18 March 2015

On the road { Suomi osa IV }

Lista rzeczy, które można zobaczyć zimą w Rovaniemi jest (pozornie) krótka. Na domiar złego, u świętego Mikołaja byliśmy dwa lata wcześniej, skutery czy długie wybieganie z pieskami jest za drogie, a do kopalni ametystów jest ponad 100 kilometrów. A ja cały czas niekoniecznie mogę jeździć na nartach (a już tym bardziej na biegówkach). I mój brat jest chory, więc ktoś z nim powinien zostać przy dłuższych wyjściach. Pakujemy się więc do auta i jedziemy przed siebie, w poszukiwaniu wodospadu Auttiköngäs.
List of things you can do in Rovaniemi is (seemingly) short. And we visited Santa two years ago, snowmobile tours and trips with husky dogs are too expensive and the amethyst mine is more than 100 km away. And I'm still unable to ski (especially cross - country). And my brother's ill, so someone must stay with him. So we drive to find Auttiköngäs falls.

Biało. Droga zlewa się z niebem, otaczają ją ze wszystkich stron drzewa. Niedługo po opuszczeniu miasta nie towarzyszy nam w podróży już nikt. Nawet renifery wydają się nieśmiałe wobec całego świata, bo tylko małą gromadkę zauważam na granicy zamarzniętego jeziora i lasu. Przy drodze stoją czerwone, drewniane przystanki, na których nikt nie czeka na autobus. Przez okna pojedynczych domów nie widać zapalonego wewnątrz światła. Cisza.
White. It's impossible to find the border between the road and sky. Just after leaving the city, we don't have any company. Even reindeers seem to be shy to the world, as we've only seen few in front of the woods, by a frozen lake. There are red, wooden bus stops near the road, in which no one is waiting for a bus. In the windows of single houses I can't see light. Silence.


Mijamy Autti, niewiele dalej skręcamy i jesteśmy już na parkingu. I tu - nic. Po dłuższej chwili, spędzonej na błądzeniu w śniegu, okazuje się, że zobaczyć wodospadu właściwie się nie da. Bo most jest właśnie na etapie powstawania (mróz, sypiący śnieg, lód, środek zimy). Można się przedostać na drugą stronę? No w sumie to nie. Chociaż... chodźcie, pomogę wam. Tylko bądźcie ostrożni! Jeden z budujących most odpowiada na nasze pytania i pomaga nam przedostać się na drugą stronę rzeki. A dalej - śnieg po kolana (a jak ktoś jest sprytny tak jak ja, to może nawet do połowy ud), z białości wyłania się jedynie ciemna rzeka. Idziemy dalej, w końcu zza drzew możemy dojrzeć wodospad - niestety nie w pełnej okazałości, ale i tak robi wrażenie. 
We pass Autti by, turn and we're on the parking. And here - nothing. After a while, spent on walking around in the snow, we realize that it's impossible to see the waterfall today, as the bridge is actually coming into existence at the moment (freezing cold, falling snow, ice, winter). Can we get to the other side of the river? Well.... unfortunately no... But.... come with me, I'll help you. Please, be careful! One of the men building the brigde comes to us, answers our questions and helps us to cross the river. And there - snow up to the knees (if you're as smart as I am - then up to thighs), from the whiteness appeares only dark river. We're going forward, finally we can see the waterfall - unfortunately not in it's all glory, but it's impressive anyway.



Wracamy powoli do Rovaniemi, ale w drodze zajeżdżamy jeszcze na kawę. W końcu jesteśmy w państwie, które szczyci się największym na świecie spożyciem tego napoju per capita. A ja do tej pory piłam wyłącznie muminkową herbatkę w kubeczku w domku, więc czas najwyższy w końcu się napić. Do tego jeszcze robi się coraz ciemniej, więc pomimo wrażeń, powieki stają się troszkę cięższe... Zatrzymujemy się w dosyć mizernie wyglądającym punkcie. W przydrożnej kahvili siedzi jedynie Fin w granatowo - jaskrawożółtym kombinezonie roboczym. Dopija kawę, odkłada kubek na ladę, rzuca w przestrzeń kiitos i wychodzi. Wkrótce pojawia się sprzedawca, znudzony, wąsaty Fin. Mówimy, co chcemy, płacimy i dostajemy instrukcję: tu macie mleko, tu macie kawę, tu macie ciastka. Proszę, to są wasze kubki i to są wasze talerze. Nalewam sobie troszkę kawy i zalewam zimnym mlekiem. Pisałam nie dalej jak w ostatnim poście, że nie lubię kawy. Tutaj nie dziwią mnie ani trochę te wypijane hektolitry. Napój jest przez mleko zupełnie zimny, ale wypijam cały kubek i zjadam mało eleganckie ciastko, po czym z nowymi siłami ruszamy do domu.
We're slowly coming back to Rovaniemi, but we decide to go for a coffee before we reach our destination. Well, we're in a country, where people drink biggest amount of coffee per capita in the world. And I have been drinking moomin tea all the time, so now I have to give it a try. It's getting darker, so despite any impression, I feel like my eyelids are becoming heavier. We stop at a small kahvila, where there's only one man inside - a Finn in navy blue - vivid yellow dungarees. He finishes his coffee, leaves his cup on the counter, says kiitos and leaves. Soon the coffee seller appears. He looks bored and he's got moustache. After saying, what we would like to eat and drink, after paying, we get the instructions: here's milk, here's coffee, here are cakes. Here you are, these are your cups and your plates. I pour some coffee into a cup, then a lot of cold milk. In the last post I wrote, that I don't really like coffee. Here I'm no surprised at all with litres of coffee drunk by Finns. My coffee is not warm, but I drink whole cup and eat not impressive cake. Then, with new energy, we come back home. 





Jest jeszcze wcześnie, więc wybieramy się jeszcze do Arktikum, muzeum arktycznego w Rovaniemi. Jeżeli ciekawi Was historia skuterów śnieżnych, to proszę bardzo (nie mówcie, że Was nie interesuje, stare skutery śnieżne wyglądają świetnie). Saamowie - są. Zorza polarna - jest (chlip, chlip). Nawet jeżeli chcecie posłuchać odgłosów wydawanych przez pardwę mszarną - tutaj możecie (nie mówcie, że nie chcecie, posłuchajcie). Dla zafascynowanych historią są zdjęcia Rovaniemi po samej wojnie (to znaczy tego co z Rovaniemi zostało) czy informacje o wojnie zimowej. Jest o faunie, o florze, o ludziach, o klimacie, o ekologii, o wszystkim, co wiąże się z pięknym hasłem ARKTYKA.
It's quite early, so we decide to go to the Arktikum, Arctic museum in Rovaniemi. If you're interested in snowmobiles history - here you are (don't tell me you're not, old snowmobiles look great). Sami people - they're here. Nothern lights - they're here (don't cry). Even if you would like to listen willow ptarmigan's call - it's here (don't tell me you don't want to do it, just listen). For those interested in the history - there are pictures how did Rovaniemi look like after the war (or: how did look like what was left from Rovaniemi) and information about the winter war. You can learn here about fauna & flora, people & climate, ecology and basically everything, that's connected to beautiful word ARCTIC. 

Gdy kończymy zwiedzanie, nie ma jeszcze osiemnastej, więc wyruszamy na kawę i ciastko. Zanim jednak zaczniemy szukać otwartej kawiarni, kupuję sobie paczkę lukrecjowych cukierków (salmiakki forever!). Miasto jest opustoszałe, w jedynej otwartej kawiarni połowa stolików jest pusta. Przy głównym placu (Lordin aukio) jedynie pokryte solidną warstwą śniegu rowery.
When we finish our visit at Arktikum, it's not even 6 p.m. yet, so we go for a coffee and something sweet. But before we start looking for it, I buy myself some liquorice candies (salmiakki forever!). City is empty, in only open cafe, there's no one sitting by half of the tables. On the main square (Lordin aukio) there are only bicycles covered with snow. 

 

14 comments:

  1. brr ale zimno :D nigdy nie wierzyłam w świętego Mikołaja, ale i tak z chęcią odwiedziłabym jego rejony. Finlandię kocham miłością platoniczną ze względu na Włóczykija i miłość mojej około 13-letniej wersji do jednego fińskiego złowieszczowzrocznego wokalisty :D Jak już zarobię miliony - pojadę tam, ale raczej latem, najlepiej na białe noce :) Śliczne zdjęcia <3

    ReplyDelete
  2. dziękuję :) e, na Finlandię nie trza milionów, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest wśród państw nordyckich najtańsza (nie mówię, że tania, ale w porównaniu z Norwegia wypada elegancko). Włóczykij jest świetny, napisałam o nim kiedyś nawet wypracowanie na próbnym egzaminie z polskiego (i potem wszyscy brali mnie za wariatkę, bo jako jedna z nielicznych nie pisałam o Rudym :)) Latem jest pięknie! Zresztą jesienią i na wiosnę też. Cóż to za złowieszczowzroczny wokalista? ;)

    ReplyDelete
  3. mnie ledwo stać na Polskę, więc wszystko co nordyckie musi poczekać :P a złowieszczowzroczny wokalista to Ville Valo ;) znany najbardziej z grupy HIM, ale kiedyś też przysłałam Ci jeden jego utwór po fińsku :D

    ReplyDelete
  4. no tak, on jest dosyć mocno złowieszczowzroczny :D

    ReplyDelete
  5. kocham czytać o Twoim podróżach.

    ReplyDelete
  6. The darkness and the snow of winter... a different world, yet truly beautiful!
    Visit us during the summer next time!

    ReplyDelete
  7. u Ciebie zawsze śnieżnie :D a ja będę w Filandii w pierwszy dzień lata, bilety już kupione! :D

    ReplyDelete
  8. ale super! będzie przepięknie, na pewno!

    ReplyDelete
  9. zobaczę białe noce po raz pierwszy! cieszę się bardzo :3

    ReplyDelete
  10. Byłam w Rovaniemi kilka lat temu latem. Trwał tam wtedy dzień polarny i wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zazdroszczę zimowej opcji :) Spotykacie czasem na drodze renifery?

    ReplyDelete
  11. dwa lata temu ciągle wbiegały na drogę, półtorej roku temu byliśmy trochę bardziej na północy w lecie (od Ivalo do Knivsjelodden i Vardo, już w Norwegii) i wtedy też tak było (zresztą są na blogu zdjęcia, lipiec i sierpień 2013), ale właściwie tylko raz, ale to może dlatego, że de facto większość czasu spędzaliśmy na Ounasvaarze, czyli na pagórku po drugiej stronie Kemijoki, oraz w Rovaniemi (przynajmniej ja) :(

    ReplyDelete

Dziękuję!