19 June 2015

Małopolska (or: the last time we travelled together)

 Dziwne uczucie właściwie. Tak, jakby dopiero co się wszystko zaczęło, a nie trwało prawie trzy lata.
 That's a strange feeling. Like something has just started. Not lasted for three years.
Krótko? Krótko, chociaż to właściwie raczej względne. Prawie ćwierć życia. Nieważne. W każdym razie już zaczęło się zacierać dlaczego i kogo nie lubisz, przynajmniej wtedy miałam takie wrażenie, dosyć przyjemne. W końcu jeszcze zostało trochę czasu, jeszcze tydzień, jeszcze będziemy tęsknić i żeby móc opowiadać, jakich to się miało fajnych znajomych. I żeby po przypadkowych spotkaniach gdzieś w Warszawie pójść razem na kawę i powspominać z łezką w oku, chociaż przez ten cały czas nie zawsze się na to zanosiło.
Not that long? Depends. Anyway, it started to blot out who you don't like and why, at least then I felt like that. Now we still have some time left, whole week, we'll miss each other and tell others, how great friends we used to have here. And after we meet someone by accident somewhere in Warsaw, we'll go to a cafe and we'll recall those gymnasium times, although it hasn't seemed to happen all the time in last three years.

Wyjechaliśmy z miasta rano, po kilku godzinach byliśmy w Niepołomicach. Było gorąco, świeciło ostre słońce, a my zwiedzaliśmy. W obserwatorium było ciekawie, przewodnik opowiadał z zainteresowaniem. Na zamku nie było już tak świetnie, w jednej chwili przypomniały mi się wszystkie określenia stereotypowego mieszkańca tego regionu: flegmatyczny, popadający w samozachwyt, zapatrzony w siebie. Galeria była mała, ale zwiedzanie trwało zbyt długo. Poszłam potem z J. i K. zobaczyć kościół, otoczony przez dzieci w białych komunijnych strojach. Korzystaliśmy z wolnej chwili i dużo rozmawialiśmy, w końcu byliśmy kilkaset kilometrów od Warszawy i miejskich problemów, które nareszcie mogliśmy odsunąć na dalszy plan. Na chwilę, ale to i tak dobrze.
We left the city in the morning, after few hours we were in Niepołomice. It was hot outside, sun was harsh and we were sightseeing. Visit in an observatory was interesting, our guide was telling about solar system in an interesting way. But in the castle it wasn't that good, in a moment we recalled all stereotypes about people from Lesser Poland: flegmatic, self-enchanted. The art gallery was small, but we've spent there too much time. Later I went with J. and K. to see the church, in which there was a lot of children in white dresses and suits. We've spent all our time to talk, we were few hundreds kilometers from Warsaw and city problems, about which we could finally forget. For a while, but it's still good.

Z okna pokoju należącego do mnie i trzech innych dziewczyn widać było delikatesy w Żegocinie i góry. Niewysokie pagórki, ale lepsze to niż nic. Zdałam sobie sprawę, że nie zabrałam ładowarki do aparatu z domu, trochę słabo, ale nic się nie stało. (Starczyło spokojnie.)
From a window of a room, that belonged to me and three other girls, we could see a shop in Żegocina and mountains. Not that high hills, but that's better than nothing. I've realised I hadn't taken battery charger for my camera, but it wasn't that bad. 
Teatr Słowackiego zrobił na nas ogromne wrażenie, ale podczas przedstawienia udało nam się o nim zapomnieć. W końcu nie było miejsca na nogi, pachniało średnio przyjemnie, nie było niczego widać ani słychać. Po półtorej godziny w autokarze z Żegociny do Krakowa i długim, mimo wszystko ciekawym zwiedzaniu tego miejsca czekaliśmy na coś spektakularnego, a tu nic. Na obiad trzy kawałki pizzy na Starym Mieście, potem czas na spacer z J. dookoła. Najgorsze co można zrobić w upalny, letni, słoneczny dzień w Krakowie: pójść na Stare Miasto. Za dużo ludzi - turystów, naciągaczy, sprzedawców, wciskaczy ulotek. Dzikie tłumy. Zero autentyczności. I patrz pod nogi, bo jeszcze są gołębie. Zwiedziliśmy podziemia Rynku. Nie było źle, tylko znów zbyt długo. Lepiej byłoby pójść na Kazimierz. Albo rzucić okiem na Podgórze. Jedyny plus - w podziemiach jest nieco chłodniej. Gdy płynęliśmy statkiem po Wiśle mijaliśmy ludzi na kajakach czy siedzących tłumnie na trawie nad rzeką, czy jeżdżących na rolkach/desce/rowerze ludzi. Chciałam się z nimi zamienić. U nas wszyscy grali w karty, w makao chyba. Chłopcy puszczali muzykę z telefonu, Radioactive Imagine Dragons. Powrót do pokojów nostalgiczny i spokojniejszy, zachodzące nad pagórkami słońce, blednące światła miasta, miasteczek i wsi. Lubię ten widok.
We were really impressed by Słowacki Theatre, but during the performance we forgot about it. No space for legs, not nice smell, no view, no sounds. After one hour and a half ride from Żegocina to Cracow and interesting anyway tour, we expected something spectacular. For dinner, three pieces of pizza in the Old Town, later a walk with J. around. Probably the worst thing you can do on a warm sunny day here: go for a walk in the Old Town. Too many people - those trying to sell something to you even if you really don't want it, tourists, people giving leaflets. Crowds. Zero authenticity. And look down, there are pigeons. We visited also Rynek Underground. It wasn't bad, it took just too long (again). We should have gone to Kazimierz district or take a look at Podgórze. One good thing about it: under the ground it was a liitle bit less hot than above. When we were on a boat on Vistula river, we were passing by kayaking people, sitting on the grass by the river or riding bike/skateboarding. I wanted to be on their places. Here everyone was playing card game, Mau Mau as far as I remember. We were listening to music from boys' louspeaker. Radioactive by Imagine Dragons. When we were coming back to our rooms, we saw sunset behind the hills, fading lights of city and villages. I like this nostalgic and calm view.

Następnego dnia Bochnia, kopalnia soli. Zjazd na dół był świetny, dla dzieciaka z Mazowsza kosmos. Szybki marsz szybem i przejazd kolejką, odlot. Potem było kilka multimedialnych atrakcji i gra zespołowa, wszystko prawie zepsuły. Komputer mam w domu, a kopalni nie. Wieczorem znowu teatr i znowu za mało miejsca na nogi, ale przynajmniej sztuka w Teatrze STU warta fatygi.
On the following day we went to Bochnia, to the salt mine. Going down was pretty exciting, especially for a child from Mazovia. Fast walk in the pit shaft and a  ride on a mine train, great. Then were few quite different attractions (mainly computer projections), which had ruined nearly everything. I've got a computer at home, really. But I don't have a mine that close to me. In the evening theatre (not enough space for legs. again.), fortunately the performance in STU theatre was good.

Powrót do stolicy z dwoma przystankami. Zamek w Wiśniczu robi wrażenie, nie tylko dlatego, że w środku jest chłodniej, ale też sam w sobie ciekawy. Co innego Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie (przez Jędzrzejów przebiega osławiona Siódemka, jeśli ktoś nie czytał książki Szczerka właśnie o niej, proponuję nadrobić). Powiedzieli nam wcześniej, że to muzeum zegarów, ale zasadzie było to muzeum "chcieliśmy-założyć-muzeum-ale-nie-wiedzieliśmy-czego-więc-założyliśmy-muzeum-wszystkiego". Cześć z zegarami słonecznymi była nawet znośna, ale cała reszta ani trochę.
We came back to the capital city with two stops. Castle in Wiśnicz is impressive, not only because inside is a little bit colder than it's outside, but it's also interesting itself. Well, unfortunately I can't say the same about Przypkowscy Museum in Jędrzejów. We had been told earlier, that this is a clock museum, but to be honest it was "we-wanted-to-have-a-museum-but-we-had-no-idea-what-kind-of-museum-we-wanted-so-we-made-everything-museum". A part with sundials wasn't that bad, but the rest...

W wielkim mieście byliśmy ponownie z małym opóźnieniem. Co po podróży? Poczucie źle wykorzystanego czasu. Nie zmarnowanego, źle wykorzystanego. Tyle ciekawych rzeczy można robić w Krakowie. TYLE. A my mimo to nie zobaczyliśmy prawie niczego. Ale nie ma co narzekać, w końcu byliśmy razem w drodze po raz ostatni.
We were back in the city later than we expected. What after trip? A felling of time spent in not the best way. Not wasted. You can do so many great things in Cracow. SO MANY. And we had seen nearly nothing. But there's no reason to complain, at least we were together there. For the last time.















8 comments:

  1. Smutek. Takie skojarzenie nasuwa mi się po lekturze tego wpisu.
    Fotografie również są bardzo specyficzne w swym ponurym klimacie, aczkolwiek bardzo mi się podobają. Tylko...wciąż czuję ten chłód i przeszywający smutek.

    ReplyDelete
  2. Twoje zdjęcia wydają się być takie chłodne, a tak często piszesz o uporczywym upale. Rynek w Krakowie najlepiej oglądać w godzinach porannych i najlepiej wtedy gdy pada :D Szkoda że nie zabrali was na Kazimierz, bo to tam widać historię tego miasta. Rynek jest bardzo podporządkowany turystom, ostatnio gdy z koleżankami chodziłyśmy po klubach karaoke w sobotni wieczór - w każdym dominowali Anglicy. Aż czasami dziwnie usłyszeć, w tych stronach, język polski ;)

    ReplyDelete
  3. I remember the trips we took in high school; there was always too little time and too much to see. Still, I'm sure that eventually you'll just remember the good things about this trip. Besides, you've come home with some beautiful pictures!

    ReplyDelete
  4. I think I'll do so, anyway thanks for those nice words :)

    ReplyDelete
  5. Całe szczęście byłam na Kazimierzu rok temu w wakacje, więc chociaż niewiele tam wtedy zobaczyłam, to i tak lepsze to niż nic.

    ReplyDelete
  6. Czy ja wiem czy smutek... Jakoś trochę może melancholijnie-nostalgicznie, może...

    ReplyDelete
  7. e, mowisz że źle wykorzystany czas, ale bardzo grubo przedstawia się Wasz program ;) w bochni nie byłam, ale wieliczka z tego co pamiętam jest naprawdę na wielkim propsie. właśnie chciałam napisac, że wycieczki są od tego żeby zwiedzać rynki, zamki i koscioły a nie kazimierze, ale przypomniało mi sie, że sami bylismy na kazimierzu w drugiej liceum. tak czy tak, wycieczka zorganizowana to jedna z niewielu okazji żeby zwiedzic z przewodnikiem i cos na tym skorzystać - pod warunkiem, że sie bedzie słuchało. ja teraz żaluję, bo za mało się pod tym względem przygotowuję do wyjazdów.

    ReplyDelete
  8. byłam i w Wieliczce, i w Bochni, i obie wydały mi się średnio ciekawe. szczególnie przy porównaniu na przykład z Kaczyką (ta w Rumunii, gdzie kiedyś pracowali polscy górnicy). co do czasu: mieszkaliśmy w żegocinie, ponad godzinę drogi do krk, pół godziny do bochni. przy czym jeszcze mieliśmy dużo czasu w pokojach, zmarnowaliśmy czas na sztukę w słowackim. naprawdę, mieliśmy niesamowitego pecha co do przewodników, bo nawet jeżeli mówili ciekawe rzeczy, to nie dało się na tym skupić, bo mówili o tym w niesamowicie nudny sposób. a co do rynku: gdybym miała taką możliwość, odeszłabym jak najdalej od niego. naprawdę, to jest dramat. i to nie tylko dla turysty - hipstera. a rynków i kościołów z przewodnikiem nie zwiedzaliśmy i tak :D

    ReplyDelete

Dziękuję!