11 January 2015

{ wszystkie drogi przechowują podróże }


Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w Krakowie. To pewnie było dawno temu, bo nie przychodzi mi do głowy właściwie żadne wspomnienie. Do Krakowa z Katowic jest rzut beretem, a przez autostrady i bardzo tanie busy kursujące na tej trasie nawet bliżej. Przedostatniego dnia mojego pobytu na Śląsku wybrałyśmy się do sąsiedniego regionu.
I don't remember when was the last time I've visited Cracow. It must have been years ago, as I can't think of any memories from that visit. On the last day of my stay in Katowice, we went on a one day trip to this city.

Wstałyśmy wcześniej niż zwykle, śniadanie i już byłyśmy w drodze. Planowanie, szukanie, obmyślanie, czytanie, słuchanie. Pojawiło się miasto na horyzoncie, książka do plecaka, aparaty w gotowości i na ruszyłyśmy przed siebie. Udało nam się wydostać z dworca autobusowego (przez galerię handlową, w której na ścianie było coś na kształt mapy z paroma europejskimi mapami). Kupiłyśmy po bajglu. Albo po obwarzanku. Ewentualnie po preclu. W Warszawie nikt tego nie odróżnia, w szkole tą bułkę sprzedają jako obwarzanek, na centralnym to już precel. Wydawało mi się, że to bajgiel. Wizyta w Krakowie niczego nie zmieniła. Nadal nie widzę różnicy. Seria głupich zdjęć z rzeczonymi, obowiązkowe przy jedzeniu, z możliwie idiotyczną miną (nie martwicie się, nie znajdziecie ich poniżej). Po drodze minęłyśmy malutki sklepik z używanymi książkami za grosze, gdzie kupiłam książkę o Amundsenie, (którą skończyłam czytać w styczniu 2015 :D)
We woke up earlier, breakfast and we were on the road. Planning, searching, thinking, reading, listening. City appeared on the horizon, books to the backpacks, cameras ready and we started our trip. We managed somehow to to get out from bus stop (through shopping center, where was a map with some of the European cities). We bought a "bajgiel". Or an "obwarzanek". Or a "precel". In Warsaw no one knows the difference and so do I. Even now, after visiting it's city. Series of silly pictures with food, obviously taken while eating, with as stupid smile as possible (don't worry, you won't find them below). On the road we visited a small shop with second hand books, where I bought a book about Amundsen (and I finished reading it in January 2015 :D)




Naszym pierwszym celem był Kazimierz, bo blisko, bo ładnie, bo z historią, bo nie tak oblegany jak ryneczek, bo na pewno warto. Czy faktycznie było, to za chwilę. Najpierw trzeba było dojść.
Our first destination was Kazimierz district - it's not isolated (so we didn't have to take a bus or spend a whole day walking), it's nice, it's not as popular with tourists like the most popular part of the city. But firstly we had to get there.


 Kazimierz od razu nam się spodobał. Łatwo było tutaj poczuć klimat, którego szukałyśmy. Ulice nosiły nazwy, które przywodziły na myśl kulturę polskich Żydów, stare synagogi i cmentarze żydowskie, które od razu postawiłyśmy sobie za punkt obowiązkowy wycieczki. Odwiedziłyśmy centrum społeczności żydowskiej (JCC Kraków), które zaintrygowało nas charakterystycznym ogrodzeniem - ze słowami w różnych językach (polski, angielski, hebrajski). W środku rozmawiałyśmy chwilę i ostatecznie wyszłyśmy z kolorowymi pocztówkami, na każdej zilustrowane było jakieś święto.
We found Kazimierz a fascinating place, as it was easy to feel the atmosphere we were looking for. Streets names made us think about Polish Jews, old  synagogues and Jewish cemeteries, that we decided to visit at the very beginning of our stay. We went to Jewish Community Center (JCC Kraków), talked there for a while and left with few postcards illustrating most important Jewish holidays.







Na ulicach było mnóstwo ludzi - turystów z Izraela, ale nie tylko. Mała synagoga, którą wybrałyśmy jako najlepszą do zwiedzania faktycznie była bardzo interesująca, ale gdy po chwili weszła do środka niemiecka wycieczka, wyszłyśmy zobaczyć cmentarz. Z gwarnej ulicy i pełnej ludzi synagogi na prawie pusty cmentarz, jak do zupełnie innego świata. Na nagrobkach poukładane kamyki, delikatny wiatr poruszający szeleszczącymi liśćmi drzew. 
There were lots of people on the streets - mostly tourists from Israel, but not only. A small synagogue, that we had chosen was really interesting, but when after a while a group of German tourists entered it, we left for the cementary. From the hot and full of people streets and crowded synagogue, to a quiet cementary, like to a different world. Stones on tombstones, delicate wind.

Z malowniczego Kazimierza chciałyśmy przejść na drugą stronę Wisły, by dojść do położonego na Podgórzu MOCAK-u, czyli muzeum sztuki współczesnej. Jeszcze w busie przeczytałam, że była tam wystawa poświęcona sztuce ukraińskiej rewolucji, nie trzeba było przekonywać. Adres sprawdzony, trasa ustalona. Nieśpiesznie opuściłyśmy Kazimierz.
From the picturesque Kazimierz we wanted to get to the other side of the Vistula river, to get to located in Podgórze district MOCAK - Museum of Contemporary Art. While we had been in the bus, I'd read that there's an exhibition about art of Ukrainian revolution. 



Podgórze było inne, bez zwiedzających. Od razu po przejściu na drugą stronę po Moście Powstańców Śląskich (!), rzucił nam się w oczy charakterystyczny pomnik. Metalowe krzesła ustawione na Placu Bohaterów Getta. Bo te krzesła to na pamiątkę ludzi mieszkających w krakowskim getcie i tych, którzy stali się ofiarami likwidacji dzielnicy żydowskiej w 1943 roku.
Podgórze was slightly different from Kazimierz, with no tourists at all. We passed the river on the bridge and the first thing that made us stop were metal metal chairs on one of the squares, to commemorate people living in Cracow's ghetto and those, who were victims of the Jewish district liquidation in 1943.


Znalezienie MOCAK-u zajęło nam dłuższą chwilę, nie tylko dlatego że nie potrafiłyśmy, ale na naszej trasie co i rusz pojawiało się coś ciekawego. Najdłużej stałyśmy chyba pod muralem z tytułami książek, szukając różnych pozycji. Gdy wreszcie dotarłyśmy na miejsce, zdałyśmy sobie sprawę, jak fatalną pomyłkę właśnie zaliczyłyśmy. Był poniedziałek. W poniedziałek wszystkie muzea są zamknięte. Gratulacje. Upamiętniłyśmy tylko nasze przybycie kilkoma zdjęciami i zaczęłyśmy powolną drogę powrotną na dworzec autobusowy, zjadając jeszcze po drodze obiad. 
Finding MOCAK took us some time, mainly because there were so many interesting places on our way. We spent a lot of time by a mural with book titles. When we finally got to the museum, we realised how big mistake we had made. It was Monday. On Mondays all museums in the country are usually closed. Congratulations. We took some pictures and started going to the bus stop slowly. 





Ale co mi się najbardziej spodobało w całej dzielnicy, to był mural z... wierszami islandzkich i krakowskich poetów. Wprawdzie mam coś podobnego w Warszawie, na stacji metra Świętokrzyska, nawet jeden wiersz, mój ulubiony, się pokrywa, ale jeżeli chodzi o przedstawienie, to nie bez żalu oznajmiam, że dwa - jeden dla Krakowa.
But what I liked most here was a mural showing... poems by Icelandic and Cracow's poets. Actually there's somthing similiar in Warsaw, on a metro station, Świętokrzyska and even one poem, my favourite one, it's in both cities, but as in Cracow it looks better, then the final score is 2 - 1 for Cracow.


Do dworca nie udało nam się już iść okrężną drogą i aby zdążyć na autobus, przeszłyśmy przez rynek. Nie zatrzymywałyśmy się tam jednak na dłużej.
As we were in hurry in order to get to the bus stop on time, we had to go through the most famous sights. 












Kraków żegnałyśmy z uśmiechami, ale i trochę z melancholią. Mój ostatni dzień w południowej Polsce, następnego dnia czekało mnie pakowanie i długa droga pociągiem (już to kiedyś zauważyłam, ale z Kato do Wawy jest zdecydowanie bliżej niż z Moskwy do Petersburga, ale jedzie się dłużej) do domu. Patrzyłyśmy na zapalane w oddali światła miasta, słuchałyśmy początkowo przyjacielskich sprzeczek, a potem pijackiego darcia się i rzucania "niewybrednymi" słowami.
 We were leaving Cracow with smiles, but also with a bit of melancholy, as it was my last day in southern Poland, on the following day I had to come back to Warsaw. We were looking at the light of that city, which are so far from me right now and listening to friendly arguments (in the beginning, in the end it was drunk shouts with lots of not-actually-nice words).

Teraz jest chyba najlepszy moment, aby podziękować raz jeszcze Zosi i Zosinym Rodzicom za ugoszczenie mnie w Katowicach i pokazanie nowego dla mnie wówczas kawałka kraju. Dziękuję bardzo i do zobaczenia!
So, now is probably the best moment to say "thank you" to Zosia and Zosia's Parents once more, for making my stay in Katowice so nice and showing me something new in our country. Thank you and see you again soon (I hope)!

Widziałyśmy się potem (ja, Zo i jej Mama) w Warszawie na Wachlarzu, gdzie Zosia mówiła mądre rzeczy, a ja siedziałam i słuchałam. To było bardzo przyjemne. Była panda grająca na ukulele, byli fajni ludzie mówiący ciekawe rzeczy, a po wszystkim miało się ochotę tak, jak się wtedy było, po prostu wyjść i ruszyć w świat.

PS. Zosia też opisała naszą wizytę w mieście ze smokiem.
PS. Zosia also wrote about our visit in the city with a dragon (only in Polish, but she made nice pictures, some of the places she captured you can't find here).

PPS. I'm working on a photography project about winter. I'm looking for people, who live in Rovaniemi, Finland (or near it) and will be able to meet between 27.01. and 31.01.2015. If you are or you know someone who is, please, write and e-mail to me (zu.ganczewska@gmail.com) or via facebook. Thank you.

20 comments:

  1. To ja Tobie dziękuję Zuziu za wspólnie spędzony fantastyczny tydzień :)
    Do zobaczenia w Warszawie (?) :))

    ReplyDelete
  2. oj, w krakowie już po doroslemu i z aparatem bylismy w 2012 i wtedy mi się podobało, ale zdjęcia za słabe żeby wrzucać. pojechałabym chętnie jeszcze raz, zwłaszcza że widze u Ciebie sporo rzeczy których nie widziałam wtedy. szkoda że na zakrzówek nie pojechałyście, polecam jak nie wiem co!
    a chcę powiedzieć, że w poznaniu też są murale-wiersze!

    ReplyDelete
  3. aha, aha i jeszcze zapomniałam dodać że pierwsze zdjęcie z butami lajkuję od serca. wtf? lubię takie historie do dopowiedzenia.
    i widziałam też że widziałyście auschwitzwieliczka bałki, też muszę zobaczyć na żywo.

    ReplyDelete
  4. Mieszkam na co dzień w Krk i w zupełności się nie dziwię, że podczas zwiedzania omijałyście Rynek szerokim łukiem :) Ja też idę tam, gdy już naprawdę muszę :) A zdjęcia bardzo klimatyczne, a z cytatami <3

    ReplyDelete
  5. ale ja wiem, że do poznania to koniecznie się wybrać trzeba, nie musisz mnie już przekonywać :P mało czasu było, myślałyśmy jeszcze o paru innych miejscach, ale kilka godzin to tyle co nic...

    ReplyDelete
  6. próbowałam sobie nawet do nich jakąś historię dokleić :D

    ReplyDelete
  7. dawno nie bylam w Krakowie, a pojechalabym. Wstyd jak niewiele Polski zwiedzilam. odkladam to troche na potem, blizej nie okreslone potem.

    ReplyDelete
  8. Lubię chodzić na Kazimierz, zwłaszcza o porannych godzinach gdy nie ma za wielu ludzi... I zawsze się tam trochę gubię xD A Rynek omijam szerokim łukiem wrr. Nigdy nie mogę zrozumieć jak można iść tam na spacer O.o Podgórza jeszcze nie zwiedzałam z aparatem, muszę to nadrobić. A wiesz, wbrew pozorom Nowa Huta (właściwie Stara Huta) jest bardzo ciekawym miejscem. Mieszkałam w tej części miasta przez pół roku i teraz brakuje mi tych równych linii, szerokich chodników i trawników. Tam wszystko ma swoje miejsce i jest pełne harmonii. Polecam, jakbyś jeszcze zawita w te strony :)

    ReplyDelete
  9. ech, w sumie to i ja wbrew pozorom nie za dużo widziałam...

    ReplyDelete
  10. Hutę też chciałyśmy zobaczyć (po tych dwóch postach: http://duze-podroze.pl/nowa-huta/ i http://joannagaluszka.blogspot.com/2014/03/my-space-nowa-huta.html), no ale czasu mało. Nadrobimy!

    ReplyDelete
  11. Oh, how lovely! The first photo of you two together and the one of your delicious pastries!

    ReplyDelete
  12. Thank you! Those pastries are called 'obwarzanki' or 'precle' or 'bajgle', and yes, they're really tasty!

    ReplyDelete
  13. ja totalnie nic nie widziałam i się nie wstydzę :P byłam może w 5 miastach wojewódzkich poza Krakowem, no i oczywiście w górach bardzo. Moje wytłumaczenie to "kiedyś jeszcze będzie okazja" :D

    ReplyDelete
  14. e, ale ja bym chciała tyle miejsc zobaczyć i moja lista dozobaczeniowapolska skróciła się o jedną pozycję, Katowice, przez ostatnie parę lat, więc wiesz...

    ReplyDelete
  15. Jestem w Krakowie tak często a nie pamiętam kiedy wybrałam się na spacer :) Pora nadrobić zaległości, Kraków jest przecież taki piękny!

    ReplyDelete
  16. Może to tak jest, że im częściej się jakieś miejsce odwiedza, tym mniejsze prawdopodobieństwo wybrania się na spacer? Może chodzi o to, że jak się człowiek najeździ, to ma poczucie, że już zna to miejsce...

    ReplyDelete
  17. Powiem Ci dla mnie Kraków nigdy nie był niczym szczególnym, miliony razem jeździłam tam w ramach szkolnych wycieczek, potem pełno znajomych wyniosło się tam na studia więc znałam go od dawna tak jakbym tam mieszkała i powiem Ci, że ostatnio jak tam jeżdżę to po prostu siedzę w domu u znajomych, pijemy piwo, jemy pizzę i generalnie nie ruszamy się z kanapy co w sumie nie jest fajne i warto to zmienić. Muszę obudzić w sobie potrzebę spacerowania ;)

    ReplyDelete
  18. W takim razie obawiam się, że będę miała tak samo z Warszawą :) No cóż, w takim razie pozostaje mi życzyć chęci do zobaczenia niezobaczonego i poznania nowych miejsc w pobliżu dobrze znanych :)

    ReplyDelete

Dziękuję!