale nie trzeba długo czekać i możemy już wybierać.  Czebureki znam i lubię od pewnego czasu, kiedyś niedaleko mojej szkoły można było zjeść ze szpinakiem, pomidorami albo jabłkiem. Dobre były, do tego dookoła wisiały zdjęcia z Samarkandy i Buchary to można było sobie pooglądać i z panem porozmawiać o Uzbekistanie przy oczekiwaniu. Ale miejsce zniknęło. 

Tutaj zaskoczyła mnie ilość możliwości - to się nazywa mieć wybór! Zamawiam wersję z grzybami i kwas. Pysznie jest.

Gdy wychodzimy nadal pada deszcz. Spacerujemy schowani pod kurtkami po Newskim i uliczkach niedalekich. Obserwujemy jak uliczni sprzedawcy obrazów i obrazków chowają je pod plastikowymi płachtami, a ludzie przemieszczają się w pośpiechu. Znikają z ulic, zamiast podziwiać tonące w deszczu kanałki i wyłaniające się nieotoczone tłumem symbole miasta. Taką na przykład Spasa-Na-Krowi.


Wracamy powoli w deszczu, gdy wysiadamy na stacji metra Baltijskij jest już ciemniej na zewnątrz. Bardzo wygodne jest położenie geograficzne Petersburga - choć nie możemy mówić o zupełnych jasnościach dwadzieścia cztery godziny na dobę jak w Laponii, to jednak zwiedzać miasto można znacznie dłużej.


5 comments:

  1. Zawsze bardzo chciałam zobaczyć Petersburg. Może kiedyś również mi się uda :) Świetne zdjęcia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :) Petersburg to wyjątkowo interesujące miasto, do tego jest bardziej dostępne niż Moswa i wielu osobom bardziej się podoba, więc jak najbardziej zachęcam :)

      Delete
  2. Cóż, w Rosji chyba nie istnieje takie słowo jak umiar :)...

    ReplyDelete
  3. Zachęcający post. Może zacznę od Kaliningradu. :-)

    ReplyDelete

Dziękuję!