18 January 2015

in München (II)


Pierwszy dzień to pierwsze wrażenie, często mylne, bo oparte na pozornym zaledwie zobaczeniu miejsca. Cóż, po trzech dniach nadal ciężko mówić o dogłębnej analizie, ale i tak drugiego dnia zaczęłam zwracać uwagę na zupełnie inne rzeczy.
 First day means first impression, usually wrong as based on a quick look at the place you're in. Well, after three days it's still impossible to talk about detailed analysis, but during the second day I started to see Munich differently.

Do Deutsches Museum dojechaliśmy tramwajem. Nad rzeką drzewa przybierały ciepłe barwy, niewiele wcześniej zaczął się październik. Pod gmachem muzeum stał człowiek z akordeonem. Śpiewał po niemiecku i grał wesołą melodię, pasującą idealnie do kolorowych drzew na drugim brzegu i kontrastującą z szarością architektury i jesiennego przed - deszczowego nieba.
We got to Deutsches Museum by tram. Trees by the river started turning into warmer colours, October had begun. In front of the museum there was a with an accordion. He was singing in German and playing a happy melody, which suited perfectly colourful riverside and made a contrast with grey architecture and grey, pre-rain sky.

Weszliśmy na teren muzeum, szybko odnaleźliśmy kasy, nabyliśmy bilety i weszliśmy do środka. Oczywiście wystawą najbardziej zachwycony był mój brat, ale muszę przyznać, że było ciekawie. Na jednym z pięter ulokowano wystawę dotyczącą latania - od samiuśkich początków do czasów obecnych. Początków, znaczy były nie tylko drewniane maszyny ze skrzydłami z płótna, ale i modele ptaków czy nasionka klonu. To mi się najbardziej podobało, Sz. wolał oglądać samoloty.
We entered the museum, bought the tickets and started our visit. Of course my brother enjoyed it the most, but I must say, that the exhibition was really interesting. On one of the floors there was an exhibition about flying - from the very begining to present. From the very beginning, but not only wooden constructios, also bird's models and maple seeds. That's what I liked most there, Sz. prefered planes. 





Gdy dotarliśmy na najwyższe piętro, wyszliśmy na dach.
When we reached the top floor, we went outside.

Wróciliśmy tramwajem w okolice Viktualienmarktu, obok którego miała się znajdować najważniejsza atrakcja miasta, czyli Świat Milki (Milka Welt) - 500 metrów kwadratowych czekoladowości. Znalezienie tego dosyć sporego obiektu zajęło nam zdecydowanie za dużo czasu, niezbędne było wykorzystanie trzech map (papierowa, ajfonowa i nokiowa), ostatecznie drogę wskazała nam fioletowa krowa stojąca przed budynkiem, w którym znajdowało się więcej sklepów, nie tylko z czekoladą. Gdy weszliśmy do środka, poczuliśmy przepiękny zapach. Bo tyle czekolady w życiu nie widziałam (a poza Milka Weltem byłam jeszcze w londyńskim M&M's i wiedeńskim Mannerze), a już na pewno nie widziałam tyle przepysznej czekolady, fioletowych krów, fioletowych strojów bawarskich i oldskulowych reklam, do tego nie było tak katastrofalnie drogo jak w Londynie, więc zdecydowaliśmy się zabrać trochę (zdecydowanie za mało) tego nieba do Warszawy (bardzo trochę, większość zjedliśmy w drodze). 
We came back to Viktualienmarkt, near it supposed to be located a beautiful place called Milka Welt (Milka's World) - 500 square meters of chocolate heaven. Trying to find this place took us too much time, we had to use three maps (offline, iPhone, Nokia), eventually the way was showed to us by a violet cow. Inside there was of course a lot of chocolate, I haven't seen so much chocolate in my entire life, although I had visited M&M's in London and Manner shop in Vienna. before. Beside obvious objects, there was a lot of violet cows, violet Bavarian dresses and vintage advertisements. And it wasn't as expensive as in London, so we decided to take a small (very small, too small) piece of this heaven home. During our way back it became even smaller.

Po jakże intensywnym zwiedzaniu poszliśmy na obiad, a wracając z niego zaszliśmy do jednego ze sklepów spożywczych (musiałam koniecznie sprawdzić, czy nie sprzedają wegetariańskiego wursta, w końcu być w Niemczech i nie zjeść wursta to jakby wcale ich nie odwiedzić, nie? jak tylko zobaczyłam wegewurst, od razu zmieniłam zdanie. można być w Niemczech i nie zjeść wursta).
After 'exhausting' sightseeing we ate lunch and went to a shop (I wanted to buy vegan wurst, being in Germany and not eating wurst, it's like not being there at all. when I saw vegewurst, I changed my mind immediately).



Po posiłku Pinakoteka - muzeum sztuki. W sumie Pinakoteki są trzy - Alte (stara), Neue (nowa), Der Moderne (nowoczesna). Ze względu na bardzo ograniczony czas wybieram tą, która mnie najbardziej interesuje - czyli ostatnią. Wszystkie trzy stoją blisko siebie, do tego jest jeszcze charakterystyczne Brandhorst Museum i kilka innych, z którymi tworzy monachijską Kunstareal (dzielnicę sztuki). Pinatkothek der Moderne to ogromny betonowy budynek, którego trudno nie zauważyć. Jeżeli ktoś spodziewa się sztuki nowoczesnej "nie wiem czy to już wystawa czy jeszcze remont", to nie tutaj.  Muzeum podzielone jest na kilka części w zależności od dziedziny sztuki. Mi najbardziej zależało na tej nazwanej po prostu Kunst, czyli sztuka, ale udało się jeszcze zobaczyć Design. O ile drugą część przeszłam bez większego zainteresowania, o tyle pierwsza jest niesamowita. Znaleźć tutaj można dzieła pochodzące z okresu modernizmu i ekspresjonizmu (z tych dwóch zdecydowanie bardziej podoba mi się właśnie ekspresjonizm) oraz te zaliczane do sztuki współczesnej. Są tutaj wystawione obrazy najbardziej znanych przedstawicieli swoich kierunków, a więc takich artystów jak Joan Miró,  Salvador Dalí czy Pablo Picasso, Paul Klee oraz Wassily Kandinsky. Wystawa bardzo mi się spodobała, jeżeli kogoś interesuje którykolwiek z tych trzech okresów, koniecznie powinien zobaczyć.
After luch we went to Pinakothek - the art museum. There are three Pinakotheks in Munich - Alte (old), Neue (new) and Der Moderne (modern). Because of time shortage, I chose the one, that interested me the most - so the last one. All of them are located near other museums of art, like Brandhorst Museum, together they create Kunstareal - art district. Pinakother der Moderne is a huge concrete building, which is hard to miss. If someone is expecting contemporary art "I don't know if it an exhibition or a makeover" - you won't see it here. Instead come to see works of art made by such artists like Joan Miró, Pablo Picasso, Paul Klee or Wassily Kandinsky. Or other artist connected to modernism, expressionism or contemporary art. Museum is divided into four parts, but I had a chance to see only two - Design and Kunst (art). First one was a bit boring for me, as design isn't something that interests me so much, but the second one was incredible. Really, if someone's interested in those three periods, should visit Pinakother der Moderne.

Brandhorst Museum



Po spędzeniu czasu w Pinakotece wróciliśmy na chwilę do pokoju, wypisać kartki i odpocząć chwilę. Chwila ta trwała jednak krótko, bo prawie od razu wyszliśmy na spacer, zobaczyć Englischer Garten, Park Angielski. Niebo różowiało, wyglądało to niesamowicie kiczowato, a połączenie tego z parkiem... Jak na pocztówce. Albo i lepiej, w jednej z parkowych altan starszy mężczyzna grał na skrzypcach, jesienne drzewa, eleganckie budynki...
After spending time in Pinakothek, we came back for a while to write postcards and rest. This moment is actually really short, as we left to see Englischer Garten (English Garden). Sky was turning pink, it looked cliché and this park... like on a postcard. Or even better, in an arbour there was a man playing violin and those autumnal trees, and elegant buildings...





Nieco dalej stały kilkuosobowe grupy ludzi, które przy świetle żarówek grały w bule.
A bit farther there were groups of people playing boules in the lightbulbs light.


Wyjście z parku i spacer po paskudnie drogiej części miasta. W witrynach sklepowych ubrania i akcesoria za kilkaset, do kilku tysięcy euro, pod sklepami bezdomni szukający jedzenia w śmietnikach.
Leaving the park and strolling in awfuly expensive part of the city. In shop windows clothes and accesories for hundreds, thousands euro, in front of them homeless people, looking for food in litter bins.

Na chodniku rowery miejskie, fortepian i akordeonista. Po ulicy jeździli rowerzyści i kierowcy beemek. Szybko podjęliśmy decyzję, że lepiej już stąd iść i znaleźć miejsce na kolację.
There were city bikes, an accordionist and a grand piano on the pavemet. On the road there were pople riding their city bikes and drivers with their BMWs. We decided we had better go to find a place to eat the dinner. 





Jeżeli o tą kolację chodzi, to padło na azjatycką knajpkę o uroczej nazwie nam nam. Zjadłam tam przepyszną zupę, oczywiście wegeteriańską, którą zrobiono z takich składników, że samodzielne przygotowanie jej w Warszawie kosztowałoby pewnie parę razy więcej niż zjedzenie jej w Monachium. Bo kosztowała faktycznie niewiele jak na zupę przygotowaną na mleku kokosowym w środku Europy, bo 3€. I do tego przepyszna zielona herbata.
We ate dinner in asian bar nam nam. I ate there a delicius soup, vegetarian soup, which was made from such ingredients, that if I tried to make in on my own in Warsaw, it would have costed much more, than it costed there. And it costed 3€ here. 



Wróciliśmy do pokoju. Zabrałam się za odrabianie pracy domowej i uzupełnianie zaległości (wylecieliśmy w piątek), tata odpalił telewizor, zaczął się mecz Polska - Niemcy. Jak chyba każdy nie wiązałam z nim większych nadziei, co się okazało - wiedzą wszyscy. Słuchanie niemieckiego komentatora, który po drugim golu biało - czerwonych zrozpaczonym tonem mówił, że "polscy piłkarze piszą historię piłki nożnej", było niesamowicie przyjemne.
We came back to the room. I started doing my homework i catching up on school work (we got to Germany on Friday), my dad turned on TV, football match Poland vs. Germany had started. Like everybody I hadn't thought we could even draw, but it finished with the score 2:0 for Poland. Listening to a sad commentator, who was saying that "Polish team writes the history" after second goal scored by our team, was really pleasant. 

8 comments:

  1. nigdy się do monachium nie wybieralam, ale już wiem że gdyby przyszlo mi tam spędzić trochę czasu, to nie byłaby wielka kara ;)
    a były jakies fajne smaki tych milek, niedostępne u nas? zapamiętałaś coś?
    i serduszko przy pinakotece mnie rozbroiło. to ktoś dokleił czy to oficjalne logo? wiem, mogę sobie sprawdzić zanim mi odpiszesz, ale wolę wierzyć że to ktoś dokleił i tak zostalo.

    ReplyDelete
  2. właściwie to nie wiem, ale raczej nie wyglądało na doklejone przez przypadkowego przechodnia :D milek były inne smaki, ale niektóre większość zdążyła wejść przez te dwa miesiące. nie orientuję się czy już są w Pl bąbelkowe ze śmietanką czy z karmelkiem, ale to takie przykładowe. na 100% były takie, których nadal nie ma, ale to musiałabym sobie dokładnie poprzypominać :D

    ReplyDelete
  3. ok, to nie sprawdzam. zostanę przy wersji że to na pewno partyzancki street art ;)

    ReplyDelete
  4. wrzuciłam w szukajkę i wyszła mi tylko cała masa zdjęć bez serducha, więc pewnie masz rację :)

    ReplyDelete
  5. A wonderful tour around München! Those English Gardens look so beautiful with all the lovely autumn colours!

    ReplyDelete
  6. And that pink sky... I regret I hadn't made a short movie, the man was playing his violin so beautifully, it suited the Garden perfectly!

    ReplyDelete
  7. mam 4 wpisy do nadrobienia u Ciebie - uczta:D

    ReplyDelete

Dziękuję!