21 January 2015

a hudba hraje dál








Czasem zza dźwiękoszczelnych ekranów wyłaniały się (nie)zwykłe domy (nie)zwykłych ludzi i ich (nie)codzienne problemy*, znikający śnieg odsłaniał brunatno - szarą ziemię. Wielkie reklamy korzystały z metrów kwadratowych wolnej przestrzeni; korzystały - bo już przybrały szarą barwę przestrzeni. Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę, blade światła różowego zachodu widniały wciąż jak nieudolnie wytarty rysunek wykonany kredkami świecowymi.
Sometimes we were able see from the road (not)ordinary houses of (not)ordinary people and their (not)ordinary problems*. Disappearing snow showed us brown - grey ground. Enoromous advertisements had been enjoying the free space, had been - as when we saw them, they had already turned into the greyish colours of the area. They sky was more and more dark with every kilometre, pale colours of pink sunset were still up there, like unsuccesfully erased drawning made with crayons.

Samochód jechał przez Czechy. Czechy za oknem nie różniły się w tej ciemności zbytnio od Polski, jedynie ciepło oświetlony Mikulov informował o fakcie zbliżającego się końca ojczyzny Hrabala. Popijałam kofolę, słuchałam Nohavicy, ulubionej Vypsanej fiXy i głośnej ciszy drogi w Europie Środkowej, która roztaczała się dookoła. Idealnej muzyki do robienia rzeczy niewzniosłych.
We were going through Czech Republic. There was no difference between this country and Poland in this darkness, only warmly illuminated Mikulov was showing us, that we were leaving Hrabal's motherland. I was drinking kofola, listening to Nohavica, Vypsana fiXa and loud silence of the road in central Europe. The best music to do things not-lofty.

Gdy w drodze powrotnej powitaliśmy tą samą drogę, świeciło chłodno świeże słońce w pierwszych dniach nowego roku. Na stacji benzynowej sprzedawali wodę z syropem malinowym i cukrem w różowych puszkach z Krecikiem. Im bliżej polskiej granicy się znajdowaliśmy, tym bardziej szare stawało się niebo. Gdy przekroczyliśmy granicę, zobaczyliśmy za oknami padający śnieg. Nawałnica nasilała się z każdym kilometrem, by w końcu rozproszyć się we mgle i bez powodu ustąpić czarnemu niebu z białymi gwiazdami, okraszonemu jedynie szczątkami chmur. Jechaliśmy wtedy niepewnymi drogami, pytaliśmy o drogę niepewnych ludzi.
When we were coming back, we were back on the same road. Fresh sun was shining coolly in the first days of the new year. On the petrol station they were selling water with raspberry syrup and sugar in pink cans with Krtek. The closer to Polish border we were, the more grey sky was. When we crossed the border, it started to snow. The snowstorm was getting more and more serious to disperse in fog and disappear without reason, showing dark sky with bright stars. We were going on uncertain roads, asking for a way hesitant people.

Droga z nizin w góry i z góry znów na niziny zawsze wygląda inaczej. Za każdym razem Nohavica śpiewa inaczej, inaczej gra najbardziej czeskie piosenki Vypsana fiXa. Cisza drogi brzmi inaczej. Inne wspomnienia wracają do głowy, inne skojarzenia na myśl przychodzą. Inni ludzie, inna pogoda. Inne nastroje, inne plany.
The road from lowlands the the mountains and from the mountains to the lowlands always look differently. Every time Nohavica sings differently, differently plays the most Czech songs Vypsana fiXa. Silence of the road sounds differently. Different thoughts, different memories. Different people, different weather. Different plans.

Czechy to najgorszy kraj do przejeżdżania w drodze gdzieś. Za każdym razem mam ochotę przerwać podróż, dokądkolwiek by ona nie prowadziła i zostać w Czechach. Złoty Mikulov skąpany w ciepłym świetle słońca czy ciepłym świetle latarni miejskich; kościół na wyspie, górujący nad czeską Atlantydą.
Czech Republic is the worst country to go through while going somewhere. Every time I want to stop the journey, doesn't matter where and stay there. Golden Mikulov in warm sunlight or illuminated warmly; church on an island, above Czech Atlantis.

Obiecuję sobie, że pojadę kiedyś tylko do Czech. Nie na dwie godziny przy okazji do Czeskiego Cieszyna, ale do Pragi, do Ostravy, do Brna, do Mikulova. Na kilka dni. Co najmniej.
I promise myself, that I'll go one day to Czech Republic. Not for two hours to Český Těšín on the border, , but to Praha, to Ostrava, to Brno, to Mikulov. For few days. Not less than few days.









6 comments:

  1. These are incredible! I know the feeling of passing through a place while you cannot stop for more than a few minutes... car trips can be tiring and a little disappointing when it comes to that. I hope you'll get to visit Czech Republic one day soon!

    ReplyDelete
  2. Thank you Polly! I totally agree with you and I albo hope so :)

    ReplyDelete
  3. Mikulov jest piękny - Czechy ogólnie również ;)

    ReplyDelete
  4. No, zatrzymaliśmy się rok temu na jedną noc i po spacerze w ciemnościach miałam ochotę zostać na co najmniej kilka dni, a po śniadaniu i porannym spacerze, to już nie jechać dalej tylko zostać :)

    ReplyDelete
  5. Praga zajmuje szczególne miejsce w moim sercu więc polecam gorąco

    masz piękne życie:)

    ReplyDelete
  6. Muszę koniecznie, dziękuję bardzo :)

    ReplyDelete

Dziękuję!