27 December 2014

KATOWICE (I)


Nawet dzieci wiedzą, że z nieznajomymi się nie rozmawia, nie podawać adresu, a już na pewno nie wchodzić do domów. A ja nie dość, że z Zofią pisałam przez jakiś rok, wymieniłyśmy się adresami, wysyłałyśmy listy i pocztówki (ode mnie ze Sztokholmu, Petersburga i z Bukowiny, od Zosi z Nowego Jorku i Armenii), to Zosia zaprosiła mnie do siebie w sierpniu i po powrocie z kursu skałkowego w Jurze wylądowałam na Śląsku. I później byłyśmy we dwie w Krakowie. I było świetnie.
Even small children know, that you shouldn't talk with strangers, give them your address and especially go to their houses. And I was writting messages with Zofia for about a year, we've given each other our adresses, were sending letters and postcards (for Zosia from Stockholm, Petersburg and Bukovina, for me from New York and Armenia) and for the last week of summer holidays I was invited to stay in Katowice, where she lives. After a week of climbing in Jura, I arrived in Silesia. And we were together in Cracow. And it was great.

Gdy przyjechałam było już dosyć późno, więc po przywitaniu się, zostawieniu torby w pokoju i zaparzeniu herbaty wzięłyśmy się za oglądanie zdjęć z naszych podróży (czyt. zdradzanie co będzie w kolejnych postach na blogach), zarówno odbytych dawno temu jak i tegorocznych, opowiadanie niezliczonych historii z drogi i opisywanie dalekich wypraw. 
When I came it was quite late, so after greetings, leaving my bag in a room and making tea, we started looking at pictures from our journeys (which basically means: telling each other what you'll see in coming posts on our blogs), telling uncountable stories from the road and decribing what we've seen.

Następnego dnia obudził nas deszcz, mimo wszystko wybrałyśmy się na krótki spacer po Murckach, jednocześnie największej i najbardziej zalesionej dzielnicy Katowic. Ze względu na pogodę nie zdążyłyśmy zbyt wiele zobaczyć, ale i tak zdążyłam zauważyć, że wbrew obiegowej opinii, na razie Katowice wydają się być całkiem ładnym miastem.
Although on the following day we were woken up by the rain, we went for a short walk in Murcki, which is the biggest and at the same time the most wooded district in Katowice. Because of the weather we weren't able to see much, but for me it was enough to feel, that despite the words of others, Katowice seem to be a nice city.

Na małą wycieczkę krajoznawczą udałyśmy się po obiedzie, kiedy tylko przestało padać. Najpierw na jeden z najczęściej kojarzonych ze Śląskiem element krajobrazu, czyli na hałdę. Pierwszy raz byłam na hałdzie, w ogóle pierwszy raz w tej części kraju (byłam na Islandii, a nie byłam na Śląsku, wstyd!). I szczerze, to trochę inaczej sobie wyobrażałam, ale nie jestem w związku z tym zawiedziona. Moje adidasy chyba też, mogę nawet powiedzieć, że się zaprzyjaźniły z hałdą.
For a small trip we went after a lunch, when it stopped raining. First place we wanted to vist was a mine waste dump (in Polish it's "hałda", I like this name much more). It was the first time I've ever seen it, it was actually my first time in this part of the country (I had visited Iceland before I visited Silesia, that's embarrassing). And actually I had thought it will look like differently, but I was not disappointed at all. My shoes too, I think, they became friends with "hałda".


Potem wróciłyśmy do bardziej zabudowanej części, gdzie Zosia opowiadała, że to jest jeden z najstarszych budynków w okolicy, że tam jest przedszkole, że jak jest takie charakterystyczne "R", to znaczy, że ludzie są za Ruchem (Chorzów), a nie za "gieksą" czyli GKS Katowice i całą masę informacji o gwarze. Okazało się, że mnóstwo słów pokrywa się z warszawską (przez wątek niemiecki - w końcu i Śląsk i Warszawa miały do czynienia z mieszkańcami tego państwa). Taki na przykład klasyczny, warsiaski "wihajster", z niemieckiego "wie heisst er", czyli "jak on się nazywa", a więc nazwa dla wszystkiego, czego się nazwać nie potrafi. I tam też tak mówią. Chociaż moimi ulubionymi słówkami stąd pozostają "szmaterlok" (z niemieckiego "schmetterlig" [szmeterliś] - motylek) i "gynsipympek"(...stokrotka). Dowiedziałam się też, że przyjezdny to "gorol", a tutejszy to "hanys".
Then we came to a more build - up area, where Zosia was teaching me about Murcki - that there is one of the oldest building in the area, that when you see a chara "R" it means, that here fans of Ruch Chorzów are living and that they don't support "gieksa" - GKS Katowice. She gave me also a lot of information about silesian dialect. It's sometimes similiar to Warsaw's sland, due to German episodes in our histories. For example, a word that for me is typical for Warsaw dialect, "wihajster", that cames from German "wie heisst er", which means "what is his name" (so you can call "wihajster" basically everything). And this word you can  also hear in Silesia. My new favourite Silesian words are "szmaterlok" (from German "schmetterlig", butterfly) and "gynsipympek"(...daisy). Now I also know, that person, that came from different part of the country is called here "gorol" and a person, that has been always living here is a "hanys". 






Po powrocie, na zakończenie dnia, Zosia przygotowała kakao. Brzmi banalnie, ale to kakao podróżnicze. Proszek z Brukseli, pianki z Nowego Jorku... było nieziemsko pyszne. 
When we came back, to make the evening perfect, Zosia made cocoa. Sounds like nothing special, but it was traveller's cocoa. Powder from Brussels, marshmallows from New York... it was great.

***
PS. Szukam ludzi, którzy mieszkają w Rovaniemi (nieistotne jak długo) lub okolicy, będą tam w dniach 27.01 - 31.01 i będą mieli trochę trochę czasu wolnego do poświęcenia. Jeżeli znasz taką osobę lub sam/sama jesteś taką osobą, proszę o kontakt mailowy (zu.ganczewska@gmail.com) lub przez facebooka (fb.com/bosagory).
PS. I'm looking for people, who live in Rovaniemi, Finland or near it (doesn't matter how long), will be there between 27.01 and 31.01 and will have some free time then. If you know person like this or you're person I'm looking for, please write e-mail to me (zu.ganczewska@gmail.com) or contact me via facebook (fb.com/bosagory).

16 comments:

  1. +kakao podane w fińskim kubku :D
    Czekam na kolejne wpisy z mojego miasta, bo zapowiada się świetnie :)

    ReplyDelete
  2. Katowice są wg mnie jednym z najbardziej klimatycznych miast w Polsce :), a kakao brzmi bardzo pysznie :D

    ReplyDelete
  3. Katowice, niby takie zwykle miasto, a jak pięknie ukazane przez Ciebie! No i myśle ze to super sprawa, zawierać takie znajomosci! :)

    ReplyDelete
  4. Too bad you are not visiting Helsinki! Still, I hope you're having a wonderful time in Rovaniemi!

    ReplyDelete
  5. toż to jasne, że katowice są super, pamiętam sama jak jechaliśmy tam na weekend i wszyscy się dziwili "a po co do katowic?", a to dla mnie był jeden z fajniejszych wyjazdow w zeszlym roku, ale widzę żemy bardziej w centrum, nie znam murcek. albo murcków. też chcę na hałdę.
    a propo gwary, moze znasz, a jak nie znasz to pewnie chetnie poznasz: gryfnie.com. polecam sklep!

    ReplyDelete
  6. Mam sentyment do Katowic ;)
    Życzę Ci na Nowy Rok wspaniałych podróży, wielu udanych kadrów i właśnie takich sympatycznych ludzi na Twojej drodze. Pozdrowienia!

    ReplyDelete
  7. jaki fajny mural!
    a te marshmallows w kakao mnie oczarowały :3
    mm, szmaterlok, brzmi ślicznie

    ReplyDelete
  8. Pierwsze zdjęcie mistrzowskie :) Dobre kakao to podstawa jak dla mnie, w Polsce ciężko znaleźć takie, które nie byłoby wodniste niestety. Finlandia jest piękna, powodzenia w podróży, ja dopiero na wakacje planuje wycieczki do Skandynawii/krajów nordyckich, o tej porze roku jest tam o wiele ładniej, chociaż i w lato mają swój urok :)

    ReplyDelete
  9. A, no i Twoje w kubku z Leuven, jeśli dobrze pamiętam 😄 dzięki!

    ReplyDelete
  10. I było! Katowice i według mnie takie są 😊

    ReplyDelete
  11. Dzięki! Też tak uważam 😄

    ReplyDelete
  12. I'll be in Rovaniemi in the end of January, but thank you anyway 😄 I'll be also in Helsinki, unfortunately only for a few hours, between flights ROV-HEL and HEL-WARSAW 😊
    Maybe you know someone from Rovaniemi?

    ReplyDelete
  13. Grudnie bardzo gryfne, mam nawet gryfną przypinkę ze szmaterlokiem na torbie aparatowej 😃

    ReplyDelete
  14. Dziękuję bardzo i nawzajem 😊

    ReplyDelete
  15. Obiecuję więcej murali wkrótce 😄
    Mi ze śląskich słówek, to jeszcze "gynsipympek", to jest stokrotka 😍

    ReplyDelete
  16. Dzięki! Fakt, latem może jest lepiej, bo latem jest jasno przynajmniej 🌅

    ReplyDelete

Dziękuję!