30 November 2014

GREY SEA - GREEN SEA - BLACK SEA

Jesteśmy nad Dunajem i czekamy na możliwość przeprawy na drugi brzeg. Przed nami kolejka, za nami końca nie widać. W perspektywie dłuższe czekanie.
We're near Danube river and we're waiting for the possibility to get across it. There's a queue ahead, behind us it's impossible to see it's end.  

Gdy tak siedzimy i czekamy, podchodzi do nas jeden pan i zaczyna rozmowę. Na początku uspokaja nas, bo przed chwilą podszedł do nas mundurowy i coś po rumuńsku mówił. Potem pyta o Polskę, opowiada o swojej podróży do Krakowa jakby odwiedził co najmniej Londyn. Dowiadujemy się również, że planuje kolejną podróż do naszego kraju. O tym wszystkim mówi perfekcyjną polszczyzną, sam jednak Polakiem nie jest i poza zainteresowaniami i podróżami nic go z Polską nie łączy.
While we are sitting and waiting, a man walks to us and starts a dialogue. Firstly, he tells us to calm down (as before a while a man in uniform came to us and told us something in Romanian, so we couldn't understand him anyway). Then, he asks about Poland and recalls his trip to Cracow (he talks about Cracow like people in Poland about London). He also tells us, that he's planning a next visit in our country. He's speaking perfectly Polish, although he is not from Poland and beside his interests and travels, he's not connected to our country.

Po rozmowie musimy jeszcze poczekać chwilę, aż w końcu udaje nam się w słońcu przedostać na drugi brzeg. Krótka jazda samochodem i docieramy do naddunajskiej Tulczy.
After the conversation we have to wait a while, then we can finally walk on the other side of the river. Short ride and we're in Tulcea, a city on Danube bank.

Słońce świeci, ludzie spacerują, a my już padamy po podróży. Postanawiamy oczywiście udać się na obiad. Gdy zajadając się pizzą (po paru dniach jedzenia mamałygi trzeba sobie zrobić przerwę!) obserwujemy brzeg rzeki i nadrzeczną promenadę, obok nas biega sobie mały kotek.
Sun's shining, people strolling and we're tired after a journey. Of course we decide to eat something. When we're eating pizza (after few days of eating mămăligă I need a change!) and observing promenade, we suddenly see a kitten playing near us.


Obiad zjedzony, trzeba się zabrać za oglądanie, bo zwiedzać nie za bardzo jest co. Chodzimy więc tam i z powrotem deptakiem nad Dunajem, rozmawiamy po polsku z kilkoma oferującymi kursy łódką nad morze - bo właśnie tam się wybieramy. W końcu udaje nam się ustalić jak się dostaniemy do Suliny, miejscowości u ujścia Dunaju.
Dinner eaten, so it's time to have a look at the city (as there are actually no sights). So we walk from one place to another, we talk (in Polish) with few people offering us a tour to the seaside - because thtat's where we're going next.  At least we manage to determine how will we get there.

Charakterystyczna zabudowa nadbrzeża to dzieło czasów dyktatury Ceaușescu - wpływającym Dunajem do Rumunii statków miała pokazać siłę tego kraju (i komunistycznej dyktatury). Dziś jednak jedynie ponuro spoglądają na rzekę i nie kojarzą się z potęgą, a raczej z bezsilnością.
Characteristic architecture of the waterside is a cretion of Ceaușescu times - for ships entering Romania it had to show power of the country (and comunist dictature). Nowadays it looks sadly on the river banks and it's nearly impossible to associate it with power - rather with helplessness. 

Zajmujemy sobie pokój na noc, rezerwujemy dwa noclegi w Sulinie, w ostatnim miejscu, gdzie były one dostępne i odpoczywamy przez chwilę gapiąc się w sufit. Gdy zaczyna się ściemniać, wychodzimy jeszcze na nocny spacer i kolację. Na smutnej promenadzie ludzi więcej niż w palącym, popołudniowym słońcu.
We find a room for a night, book an accomodation for two nights in Sulina - last free room. When it get's a little bit more dark, we go out for a night walk and something to eat. On sad promenade there are more people than in boiling hot afternoon. 

Ostatnim zobaczonym tego dnia miejscem jest cukiernia. Mają przepyszne eklerki, a jak dobrze wiadomo, nic tak nie rozwesela człowieka przed planowaną wczesną pobudką następnego dnia, jak ciastko.
Last place we visit today is a confectionery. They have got very tasty éclairs and as everyone knows, the best thing you can do before waking up early on the following day is eating cakes.

Wstać wcześnie, bo im wcześniej się wypłynie, tym szybciej się dopłynie na miejsce. A jak tym miejscem jest morze, to niektórzy są skłonni do takich poświęceń. Nie mówię, że ja.
Wake up early, because the earlier you sail out, the earlier you enter your destination. And if this place is seaside, some people may make sacrifice. I don't say it's me. 

W każdym razie jest wcześnie bardzo i jesteśmy w porcie. Tulczę opuszczamy za pomocą motorówko-taksówki, kołysze strasznie, ale brzegi Dunaju są malownicze i w sumie możemy wybaczyć to kołysanie. Poza tym czuć się można jakby ścigało się jak na jakimś filmie akcji... tylko te krowy na brzegu średnio pasują do tego wyobrażenia.
Anyway, it's very early and we're already in the harbour. We leave Tulcea by motorboat-taxi. It rolls terribly, but Danube's banks are so picturesque that we even can forgive it that rolling. We fell like in an action film... but those cows doesn't match at all to this image.

Po dwóch godzinach kołysania się po Dunaju docieramy do Suliny. Szukamy miejsca, gdzie poprzedniej nocy zarezerwowaliśmy pokój. Udaje nam się go w końcu odnaleźć i tu zaczynają się schody...
After two hours of rolling on Danube, we finally get to Sulina. We're searching for the place, where last night we booked a room. We manage to find it and that's the place, where all difficulties start... 

Witamy się, przedstawiamy się i pada "mieliśmy tutaj rezerwację".
Recepcjonista: Przykro mi, ale wszystkie pokoje są zajęte.
My: Jak to zajęte, przecież wczoraj rezerwowaliśmy?!
Recepcjonista: To niemożliwe, wczoraj wszystko było już zajęte.
My: Na booking.com był jeszcze wolny czteroosobowy pokój, który zarezerwowaliśmy wczoraj.
Recepcjonista: A o której państwo rezerwowali?
My: Koło siedemnastej.
Recepcjonista: Bo wiedzą państwo, z booking.com są w Rumunii pewne problemy...
My: Nigdy nie mieliśmy z nim problemów, nawet w najbardziej nieturystycznych miejscach.
Recepcjonista: Zawsze musi być ten pierwszy raz. Co państwo robią?
My: Dzwonimy do booking.com.
Recepcjonista: Z nim są problemy, wiedzą państwo.
My: Nie ma problemów. [rozmowa po polsku przez telefon] Teraz do hotelu zadzwonią. [recepcjonista rozmawia po rumuńsku przez telefon. w międzyczasie przychodzi pan szef - białe polo, granatowy dres z trzema białymi paskami, eleganckie buty, złoty zegarek i elegancko ułożone siwe włosy. rozmawia z recepcjonistą przez chwilę.]
Pan szef: Proszę poczekać chwilę, bardzo nam przykro. [zdenerwowany wygłasza monolog do recepcjonisty] Bardzo nam przykro, ale państwa pokój został zajęty. Doprawdy nie wiem, jak to się mogło stać. [znaczące spojrzenie na recepcjonistę] 
My: Ale przecież był wolny jeszcze wczoraj...
Pan szef: Jedyne co możemy państwu zaproponować, to dwa pokoje dwuosobowe na różnych piętrach i zamiana jutro, bo jutro zwalnia się jeden z czteroosobowych.
My: Ale recepcjonista mówił, że nie ma już żadnych...
Pan szef: [znaczące spojrzenie na recepcjonistę] Czy decydują się państwo?
My: Ech, no dobrze.
We're welcomed, we introduce ourselves and say:
We: We had a reservation 
Recepcionist: I'm sorry, but there are no free rooms.
We: It's impossible, yesterday on Booking there was one free room for 4-people that we booked. 
Recepcionist: No, yesterday there was no free rooms.
We: But we've booked one!
Recepcionst: And when have you done it?
We: About 5 p.m.
Recepcionist: You know, there are some problems with Romanian Booking.com.
We: We've never had any problems with it, even in the least turistic places.
Recepcionst: There always must be the first time... What are you doing?
We: We're calling to Booking.
Recepcionist: There are some problems with it...
We: No, there aren't. [dialogue in Polish] Now they're going to give a call to a hotel. [dialogue on the phone in Romanian. meanwhile comes mr. manager - white polo shirt, dark blue tracksuit with three white stripes, elegant shoes, golden watch and elegant hairstyle. when recepcionist finishesh the call, he talks with him in Romanian for a while]
Mr. manager: Please wait, I'm very sorry for what is happening. [he talks to a recepcionist] I have no idea how it happened [he looks meaningfully at recepcionist]but your room is already taken.
We: But it was free yesterday...
Mr. manager: The only thing I can propose it's giving you two double rooms on two different floors and change it tommorow, when people from the bigger room are going to leave.
We: But recepcionst said, that there are no free rooms...
Mr. manager: So are you going to take this room?
We: Oh, OK.

Nie przejmujemy się początkowymi problemami, wskakujemy w kostiumy i śmigamy na plażę. Wszystko fajnie, tylko do plaży ładny kawałek. Całe szczęście na trasie regularnie kursuje marszrutka, więc nie ma problemu.
Not concerned about initial problems, we put on swimming suits and go to the beach. Everything's nice, but it's quite far from the city to the beach. In Sulina it's not a problem, there is a bus that can take you to the sea.
Lubię góry. Bardzo lubię góry. Góry są dla mnie zdecydowanie przyjemniejsze niż morze. Ale gdy w końcu ta marszrutka dobija do zapiaszczonego wybrzeża, to wybiegam, sandały do łapy i biegnę w stronę morza. I jest doskonale. 
 I like mountains. I really like mountains. Mountains are for me much more pleasant than sea. But when this bus finally reaches sandy seaside, I go out, take off my sandals and run to the sea. And everything's perfect.


Po paru godzinach wracamy do miasteczka, gdzie tylko przebieramy się i lecimy coś zjeść. Po obiadokolacji idziemy jeszcze na spacer po miasteczku - ale o tym więcej za chwilę.
After few hours we come back to the town, change clothes and go to eat something. After dinner we go for a walk - more in a while.



Sulina jest fascynującym miejscem. 99% wczasowiczów to Rumuni, nie ma dzikich tłumów i turystycznego kiczu, tak dobrze znanych z nadbałtyckich plaż. Prawie. Ale jest on ograniczony właściwie do minimum. I nie ma "goootowaaana kukurydzaaa" czy "łoczys, sanglasys, masażys" na plaży, ludzi próbujących ci coś wcisnąć. Taksówki kosztują grosze. Nawet Romów żebrzących na ulicach (a właściwie na ulicy i naddunajskiej promenadzie) jak na lekarstwo.
Ale na najbardziej interesujące przyjdzie nam zaczekać jeden dzień.
Sulina is a fascinating place. 99% of tourists are Romanians, there are no crowds and nearly no kitsch. Nearly. But it's reduced to minimum. And there's no "watches! sunglasses! massages! corns!" on the beach. Going to the beach with the taxi doesn't cost much more than with the bus. There aren't even gypsies asking for money on the streets (actually on the street and promenade by Danube).
But the most interesting we'll see next day...



Następny poranek do złudzenia przypomina poprzednie popołudnie. Jest słonecznie, upalnie, pływamy w morzu, czytamy książki, jemy batonule. Na śniadanie najlepszy jogurt w Rumunii, czyli Zuzu. Na obiad frytki na plaży. Niczego innego dla bezmięsnych nie mieli. Zaczynam tęsknić za mamałygą.
Next morning looks exactly the same as previous afternoon. It's hot, sun's shining, we're swimming in the sea, reading books, eating batonuls. For breakfast the best yoghurt in Romania - Zuzu. For lunch chips on the beach. There's nothing more for no-meat-eating to eat. I start missing mămăligă.

Po powrocie i krótkiej przerwie idziemy na spacer, zorientować się o której jutro wodolot i czy przypadkiem nie znalazłyby się cztery bilety (jak potem opowiadał tata, którego zadaniem było załatwienie tychże, "biletów nie ma, ale przyjdźcie jutro o szóstej to wejdziecie").
After coming back and a short break we go for a walk, to see when hydrofoil leaves and if there are any tickets (as my dad, whose job was to get them, was told "there are no tickets, but come tommorow at 6  a.m. and you'll be able to go").




Na pomoście siedzi dwóch wędkarzy. Siedzą sobie i siedzą, i nic się nie dzieje. Nagły zwrot akcji, spławik znika pod powierzchnią wody. Ani się obejrzeliśmy, już drugi wędkarz podbiega z czerwonym wiadrem i bez zająknięcia pomaga zająć się rybą. Gdy zwierzę leży bez życia na ziemi, odchodzi, zasiada na rozkładanym krzesełku i wraca do porzuconej czynności.
Two fishermen are sitting on a platform on Danube. They're sitting and sitting, and nothing happens. All of a sudden float disappears in the water. Immediately second fisherman gets up, walks to the edge with a red bucket and helps with the fish, without a word. When animal's laying dead on the ground, he comes back to his folded seat and continue staring at his own float...


Po miasteczku wałęsają się bezpańskie psy. Zresztą w Rumunii wszędzie wałęsają się bezpańskie psy. Nawet kiedyś jakiemuś japońskiemu biznesmenowi przegryzły tętnicę udową i zmarł zanim zobaczył szpital. I nawet podobno sama Bardot dała 140 000 na sterylizację. Przyczyną jest znowu Nicolae Ceauşescu i jego działania. W miniaturowych mieszkaniach z trudem mieścili się ludzie, opuszczający wieś Rumuni dochodzili do wniosku, że skoro ciężkie jest życie bez psa, to z kolejnym życiem na utrzymaniu będzie tylko gorzej. I pies zostawał.
There are lots of stray dogs in the town. Beside Sulina, stray dogs are everywhere in Romania. People say that there was even a businessman from Japan, that was bitten by a stray dog. Bitten in his artery; he was dead before he saw a hospital in Bucharest. And even Brigitte Bardot gave 140 000 for sterilization. The reason's again Nicolae Ceauşescu and his politics. In miniature flats it was hard to fit for people - not to mention dogs. Romanians, who had to move from countryside to cities, had realised themselves, that living will be tough without the dog - and even harder with one. 


W Sulinie jest jedna ulica i jedna promenada. Są do siebie praktycznie równoległe, jedna wiedzie wzdłuż rzeki, druga nad morze. I to już całe miasto? Skądże, tutaj nie tylko ściągają głodni morza urlopowicze, tutaj też mieszka prawie 4.6 tysiąca ludzi. Tylko do ich domów nie prowadzą świetnej jakości drogi. Wygląda to jak wieś przyklejona do "miasta".
There is one asphalted street and one promenade in Sulina. They are nearly parallel, one to the sea, second by the river. And that's the whole town? No way, beside tourists there are also people living when summer ends. Nearly 4.6 thousands. But to their houses you don't lead roads in fantastic condition. It looks like a village which meets the "city".



O szóstej rano stawiamy się przy deptaku, na jednym z pomostów. Miejsca w wodolocie znajdują się, a jakże. Cztery w różnych częściach, ale zawsze. Siedzę przy oknie, na brudnej szybie ważki, a obok mnie kobieta w średnim wieku cały czas się żegna, szepcząc z zamkniętymi oczami słowa modlitwy.
At six o'clock in the morning we are on the mall,on one of the platforms. There are places in the hydrofoil of course. Four in four different parts, but they are and it's good. I'm sitting near the window, on dirty glass there are dragonflies, a woman next to me is crossing herself all the time, whispering the words of a pray.

W Tulczy jesteśmy na tyle wcześnie, że po śniadaniu (jogurt Zuzu) i przejechaniu kilku kilometrów, przy pomocy kilku Rumunów pływamy przez trzy godziny po delcie Dunaju.
We're do early in Tulcea, that after the breakfast (Zuzu yoghurt) and a few kilometers lenght drive, with help of Romanians we're on rowing boat for three hours, to explore fauna and flora of Danube delta.


Ładnie jest w Dobrudży, ale ładniej podobno w Transylwanii, więc po wycieczce wracamy w góry. Zaliczamy tylko obowiązkową wizytę w Babadag (kto nie czytał Stasiuka niech się lepiej nie przyznaje)...
It's beautiful in Dobruja, but rumour has it, that Transylvania's better, so after the trip we come back to the mountains. We only visit Babadag (we had to - the best polish book about this area, written by Andrzej Stasiuk is "On the road to Babadag")...


... i gdy powoli zapada zmrok docieramy do Braszowa.
....and when it's getting dark, we are in Brașov.



23 comments:

  1. dwa pytania: jak smakuje jogurtu zuzu?
    ile wy tam byliście?

    i kontrowersja na koniec: nie czytałam stasiuka. nie czytałam stasiuka bo nie dalam rady. :)

    ReplyDelete
  2. 1. doskonale!
    2. dwa tygodnie w całym kraju, w dobrudży cztery dni
    3. ahh! mogłaś się nie przyznawać!

    ReplyDelete
  3. zapytam inaczej: co sprawia, że jogurt zuzu jest tai dobry? czy da się go do czegoś porównać? muszę to wiedzieć!

    ReplyDelete
  4. Jeszcze przed wyjazdem do Rumunii zastanawiałam się nad tym miastem nad morzem, ostatecznie pojechałyśmy do Mangalii (niedaleko Konstancy) - o czym staram się napisać od kilku dni ...

    ReplyDelete
  5. jak normalny jogurt naturalny, tylko jakoś tak... pełniej? bardziej? naturalniej?

    ReplyDelete
  6. o, ciekawa jestem w takim razie jak wyjdzie porównanie!

    ReplyDelete
  7. Rewelacyjnie oddałaś klimat odwiedzanych miejsc. Zdjęcia mnie powaliły, w szczególności te B&W. Osobiście rzadko robię czarno-białe zdjęcia, ale widzę, że może czasem warto sięgnąć po tę technikę, żeby lepiej oddać klimat danego miasta, danej ulicy czy domu.
    Oczywiście masz tez u mnie duży plus za zdjęcie kota. (napisała wielka fanka kotów miziając jednego ze swoich kocurów, siedzącego na kolanach) :D

    ReplyDelete
  8. dziękuję :) jak dla mnie cz-b zdjęcia czasem pasują idealnie do opisywanych miejsc, wprawdzie nie oddają idealnie wyglądu, ale charakter już bardziej.
    w Rumunii bardzo często spotykaliśmy na swojej drodze małe kociaki, dawno nie widziałam tylu :P

    ReplyDelete
  9. Twoje zdjęcia! Ach. I to ostatnie, mgła! A ja tak lubię mgłę :-)

    ReplyDelete
  10. Dziękuję <3 też uwielbiam mgłę, a mgła + góry to już ideał :)

    ReplyDelete
  11. Hahaha, uśmiałam się po pachy tą przygodą z hotelu, brzmi jak jakiś kabaret, choć Wam pewnie mniej było do śmiechu w tamtej sytuacji ;)
    Mam nadzieję, że później już wszystko poszło sprawniej :)

    ReplyDelete
  12. Mieliśmy podobną sytuację w Japonii - rezerwowaliśmy przez aplikację na telefon Bookingcom Tonight (czyli zniżki za późną rezerwację, bo już się i tak pokój nie sprzeda normalnie). Problem w tym, że po południu panią, która umiał obsługiwać komputer zmieniał staruszek, co komputera nie tykał. I też okazało się, że naszego pokoju nie ma...

    ReplyDelete
  13. Tak, później już było lepiej, choć była i taka sytuacja, że na rachunku były dwa śniadania, a my ich tam nie jedliśmy ;) całe szczęście udało się przekonać, że było jak my mówimy.

    ReplyDelete
  14. haha, też ładnie :D podobno w tym hotelu już miała miejsce taka sytuacja, tylko dotyczyła pary z brazylii podczas miesiąca miodowego :P

    ReplyDelete
  15. No ładnie ;) Chcieli sobie odbić za tych gości, co się musieli przez Was wyprowadzić ;)

    ReplyDelete
  16. Ja mialam podobna przygode z Hostelworld.com - tego typu portale oferuja czesto ceny bardzo niskie, z ktorych wlasciciele hoteli (zwlaszcza, jesli nie maja duzych obrotow z nimi) probuja sie "wylgac" niskim kosztem, zwlaszcza w czasach duzego oblozenia. Na szczscie upor i telefon z portalem zazwyczaj pomaga ;-)

    ReplyDelete
  17. Ciekawe te czarno-białe fotografie. Ja nigdy nie robię takich, bo uwielbiam kolory i są one moim życiem (jestem kolorystką z zawodu;)). Ale muszę przyznać, że są takie B&W, które dobrze się ogląda i te tutaj fajnie mi się oglądało. ;) A to duży komplement z mojej strony! ;))

    ReplyDelete
  18. bardzo mi miło :) dziękuję!

    ReplyDelete
  19. cóż, mam nadzieję, że już się takie "przygody" nie powtórzą :P

    ReplyDelete
  20. haha, pewnie tak :P chociaż mamy też taką teorię, że w czasie pomiędzy zarezerwowaniem a naszym przyjazdem dotarł do nich ktoś, kto zaplanował dłuższy pobyt - a dłuższy pobyt to w końcu większy zysk, więc tych, co mają tylko dwa noclegi można spokojnie wywalić...

    ReplyDelete
  21. Jak zawsze... Pięknie uchwyciłaś chwile!

    ReplyDelete
  22. dziękuję :D a miałmiałek wiadomo, pierwsza klasa!

    ReplyDelete

Dziękuję!