16 November 2014

bună ziua!

Jest tak gorąco, że po stu metrach całkiem stromego podejścia mamy już wszystkiego serdecznie dosyć. Chcemy tylko usiąść w cieniu, napić się wody. A już napewno nie leźć pod górę, żeby oglądać ruiny twierdzy w Târgu Neamț. Ale nie po to się jechało przez (prawie) pół Europy, żeby teraz się obijać.
It is so hot, that after walking hundred meters of steep climb we're fed up with everything. We just want to sit down, drink some water. Not climb the hill to see the ruins of Târgu Neamț's fortress. But we had gone so far not to sit in one place.






Forteca ta została wybudowana w XIV wieku, a na dekadę przed końcem XVII stulecia obsadził ją swoim wojskiem Sobieski. Zresztą obecność polskiego króla można łatwo zauważyć nie czytając lakonicznej notki w przewodniku - w kilku miejscach istnieją o nim wzmianki w samych ruinachnie trzeba się również specjalnie przyglądać, by zauważyć, że w jednym miejscu wisi nawet portret monarchy.

Fortress was built in fourteenth century and a decade before the end of seventeenth Jan III Sobieski (polish monarch) has visited it. Actually you can find here him not only in the book guide here - some informations about him are hanging on the walls. 

Po zwiedzeniu przysługuje nam prawo do lodów na patyku i wody gazowanej, ale najszybciej jak się da ruszamy w drogę. W końcu tyle do zobaczenia jeszcze zostało, a dzień za krótki i tak.
After seeing fortress we can finally eat some ice cream, but we have to do it as fast as possible to go somewhere else. There's so much to see and day's short.


Po drodze mijamy wielu sprzedawców arbuzów. Każdy kolejny ma większe, każdy kolejny tańsze. W końcu nie wytrzymujemy, kupujemy ogromnego, soczystego, pięknie zielonego arbuza i pozostaje nam tylko znaleźć odpowiednie miejsce na zjedzenie.

On the way we pass many people selling watermelons - very big and cheap. After seeing a lot, we finally decide to buy one. Very big, very juicy and beautifully green. Now we only have to find a perfect place to eat it.


W końcu udaje nam się zatrzymać. Siadamy na wysuszonej trawie, jemy arbuza, a przy naszych nogach plącze się maleńki kot

We manage to find a place to stop. We sit on dry grass, eat a watermelon and observe a tiny cat running around.


Dalej droga wiedzie przez las, czasem zza drzew wyłania się słońce odbijające się wodach zalewu. A czasem coś innego.
We go through the forest, sometimes we can see sun reflecting on the water of reservoir. And sometimes something different.

 I tak mija nam trochę czasu, aż pojawia się coś, co sprawia, że na twarzach mamy wyraz permanentnego osłupienia i nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic więcej niż "łał". Wąwóz Bicaz, po rumuńsku Cheile Bicazului czy Békás-szoros po węgiersku, bo Węgrów jest tu więcej niż Rumunów, Polaków i mieszkańców pozostałych państw razem wziętych. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że są tu sami Węgrzy. W "Jadąc do Babadag" mama znajduje fragment o wąwozie, gdzie Stasiuk opisuje, jak niezaprzyjaźniony z Węgrami rumuński kierowca niekoniecznie miał zamiar zachować bezpieczeństwo na drodze. Krętej i niekoniecznie bezpiecznej drodze. Po przejechaniu małego odcinka decydujemy się przejść poboczem drogi, żeby móc lepiej podziwiać wąwóz.
And that's how some time passes. Suddenly we see something, that makes us totally astonished and unable to say anything more than simply "wow". Bicas Canyon, in Romanian Cheile Bicazului or in Hungarian Békás-szoros - as there's more Hunagarians than Polish and Romanian people (and citizens of every single country of the world). I think I can even say, that there are only Hungarians. In "On the way to Babadag" book my mum finds a chapter, where Andrzej Stasiuk writes about the canyon - and about Romanian driver, who hasn't liked Hungarians and because of it hasn't wanted to keep safe on the road. Twisting and not so safe road anyway. We decide to walk on the roadside to allow ourselves to see more.


Siedzimy chwilę w cieniu gór i hałasie węgierskich straganów z kiczowatymi pamiątkami.
We're sitting in mountain's shadow and in the noise of Hungarian stalls with souvenirs.


 Jeszcze zanim zajdzie słońce udaje nam się zobaczyć z samochodu kilka pałaców cygańskich - tak, dobrze przeczytaliście. Same w sobie nie są bardzo imponujące, ale popatrzcie tylko na dach!
Before sunset we see only gypsy palaces (through car windows only). They're not so spectacular when you look at them for the first time, but just take a look at the roof!

 I tak się kończy kolejny dzień.
And that's how next day ends.


22 comments:

  1. zjadłabym teraz tego arbuza :D pepenele rosu (arbuz) i pepenele galben (melon) dopiero dzięki rumuńskiemu zauważyłam że te owoce są spokrewnione :D a po ukraińsku "harbuz" to dynia, a "dynja" to melon ...

    ReplyDelete
  2. e, w sumie po angielsku nawet jest "watermelon" i "melon". Chociaż "pepenele" to zdecydowanie najcudowniejsza nazwa dla tego melonowatych <3

    ReplyDelete
  3. Aren't they? I especially liked Bicaz Canyon, it was really imperssive!

    ReplyDelete
  4. no górka z arbuzów wygląda chyba najbardziej zachęcająco :)

    ReplyDelete
  5. Imponujący wąwóz, ale mnie (inżyniera bud.) jednak najbardziej kręci forteca! Genialne dzieło ludzkich rąk!
    Pozdrawiam, Asia

    ReplyDelete
  6. Skała z krzyżem robi wrażenie, w szczególności jej kształt :)

    ReplyDelete
  7. Co znaczy, że przysługują Wam lody? W cenie biletu?

    ReplyDelete
  8. Bardzo podoba mi sie ostatnie zdjecie - w ogole mam sentyment chyba do linii energetecznych, bo zdaza mi sie je fotografowac. Jesli siedza na nich ptaki, wygladaja jak piecioliniia z nutami ;-)

    ReplyDelete
  9. okej, przeczytałam wszystko... ale w głowie utkwił mi tylko ten śliczny kiciuś i surowe widoki mające w sumie coś, co nie pozwala się skupić na tekście.
    + dziękuję, staram się jak mogę ;)

    ReplyDelete
  10. w następnym odcinku będzie nawet słodszy :P

    ReplyDelete
  11. miałam identyczne spostrzeżenie :)

    ReplyDelete
  12. chciałabym! niestety, lody na własną rękę, jako nagroda za wysiłek polegający na wdrapaniu się na górę i złażenie całej twierdzy :)

    ReplyDelete
  13. Prawie na wszystkich jest krzyż, wszystkie natomiast wyglądają świetnie :D

    ReplyDelete
  14. a jakie smaczne te arbuzy...!

    ReplyDelete
  15. właściwie nie wiem dlaczego, ale to chyba mój ulubiony z Twoich postów z tego wyjazdu

    ReplyDelete
  16. Wydaje się ciekawe miejsce, ładne zdjęcia :)

    ReplyDelete
  17. Wyobrażam sobie, polskie się do rumuńskich nie umywają ;)

    ReplyDelete

Dziękuję!