02 November 2014

przez deszcz i przez góry

Chmury coraz gęstsze, poranne promienie słońca padają na góry Maramureszu. Jest chłodno, przy torach krzątają się ludzie. Głównie, jeśli nie wyłącznie, Rumuni. Zajmujemy miejsce w pociągu i jedziemy przez Karpaty.

Pod domami bawią się dzieci, machają nam z mostów na górskiej rzece. Po drugiej stronie czasem przejedzie samochód z pniami drzew, innym razem traktor. Ale poza tym są tylko góry i górska cisza. I pierwsze krople cichego, górskiego deszczu.

Siedzimy sobie niczym z jedności ze świeżym, przenikniętym smutkiem powietrzem. Słychać rozmowy pasażerów, słychać konduktora, wszystko, co nas otacza, jest ponad pełnym pośpiechu zgiełkiem, znanym nam aż zbyt dobrze.

Patrzę na zielone szczyty, na chmury osuwające się po nich niczym białe duchy.

Pociąg się zatrzymuje, do drewnianej budki z napisem WC ustawia się kolejka. Spaceruję z jednego końca pociągu na drugi i z powrotem. Obserwuję ludzi. Oni też tak chodzą, snują się dla zabicia czasu.

Tutejsza cisza jest zupełnie inna niż na Północy, tam niosła ukojenie, tu jest niczym cisza przed nienadchodzącą burzą.

U celu jesteśmy po ponad godzinnej jeździe przez góry. Jest zimno i pada deszcz, ale siedzimy nad rzeką i zajadamy się rumuńskim jedzeniem (znaczy ja jem wyrób pierogopodobny, reszta mięso). Małe dzieci rzucają kamieniami do rzeki, słychać plusk, pada deszcz. Ładnie jest, ładnie.

Droga powrotna niesamowicie się dłuży, wszyscy są zmarznięci, mały brat zasnął oparty na moim ramieniu. Gdy jesteśmy ponownie na stacji, przesiadamy się do samochodu i już sami jedziemy coraz wyżej. Celem jest przełęcz Prislop.

Deszcz już nie pada, otacza nas zieleń drzew, znacznie żywsza. Opuściliśmy smutny Maramuresz, jesteśmy już na terytorium Bukowiny.

Na przełęczy mieliśmy pecha, nie było dla nas miejsca w schronisku i musieliśmy zjechać do Cârlibaby, niewielkiej wsi, gdzie według przewodnika, znajdzie się na pewno nocleg dla zmęczonych turystów. W rzeczywistości nie jest tak łatwo. Gdy tylko udaje nam się znaleźć miejsce, oglądamy bez pośpiechu wieś. Najpierw zachodzimy do kościoła, obok którego znajduje się pomnik polskich żołnierzy, którzy w czasie pierwszej wojny zginęli tu, niedaleko. Kościół jest nieduży, pomnik to w zasadzie mogiła z wieńcami i flagami. I tak wygląda na znacznie bardziej bogaty od domu, który znajduje się za nim. Jest drewniany, pasą się przy nim kozy. 


Wchodzimy jeszcze do małego sklepu i kupujemy batonul copilăriei. To znaczy najpierw kupuje tata, a my próbujemy i po chwili jest ich już więcej. Sam cukier i czekolada, może trochę wanilii. Pycha. Po rumuńsku to jest "batonik dzieciństwa", bo "copi" to "dziecko". Mówiłam, że ładny język?


Po ulicach jeżdżą furmanki, ale do tego już się przyzwyczailiśmy. Na drogę wbiegają krowy (do tego jeszcze nie). I wszędzie panuje cisza.



21 comments:

  1. Kurde, ja chcę w góry. Choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i pobyć sama ze sobą przy pięknych widokach.

    ReplyDelete
  2. Ech, ja też bym teraz chciała...

    ReplyDelete
  3. Kiedy oglądam i czytam Twoje wpisy o Rumunii widzę ile tam przegapiłam ...

    ReplyDelete
  4. Przyznam, że klimacik jest :) Fajne zdjęcia i relacja.

    ReplyDelete
  5. Furmanki, krowy, góry i batoniki, które nawet z opisu wydają się takie retro ;) No pięknie, sielsko! :)

    ReplyDelete
  6. Miejscami wyglądało jak wycięte z podręczników od historii :)

    ReplyDelete
  7. Zdecydowanie! Dzięki wielkie!

    ReplyDelete
  8. Czyli do nadrobienia :) Poza tym i ja wielu miejsc nie odwiedziłam, więc i ja muszę wrócić :)

    ReplyDelete
  9. Wow, super! Zawsze wiedzieliśmy, że Rumuni warta jest odwiedzenia, ale teraz chce się bardziej i bardziej!



    Pozdrawiamy,
    Kasia i Marek z aguadecoco.pl

    ReplyDelete
  10. pierwsze i ósme mają w sobie moc!

    ReplyDelete
  11. świetny klimacik zdjęć z wioski i panów przy pociągu

    ReplyDelete
  12. podlinkowałam Twój wpis na fanpagu Filologii Rumuńskiej na UAMie ;) Koleżanka prowadzi tę stronę i podsyłam jej wpisy z blogosfery na które trafiam :)

    https://www.facebook.com/pages/Filologia-rumu%C5%84ska-UAM-Pozna%C5%84/208328102538281?fref=nf

    ReplyDelete
  13. Radek SiekierzyńskiNovember 5, 2014 at 11:18 PM

    Zapraszam na mojego bloga ro-ma-nia.blogspot.com. Znajdziesz tam opisy kilku miejsc wartych obejrzenia w Rumunii. Pozdrawiam.Radek

    ReplyDelete
  14. Kocham Rumunię! To właśnie po powrocie z Erasmusa postanowiłam rozpocząć przygodę z blogiem :) Zapraszam serdecznie do siebie, znajdziesz tam sporo artykułów o tym pięknym kraju.

    ReplyDelete
  15. No, to niewątpliwie niesamowity kraj :)
    Z przyjemnością zajrzę :)

    ReplyDelete
  16. O ja cię, dziękuję bardzo!

    ReplyDelete
  17. No cóż, w końcu to wciąż Karpaty :D

    ReplyDelete

Dziękuję!