19 January 2015

in München (III)


Siedzieliśmy w Olympiaparku i powoli oswajaliśmy się z myślą, że za kilka godzin będziemy w Warszawie. We were sitting in Olympiapark, trying to reconcile ourself that we were coming back to Warsaw in few hours. 

Ale zanim mogliśmy się zająć siedzeniem - nicnierobieniem, poszliśmy zanieść walizki do przechowalni na dworcu. Wiele bagaży zostało pozostawionych już dawno temu przez swoich właścicieli, o czym świadczyły kwoty sięgające kilkuset euro na licznikach. Na końcu korytarza złożonego z ułożonych na sobie szafek spał człowiek, poza tym w tej części gwarnego zawsze dworca byliśmy prawie sami.
But before we could sit and do nothing, we had to leave our bags in the luggage room in the railway station. There were lots of bags left by their owners long time ago, which was shown by counters, that had counted few hundreds euros. In the end of the corridor made from lockers, a man was sleeping on the ground, beside him we were nearly alone in this part of crowded station.





Gdy dotarliśmy do Olympiaparku było dosyć wcześnie, więc po krótkim namyśle zdecydowaliśmy, że pójdę z bratem do SeaLife'u, czyli sporego akwarium na terenie parku. Dostaliśmy pieczątki na łapkach i weszliśmy do środka. Po zobaczeniu sztokholmskiego Vattenmuseum nie zachwycał aż tak bardzo.
When we reached Olympiapark it was quite early, so we decided, that me and my brother will go to SeaLife, so a nice aquarium in the park. Well, after seeing Stockholm's Vattenmuseum it wasn't so impressive.

Po wyjściu poszliśmy na wcześniejszy obiad do samoobsługowego baru. Mieli ciachaną marchewkę i lemoniadę w hipsterskich butelkach. Lemoniada była dobra, marchewka mniej, ale lepszy rydz niż nic. Żeby się pocieszyć, poszliśmy na lody. Lody były znakomite, więc wychodzi na zero. 
We went for a lunch to a cafeteria. They had carrots and lemonade in hipster bottles. Lemonade was great, carrots not, but still better this one than nothing. We also bought ice cream near it, they were perfect.

W końcu zdecydowaliśmy, że trzeba było się już dostać na stadion olimpijski, gdzie znajdowała się meta maratonu monachijskiego. Gdy tylko tam przyszliśmy, mieliśmy ochotę uciec stamtąd jak najdalej. Po niesamowicie pozytywnych wrażeniach ze Sztokholmu, kiedy pełen ludzi stadion wiwatował na widok każdego wbiegającego uczestnika, a i sami biegacze się cieszyli z mety (niektórzy nawet aż za bardzo, ale kto by się tam przejmował, w końcu ponad czterdzieści dwa kilometry ganiania po mieście to nie jest spacerek do warzywniaka po drugiej stronie ulicy). A tu...? Niemieckie disco i niemiecki pop, na trybunach pusto. 
We decided, that the moment when we have to come to the olympic stadium had already came. There was the end of Munich Marathon. When we had just came there, we wanted to escape. After great time in Stockholm, where the stadium was full of people, audience was very enthusiastic and even the runners were really happy because of the end of the run (nothing strange, more than forty kilometers isn't a walk to the shop on the other side of the street). And here...? Nearly empty stadium, German disco, German pop.

Gdy tata dobiegł do mety (nie wiem, jak on to robi), poszliśmy znowu coś zjeść, a potem rozłożyliśmy się na trawie nad wodą, czytaliśmy książki i obserwowaliśmy latające obok nas zwierzaki.
When my dad finished running (I still have no idea how he's able to do this), we went to the cafeteria again and after it we sat in the park by the water, we were reading books and observing animals.







Co potem? Wsiedliśmy do metra, podjechaliśmy na dworzec, zabraliśmy bagaże i wsiedliśmy w pociąg na lotnisko. Siedzieliśmy na położonym w odległej części lotniska, na najniższym poziomie i czekaliśmy na samolot. Gdy wreszcie się pojawił i my mogliśmy wejść na jego pokład, zaczęliśmy czekanie na odlot. I czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. I się doczekać nie mogliśmy. I przerażenie i rozpacz, bo to niedziela była, a jak niedziela - to następnego dnia o siódmej rano francuski. Spędziłam czas oczekiwania na nauce ostatnio poznanego czasu i powtarzaniu słówek. Śmieliśmy się, że to przez ten wygrany mecz nas Niemcy nie chcą z lotniska wypuścić, ale po grubo ponad godzinnym siedzeniu na płycie, wreszcie zaczęliśmy drogę powrotną. I tyle. Tak się skończył wyjazd do Monachium. Wiem już, że to raczej nie jest miejsce, do którego powrót będzie mi się po nocach śnił, ale również, że źle nie jest.
What's next? We went to the underground, then changed it to a train to the airport. We were waiting for our flight and when we finally could sit inside our plane, we were waiting for it to depart. We were waiting, waiting and once again waiting. We were laughing as it could be a revenge for a match Polish team won with Germany on the day before, but it wasn't funny at all. It was Sunday, the day after Sunday is Monday and I start Monday with French lesson at seven o'clock. After more than an hour inside the plane in Munich, we started our flight home. And that's all. That's how our trip to Munich finished. 



2 comments:

  1. zdjęcie z basenu i chłopiec z piłką! właśnie nie pamiętałam, czyj tata tak jeździ po europie na maratony, a to Twój. pozdrów tatę. nie korci Cię, żeby biegać też?

    ReplyDelete
  2. korciło. nawet pod okiem taty biegałam :)

    ReplyDelete

Dziękuję!