27 August 2015

Cold sea | 3

Siedzimy  w autokarze, kilka osób przysypia, na horyzoncie pojawia się woda, nagle słychać tylko radosne okrzyki. Morze!
We're sitting in the bus, few people are sleeping, then we can hear only joyful shouts. Sea!

Zatrzymujemy się i czekamy wpatrzeni w wybrzeże po drugiej stronie ruchliwej ulicy. Potem nasz nowy przewodnik prowadzi nas nad rzekę, tak się wiosłuje do przodu, tak do tyłu, tak się skręca, tak się zatrzymuje, to dosyć proste. Wsiadamy do kanadyjek i płyniemy przed siebie. Pływałaś kiedyś? pyta M., pewnie, że pływałam, ostatni raz rok temu. Na pomoście czeka V., on nie pływał. Nigdy? Nigdy. 
Płynie się dobrze, czasem rzeka przypomina jedną wielką łąkę. Na brzegu czasem widać charakterystyczne domki. Jest tak cicho. Nad wodą stoi krowa, taka jak na pocztówkach ze Szkocji, V. cieszy się, to jak, to jak! Mamy płynąć do trzeciego mostu, minęliśmy dwa na samym początku, i gdzie jest ten trzeci? przecież tutaj nie dało się nigdzie skręcić! niecierpliwi się M., ale nie zmienia to faktu, że możemy jeszcze wiosłować i wiosłować...
We stop and wait, looking at the shore on the other side of the road. Later, our new guide takes us to the river, that's how you paddle forward, backward, how you turn and stop, that's quite easy. We sit in canoes and paddle forward. Have you ever done this before? asks M., of course I have, last time a year ago. V. is waiting for us, he hasn't. Paddling is really enjoyable here, sometimes river looks like a meadow. There are characteristic houses on the banks. It's so silently here. There's a highland cow, the one from Scottish postcards, V. shouts, it's yak! it's yak! We have to paddle until we reach third bridge, first and second we passed in the very beginning, where's the third one? it was impossible to turn anywhere! M.'s impatient, but we can paddle and paddle...

I to się jednak też kończy, ścigamy się z jednym z pozostałych kanu na końcowym odcinku. Na brzegu czekamy na resztę, odpoczywamy krótką chwilę, sprawdzamy rowery i jedziemy. Prosto przed siebie, spokojnie i bez pośpiechu. Najpierw po długich i szerokich ścieżkach rowerowych, potem przez las. Jedzie się świetnie, a gdy widzimy miejsce, gdzie na weekend rozbijemy namioty, wszyscy cieszą się jak dzieci.
But it's another thing that finishes, we're competing with other canoe's group in the end. On the bank we're waiting for the rest, have a rest for a short while, check the bicycles and go ahead, without hurry. Firstly on the wide and long cycling routes, then through the forest. Cycling here's great and when we see a place, where we'll be camping in the weekend, we're happy like small children.

Zostawiamy rowery przy niskim ogrodzeniu i biegniemy nad samo morze. Póki nie przyjedzie P. z naszymi małymi plecakami i wielkimi namiotami, siedzimy na kamieniach i patrzymy przed siebie. Widać na horyzoncie most łączący Danię i Szwecję na cieśninie Sund, widać też idący powoli w naszym kierunku deszcz, nasz pierwszy, prawdziwy duński deszcz, jednocześnie u nas świeci słońce.
We leave our bicycles by a small fence and run to the sea. Until P. cames with our small backpacks and big tents, we're sitting on the stones and look at the sea. We can see the bridge to Sweden on Sund strait and the rain, that is slowly coming towards us, our first real Danish rain. At the same time we have sun here.

Rozbijamy trzy wielkie namioty prawie na samej plaży, przygotowujemy obiad w małym, drewnianym domku z trawą na dachu. Gdy wszystko jest już prawie gotowe i większość z nas stoi na zewnątrz i rozmawia, zaczyna padać. Ktoś szybko chowa pozostawione na zewnątrz plecaki do najbliższego namiotu, a obiad jemy w środku. 
We put up three huge tents nearly on the beach, make the dinner in a small wooden cabin with grass on the roof. When everything is ready and we're standing outside, it begins to rain. Someone takes our backpacks to one of the tents and we eat the dinner inside.

Na wieczór nie ma planów, na plaży więc płonie nieduże ognisko. Wszystko wygląda znacznie lepiej niż na pocztówkach.
We haven't got any plans for evening before, so now there's a small bonfire on the beach. Everything looks better than on any postcard.

***
Śniadanie jemy z widokiem na przystań, wszyscy jedzą na koniec chleb z pålægschokolade, naszymi ukochanymi czekoladowymi plasterkami, smakują doskonale. Zostawiamy rzeczy w namiotach, bierzemy rowery i jedziemy. Przez las, potem niewysokim klifie nad pustą plażą. W końcu dojeżdżamy do niewielkiej wsi, jak z obrazka, pełnej małych, drewnianych domków. Niedaleko przystani jest plaża, tam na białych kamieniach i w czystej, lodowato zimnej wodzie bawią się blade dzieci z niemalże białymi włosami. Świeci słońce, ale nie ma upału, jest za to cicho, zresztą jak zawsze.
We eat our breakfast with a view at the harbour, in the end everyone's eating bread with pålægschokolade, our favourite chocolate pieces, they taste perfectly. We leave our things in tents, take our bikes and go. Through the forest, on a small cliff above empty beach. Finally we reach a picturesque village, full of wooden houses. Near the harbour there's a beach, there, on white stones and in cold water, are pale children with nearly white hair. Sun is shinig, but it's not too hot, it's silently, as usual.

Po powrocie na kemping jemy lekki lunch i chwilę odpoczywamy w namiotach. Po upływie kilkudziesięciu minut zostajemy wezwani na tył drewnianej chatki, gdzie szukamy pianek w odpowiednim rozmiarze. Idziemy boso do przystani i zajmujemy miejsca w łodzi hybrydowej. Wpływamy do morza, wiatr bawi się naszymi włosami. Jesteśmy daleko od brzegu, znacznie lepiej stąd widać most nad Sundem, widać też biały klif Stevns Klint, o wszystkim opowiada przewodnik. Mogę poprowadzić? pyta A., pewnie, odpowiada przewodnik, ja też chcę! ja też chcę! wołają potem wszyscy. Mijamy kościół, przed którym kiedyś był cmentarz, a dziś już jest tylko biały klif i woda. Siedzę z tyłu z kilkoma dziewczynami, od bryzgającej wody wszystko mamy już mokre. Choć jest stosunkowo głęboko, widać piaszczyste dno i pływające w pobliżu klifu meduzy. Gdy zbliżamy się do plaży, przewodnik pyta, czy nie chcielibyśmy na przykład popłynąć sobie do brzegu. No ba, pewnie! Wskakujemy do morza i płyniemy wpław na kemping. 
After coming back to the campsite, we eat light lunch and have a short rest in our tents. Later we're told to find for ourselves some wetsuits. We walk barefoot to the harbour and sit in rib boats. We sail into the sea, wind is playing with our hair. We're far from the shore, the view at the bridge on Sund is much better, we can also see Stevns Klint cliff, our guide is talking about everything we see. Can I drive? asks A., sure, says the guide, me too! me too!, everyone's shouting. We pass by a church, in front of which there used to be a cemetry, but now there's only white cliff and the sea. Although it's quite deep here, we can see sandy bottom and jellyfishes close to the cliff. When we're nearly on the beach, guide asks us, if we want to swim to the shore. Of course we want. We jump into the freezing cold water and swim to the campsite.

Wieczorem jest taki ładny zachód, siedzimy w naszym namiocie i rozmawiamy do późna.
The sunset is really nice, we're sitting in the tent and talking for a very long time.



***
Nasz ostatni dzień nad morzem, wszystkich ogarnia nostalgiczny nastrój, do tego jest całkiem chłodno. Po śniadaniu i pålægschokolade słyszymy, że mamy znowu założyć pianki. O, to dzisiaj jeszcze będziemy na morzu? Będziemy. Kanadyjki? Kajaki. Kajaki, na Bałtyku. Trochę wieje i znosi w stronę brzegu. Jest za to przestrzeń, lodowata woda, delikatne kołysanie na niedużych falach. Spokój - znowu, nie ma pośpiechu. Nikt nie wpada do wody, a jakby nawet wpadł - to co? I co się tutaj liczy, właściwie jesteśmy tu sami, sami z Bałtykiem i tą bladą ciszą, rozciągającą się po horyzont, otaczającą nas ze wszystkich stron.
Our last day in the seaside, everybody feels nostalgic, it's also a bit cooler than the day before. After breakfast and pålægschokolade we hear, that we have to put on wetsuits again. Oh, are we going to the sea today? Yes, we are. Canoe? Kayak. We'll be kayaking on the Baltic. It's a bit windy, so we're moving to the shore all the time. But there's space, cold water, subtle waving on small waves. Peace - again, there's no place for hurry. No one's falling into the water and even if it happened - then what? And what matters here, we're all alone, alone with Baltic and this pale silence.

 Po powrocie na brzeg i ściągnięciu kajaków na plażę znowu wsiadamy do łódek, tym razem zabieramy też specjalny materac z linką i uchwytami. Oddalamy się od brzegu, podczepiamy materac. Wychodzimy z łodzi, trzymamy uchwyty. Płyniemy szybko, coraz szybciej, w końcu spadamy. Siedzimy wtedy wszyscy w wodzie, piaszczyste dno kilkanaście metrów pod naszymi stopami, płyniemy nieśpiesznie w stronę łodzi, zresztą i tak po nas przypłyną, najwyżej jak się nieco zbliżą, wtedy można podpłynąć, tutaj jest bardzo przyjemnie. Nie widać ryb, nawet tych malutkich, które małe dzieci bawiące się w Zatoce Gdańskiej zawsze próbują złapać małymi rączkami i nigdy im się to nie udaje, bo są takie malutkie i szybko pływają, szybko traci się je z oczu, tylko tutaj nie ma ich wcale. Meduzy były spory kawałek dalej i tutaj naprawdę jesteśmy sami.
After coming back to the beach we are again in the rib boats, this time we take a special matress with us. We go further from the shore and rope the matress to the boat. Me and two other people go off the boat and hold the matress. We're sailing faster and faster, finally we fall. So we're staying now in the water, sandy bottom few meters below our feet, we're swimming slowly toward to boat, they'll go to us anyway, when they're closer, then we can swim, being here's really enjoyable. We can't see any fish, even those small ones, that children playing in Gdańsk Bay are always trying to catch and they never succeed, because they're so small and they're fast. Even jellyfishes were quite far from here and we're here alone.

Gdy potem płyniemy do brzegu, w samych piankach, w kapokach niewygodnie, to płyniemy jak najciszej, to wydaje się być naturalne, tylko niepewne narzekanie na zmarznięte stopy, pianka kończy się na kostkach. Chmury na niebie są szare i chłodne.
When later we're swimming to the beach, only in wetsuits, it's uncomfortable in life-jackets, we're doing it quietly, it feels naturally, only unsure complaining at cold feet, wetsuits end at ankles. Clouds are grey and cool.

Wyjście na brzeg jest jak powrót do rzeczywistości, K. woła nas na lunch, już jest gotowy, pożyczam szampon i lecę umyć głowę po raz pierwszy od przyjazdu nad morze pod prowizorycznym prysznicem, jedynym na cały kemping na ścianie chatki, przede mną kilkuosobowa kolejka, za mną też czekają, woda nie była podgrzana, i tak cieplejsza niż w morzu, śmiejemy się.
Coming back to the shore is like coming back to the real world, K. tells us, that lunch is waiting for us, I borrow hair shampoo and go wash my hair for the first time in the seaside under the shower on the wall of the cabin, the only one for the whole group, there are few people waiting in a queue in front of me and behind me, water wasn't heatened before, it'still warmer than in the sea, we're laughing.

Namioty złożone, jesteśmy gotowi do drogi. Jesteśmy? Zostało jeszcze pożegnanie z plażą, Strøby strand.
Tents are back in bags, we're ready to go. Are we? Only saying goodbye to our beach, Strøby strand and we're leaving.



No comments:

Post a Comment

Dziękuję!