29 May 2015

No love in Wroclove



Przyjechałam w nocy z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja, po wyjściu z samochodu widziałam jedynie ciągnące się zakłady pogrzebowe. Znalezienie hostelu i zostawienie w nim bagaży nie trwało długo, było więc wpół do dwunastej w nocy, gdy pojawiłam się na Rynku Starego Miasta. Wraz ze mną znajdowało się tam wielu ludzi, głównie pijanych. Udało mi się właśnie znaleźć najgorszy moment na zwiedzanie dużego polskiego miasta.
I came in the night, from 30th April to 1st May (or: in the night before May Weekend), just after leaving the car I saw only funeral homes. Finding the hostel and leaving the bags inside didn't take much time, so it was half past eleven in the night, when I appeared on the Old Town Square. There was a lot of people there, mostly drunk. I had found probably the worst time to visit a Polish city.

Rano, mieliśmy ze sobą przywieziony z Warszawy przewodnik, niewielką czerwoną książkę z mnóstwem kolorowych karteczek samoprzylepnych. Zaznaczone: podwórka Dzielnicy Czterech Świątyń, karteczka jaskraworóżowa, sztuka uliczna. Wchodziliśmy po kolei do każdego; rozbite butelki, coś rozlanego na chodniku, smród. W końcu znaleźliśmy to zaznaczone - skupisko ładnych murali i neony. To jednak za mało, żebym mogła polubić to miasto. Może gdyby było pierwsze, gdybym przyjechała koło siedemnastej, zobaczyła najpierw kilka murali. Może. Gdyby. A może nie.
Morning, we had a guide we had bought in Warsaw, a little red book. Marked: yards of Four Temples' District, marked with pink paper - that's street art. We entered few yards; broken glass bottles, something spilled on the pavement, awful smell. Finally we found the one we were looking for - a collection of nice murals, neon signs. Not enough to make me like this city. Maybe if it had been the first place I'd visited here, maybe if I had came at five o'clock p.m., seen firstly few murals. Maybe. If. Or maybe not.
Na śniadanie polecone w przewodniku bajgle w zatłoczonej kawiarni. Kilka razy przejście dla pieszych, którego pokonanie w wyznaczonym czasie w tym mieście graniczy z cudem. Ponownie Stare Miasto, widziane dzień wcześniej po raz pierwszy budynki, przytłumione przez ciemne, deszczowe chmury. Pierwszego maja obchodziła niewielka grupa pracowników z flagami Ruchu Sprawiedliwości Społecznej pod sklepem Małpka, głos z megafonu mieszał się z donośnym głosem przewodniczki oprowadzającej niemiecką wycieczkę po Breslau. Starówka jest spora, jednak podczas napraw i remontów zachowuje niewielką cześć podkreślanego w przewodnikach i broszurkach, na stronach internetowych i blogach, uroku. Dzień wolny od pracy, maszyny trwają na miejscu niedotykane przez nikogo, ignorowane. Byłam tam po raz pierwszy, wrócę pewnie nieprędko, stan aktualny przyjęty za permanentny. Wrocław ma piękne Stare Miasto! ktoś powie, gdzieś przeczytam. Dobrze wiedzieć.
For breakfast we had bagels in a crowded cafe. Few times we crossed the roads and we were again in the Old Town, seeing buildings seen for the first time on the previous day, then subdued with dark clouds. First of May is here celebrated by few people with flags of Social Justice Movement, standing in front of "Monkey" supermarket, voice from the megaphone mixed with German guide, telling the history of Breslau. Old Town is quite big, but then it was renovated and I could see only a little bit of it's famous "beauty and charm". It was 1st May, no one had even touched those machines, they were standing still in one place, ignored. I was there for the first time, I won't come back very soon, state actual is for me permanent. Wrocław has got a beautiful Old Town! someone says, I read somewhere. Good to know.

Na wieżę jednego z kościołów wspinamy się bez zapału, mijamy pozostawione dawno temu przedmioty i zakurzone pudła w nieodwiedzanych częściach. Mostek Czarownic - brzmiało intrygująco, okazało się zatłoczoną kładką z widokiem na miasto. Przecisnąwszy się przez Starówkę, doszliśmy do niewielkiego parku i pałacu, brat bawił się na placu zabaw. W kurtkach przeciwdeszczowych i z parasolką, oglądanie skąpanej w deszczu Renomy (od zewnątrz) i jednej z kawiarni (od wewnątrz). Bardziej interesujący jest Dworzec Główny, pod bogato zdobionym dachem ludzie czekający kolejce po BigMaka i frytki. Konduktor rutynowo przechadzał się po eleganckim peronie, podróżni z gitarami przesiadują po ścianami głównego holu. Ładnie.
We climbed the stairs of one church's tower without enthusiasm, pass by things left there long time ago. Witches Bridge sounded intriguing, it turned out as a crowded foot-bridge with a view at the city. After crossing the Old Town we found a park with a playground. In rainproof jackets and with an umbrella, we passed by Renoma and stayed in a small cafe for a while. More interesting was Wrocław Central Station, under ornamented roof people were wainting for their BigMac's and chips. Conductor routinely walking around, travellers with guitars sitting on the ground. Looks nice. 

Z ulicy wychodzili ludzie, po obu stronach ulicy - pomnik anonimowych przechodniów. Neony. Neony. Neony. Odbicia w szklanych fasadach budynków. Deszcz ustaje po obiedzie, kotlecie jaglanym z marchewką i groszkiem popitych kompotem.
People were going from the ground, on both sides of the road - a monument of anonymous passer-by. Neon signs. Reflections in glass fronts of the buildings. It stopped raining after dinner, millet chop with carrots and green peas.

Na plus: udało mi się znaleźć sklep ze słodyczami, gdzie sprzedają SuperSalmiakki od Fazera. W wersji sokeriton, bezcukrowej. Doskonałość prosto z Północy za niecałą dychę per paczuszka.
Something positive: I've managed to find a shop with sweets where I could finally buy Fazer's SuperSalmiakki. And they were sokeriton, sugar-free. Perfection from the North for nearly ten złoty per package.

Po Ostrowie Tumskim nie spodziewałam się niczego spektakularnego, w końcu już jeden widziałam (i pamiętam, powtarzam po przewodniczce - Ostrów od wyspy i tumski za katedrę). Na zewnątrz turyści, uginający się od kłódek most, słychać muzykę. W środku cisza - ludzie się modlą, do środka wpada niewiele światła.
I hadn't been expecting much about Ostrów Tumski, at least I've already seen one (and, as far as I remember, I repeat after guide - Ostrów means island, Tumski means cathedral). Outside tourists and a bridge, nearly falling down due to the amount of locks on it, I could hear the music. Inside silence, people were praying, there wasn't much light.

Tramwaj i Hala Stulecia, opuszczana posiadaczy gitar. W tym roku bez rekordu, mogłam zabrać swoją. Ale to już trochę za późno, kilka spojrzeń na charakterystyczny budynek, ponownie tramwaj. Wysiadka przy muzeum, ale do niego dopiero następnego dnia, wtedy - Panorama Racławicka. Błądziłam pomiędzy ludźmi, tracąc powoli czucie kierunku. Otaczał mnie obraz, a ja nawet nie byłam w stanie powiedzieć, gdzie wkracza rzeczywistość. Umiejętna instalacją, manewrowanie światłem. Gdzieś w tle słychać głos z nagrania, który szczegółowo objaśnia symbolikę i historię każdej czapki, każdego munduru, każdego drzewa.
Tram and Centennial Hall, left by guitars' owners. This year no record was broken, I could have taken my own. But it was all a bit too late, just a look at characteristic building, tram again. We left near the National Musuem, but we had it planned for the following day. Then - Racławice Panorama. I was walking between people, losing direction. I was surrounded by a painting and I was unable to tell where it ends. I could hear a voice telling meaning of every person on it.

W tramwaju było wielu ludzi, zresztą nic dziwnego. Po dzielnicy zakładów pogrzebowych jeżdżą samochody z transparentami Kukiza i Brauna, temu drugiemu towarzyszy muzyka oznaczana w podręcznikach jako patriotyczna. Zanotuję - Wrocław, majówka i wybory prezydenckie to nie jest dobre połączenie. Właściwie w okresie przedwyborczym nie polecam odwiedzin we właściwie żadnym z polskich miast. Ani miasteczek. Ani wsi. W Warszawie narzekałam, że jednocześnie nakłaniają mnie do podpisania się dla kandydata chcącego uczynienia Polski monarchią absolutną i wybrania na mojego kandydata w dniu każdym Jana Pawła II. Nie uciekniesz, trzeba by było za granicę jechać. Są chwile, w których bycie dzieciakiem jednocześnie cieszy i frustruje. To właśnie taki moment. 
Tram was crowded, nothing strange. In Four Temples' District there were cars with posters of president election candidates Kukiz (Right) and Braun (Very Far Right). I'll write later - Wrocław, May weekend and president election is not a best match. To be honest I do not recommend visiting any Polish city just before elections. And any town. And any village. In Warsaw I kept complaining, that at the same time people are trying to tell me, that helping to candidate for person, who thinks, that monarchy is the best for Poland, is the best thing I can do and telling me, that I should choose John Paul II in everyday's choices. You can't runaway from it, the only possibility is going abroad. Sometimes being a child makes me happy and angry at the same time.

W każdym razie po pierwszym dniu we Wrocławiu miałam mieszane uczucia, ostatni raz tak było w Monachium, ale to były zupełnie inne uczucia, nie ma co porównywać. Tutaj było jednocześnie źle, średnio i dobrze.
After a first day in Wrocław I had mixed feelings, last time I had them was when we visited Munich, but they were much different. Here everything was at the same time good, average and bad. 




















6 comments:

  1. Haha, to elegancko! Byliśmy następnego dnia w Muzeum Narodowym, będzie o nim trochę w kolejnym poście, bo zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

    ReplyDelete
  2. Ja się wybrałam do Wrocławia wcale nie w lepszym momencie, na początku grudnia zeszłego roku kiedy jeszcze nie było zimy a już nie było jesieni. Całkiem spoko się bawiłam. To prawda, że tak naprawdę przeskakiwałam z jednego Starbunia do drugiego, ale jednak było fajnie :D

    ReplyDelete
  3. Może właśnie o to chodzi? Że Wro jest fajne i przyjazne właśnie przy takim zwiedzaniu?

    ReplyDelete
  4. cały wpis czekałam na wielka woltę i się nie doczekałam ;d
    mi wrocław za pierwszym razem spodobał sie ogromnie. za drugim razem - o wiele mniej. niezgłębiony jest fenomen pierwszego wrażenia. dlatego boję się wracać do miejsc, jeśli plan wycieczki miałby się powielać.
    a gdzie byliście drugiego dnia? nadodrze było?
    niezmiennie - zuza, zapraszam do poznania! ;)

    ReplyDelete
  5. Nadodrze było i nie ukrywam, że spodobało mi się chyba najbardziej. U mnie z drugimi razami jest z reguły odwrotnie, cześciej podobają mi się wtedy miejsca bardziej niż za pierwszym, tak było na przykład z Łodzią, która po pierwszej wizycie mnie nie zachwyciła, a jak byłam tam w sobotę, to cały czas myśle jakie to fajne miasto. Za zaproszenie do Poznania bardzo dziękuję, na sto procent skorzystam, tylko jeszcze nie wiem kiedy 😉

    ReplyDelete
  6. i love your writing and photography so much x


    sydsense.blogspot.com

    ReplyDelete

Dziękuję!