05 September 2015

Danmarksfilm | 4

Roskilde spodobało mi się jeszcze podczas niedzielnej wycieczki, ale gdy tydzień później otwieram drzwi mojego pokoju w hostelu, nie spodziewam się, że będzie tak dobrze.
I've liked Roskilde since Sunday's trip, but when a week later I'm opening door to my room in youth hostel, I don't expect how great it will be.


W pierwszej chwili cieszy nas własna łazienka z ciepłą wodą, potem dopiero widok z okna, barierki na piętrowych łóżkach i wielka Björk przy samym wejściu. Dopiero po jakimś czasie zauważamy, że właściwie to cały nasz pokój i cała klatka schodowa wytapetowane są podobiznami artystów, nazwami zespołów i scenami z festiwalu Roskilde. Danhostel Roskilde Vandrerhjem, jakby ktoś pytał.
In the beginning we're excited to have out own bathroom with warm water, then barierrs on bunk beds, view from the window and Björk near the doors. After some time we notice, that actually whole our room and staircase have artists, names of bands and scenes on the walls. Danhostel Roskilde Vandrerhjem, if someone wanted to know.

Roskilde jest wielkości podwarszawskiego Pruszkowa (z reguły porównuję nieduże miasta do Pruszkowa, a duże do Warszawy). 
Roskilde has approximately the same amount of citizens as Pruszków near Warsaw (I usually compare small cities and towns to Pruszków, bigger ones to Warsaw).
 
Dzisiaj macie czas wolny do osiemnastej, bo wtedy jest obiad w pierwszym budynku, potem też możecie robić co chcecie, tylko bądźcie w pokojach przed dwudziestą trzecią, bo jest cisza nocna, jutro śniadanie o dziewiątej.
Today you have free time until 6 p.m., dinner is in the first building, then you can do whatever you want, just be in the hostel until 11 p.m., because then you must be silent in your rooms, tomorrow breakfast is at nine o'clock.

Rozkładamy bagaże na wolnym łóżku, dłuższa chwila na zaaklimatyzowanie się w nowym pokoju. Siedzimy przy niedużym stole, patrzymy przez okno, w końcu rzucam hasło chodźmy się przejść, wstaję, biorę aparat, telefon do kieszeni, K. szybko ocenia, czy będzie dziś padać, nie będzie, bierze tylko telefon, zakładamy bluzy i idziemy. Mieszkamy w samym porcie, pierwsze kroki kierujemy w stronę morza. Potem w górę, pozwalamy na zgubienie się wśród niewysokich domów otoczonych kwiatami, chodzimy prawie pustymi ulicami. 
We put our bags on an unoccupied bed, spend a while in the room. We're sitting by the table, looking through the window, I take my camera, put my phone in a pocket, K. is wondering if it's going to rain, no, it won't, she takes only her phone, we put on sweatshirts and go out. We're living now just in the harbour, we go firstly to he sea. Then uphill, allowing ourselves to get lost between one-storey houses surrounded by flowers, we're strolling around on nearly empty streets.

***
Rano idziemy do położonego w sąsiedztwie Vikingeskibsmuseet, Muzeum Łodzi Wikingów. Najpierw w drewnianym miasteczku bawimy się w konstruowanie małych łódek z kawałków drewna, patyków i papieru, ale nie mamy cierpliwości do wiercenia otworów. Po kilkunastu minutach słyszymy wołanie przewodnika, słuchamy instrukcji, zakładamy kapoki i idziemy na jedną z łodzi w muzealnym porcie. Szybki podział zadań i instrukcja wiosłowania, oddalamy się od brzegu. Niezdarnie i nierówno wiosłujemy przez chwilę, w końcu odkładamy wiosła i słuchamy poleceń. Ty ciągniesz za tą linę po prawej, ty trzymasz tam, ty uważaj na głowę. Niedługo płyniemy z wiatrem w stronę portu.
In the morning we're going to the Vikingeskibsmuseet, Viking Ships Museum, located in our neighborhood. Firstly we're constructing small boats from small pieces of wood, sticks and paper, but we're not patient enough to drill holes. After few minutes we hear our guide, we listen to the instruction, take life-jackets and go to one of the boats in the museum harbour. We split into groups and listen how to row, then we farther from the shore. We're rowing irregularly for a while, finally we leave rows and listen to instructions. You have to pull this rope on the right, you have to hold this one and you - watch out. Soon we're again sailing to the harbour.

Później jesteśmy w okazałym głównym budynku muzeum, przez okna widać morze i szare chmury, czeka na nas przewodniczka, ma wielką torbę wypchaną ilustracjami i przez ponad pół godziny opowiada nam o wikingach. Duńscy przewodnicy potrafią opowiadać w pasjonujący sposób, w zasadzie tylko raz przez dwa tygodnie zwiedzania zdarzy się inaczej. Więc słuchamy historii o mieszkańcach Roskilde sprzed tysiąca lat, o statkach, które przewrażliwieni zdobywcy zatopili na dnie fiordu, by ich Roskilde nigdy nie podzieliło losu atakowanych przez nich miejsc. O pochodzącym z Norwegii Eryku Rudym, który wygnany po morderstwie zamieszkał na Islandii, tam po krótkim czasie dopuścił się kolejnego, ponownie został wygnany i znów to samo, znajduje nowe miejsce, nikogo tam przed nim nie było, nazywa je Grenlandia. Eryk miał syna, Leifa, Leif dopłynął do Ameryki, prawie pięćset lat przed Kolumbem. W takim razie, dlaczego mówi się o tym dopiero teraz? ktoś zapytał, przewodniczka opowiada o runicznych wiadomościach, które nigdy niczego nie wnosiły, dopiero jak udało się znaleźć pozostałości po osadach, dopiero wtedy potwierdziły się teksty sag.
Later we're in a huge main building of the museum, through the windows we can see sea and grey clouds above it, guide is waiting for us, she has bag full of illustrations and for ore than half an hour she's talking about vikings. Danish guides can really interestingly, actually only once it'll happen differently so we're listening now to stories about citizens of Roskilde from before thousand years, about ships, that afraid of being conquered conquerors had sunk in the fjord, so what had happened to other places, would have never happen to Roskilde. About Norwegian Viking Erik the Red, who after being banished due to murdery, moved to Iceland, where after a short time he did the same thing again and again, then he found a new place to live, where no one had been earlier, he named it Greenland. Erik had a son, Leif, Leif sailed to America, nearly five hundred years before Columbus. So why people have know about this for such a short period? someone asked, guide tells us about runic messages, that we're not giving us any information, that the leavings of first villages confirmed what was written in sagas.

Mieszkańców denerwowało, że podczas połowów na Roskilde Fjord zamiast ryb wyławiali stare deski, ale tylko czekali aż wyschną, potem palili, kiedyś ktoś nawet podobno złowił drewniany łeb, ale też spalił, po latach ktoś zgłosił, wyłowiono je i złożono, trzy statki, potem rekonstrukcje, stoją w porcie.
Citizens of Roskilde were angry, that during fishing in the Roskilde Fjord instead of fish they found old pieces of wood, but they just had to wait until they're dry and burn them. Rumour has it, that someone has even found a wooden head of a dragon, but also has burnt it. After many years someone reported about the wood on the bottom, so people took them out and put together, then made reconstructions, they're in the harbour now.

Na lunch wracamy do hostelu, potem przez najbliższy park, Byparken, następny, czyli Folkeparken, czeka na nas kilka osób, gramy razem w piłkę, jeździmy na dziecięcych rowerkach po parkowych alejkach, uczymy się chodzić po slackline rozciągniętym między drzewami. Do centrum w tę stronę, po spotkaniu pytamy o drogę. Błądzimy po uliczkach, dwie godziny mijają na włóczeniu się mieście. Powrót: od katedry, Roskilde Domkirke, do morza w dół, prosto.
For the lunch we come back to the hostel, later through the closest park, Byparken and next one, Folkeparken, where few people are waiting for us, we're playing football together, riding chlidren's bikes, learn to walk on slackline. To the centre this way, we hear in the end. We're strolling around for two hours. Coming back: from cathedral, Roskilde Domkirke, to the sea, straight down.

Po obiedze K. chce wysłać pocztówki, na recepcji słyszy, że najbliższa skrzynka w centrum. Jest kwadrans do siódmej, opustoszałe uliczki, powolne wieczorne słońce.
After the dinner K. wants to send postcards, she's told, that the closest post box is in the centre. It's quarter past seven, there's nearly nobody on the streets, the evening sun is slowly going down.

Siedzimy potem w porcie, z nogami zwieszonymi nad wodą pełną małych meduz, słuchamy dźwięków kończącego się spotkania w miasteczku w Vikingeskibsmuseet.
Later we're sitting in the harbour, with our legs above water full of small jellyfishes, we're listening to the sounds of an ending meeting in Vikingeskibsmuseet

W nocy leje, pierwszy raz porządnie, dłużej niż 10 minut.
It's rainy in the night, for the first time longer that ten minutes.



***
Jest taka ładna pogoda i tak łatwo się wstaje, śniadanie, pålægschokolade, kubek kawy z mlekiem i idziemy do centrum, trzeba w końcu kiedyś to Roskilde porządnie zwiedzić, zaliczyć najważniejsze punkty na listach, muzeum już odhaczone, teraz przyszła pora na katedrę. Siedzimy więc w kościelnych ławach, trzy słowa wstępu i zaczynamy. Przewodniczka przechodzi szybkim krokiem, omija mniej ciekawe fragmenty historii. Opowiada o freskach, które zostały zamalowane na biało, w tym o jednym, przedstawiającym małego, zielonego diabełka, o monarchach, monarchiniach, książętach, księżniczkach i księżnych pochowanych w katedrze, o trumnie dla panującej królowej. Po wyjściu z klasztoru schodzimy pod ziemię, tam też jest kościół, tylko znacznie starszy. Żegnamy się z przewodniczką i wychodzimy na zewnątrz. 
The weather is so nice and it's so easy to wake up in the morning, breakfast, pålægschokolade, a cup of coffee with milk and we go to the centre of Roskilde, well, we should do the proper sightseeing, check the most important places on lists, museum - checked, so now it's time for the cathedral. We're sitting inside, few words of introduction and we can finally start. Our guide is walking faster between parts of the cathedral, leaving the least interesting parts of the history. She's talking about frescoes, that were covered with white paint, also about one, showing a small, green devil. About kings and queens, princesses and princes, buried in the church, about the coffin for the present queen. After leaving the cathedral, we go underground, there's also a church, but much older. We say goodbye to the guide and come back.

Stoimy na schodach ratusza, wychodzi po nas kobieta w kolorowej koszulce z krótkim rękawkiem i dżinsowej spódnicy, prowadzi nas na górę. W pokoju stoi wiele krzeseł, rozsiadamy się wygodnie. Jestem burmistrzynią Roskilde, słyszymy, trochę nam głupio, sama Joy Mogensen opowiada nam o budynku  i możemy się już uczyć demokracji. Wyobraźcie sobie taką sytuację: zostało nam trochę pieniędzy, za mało, by wystarczyło na wszystko, ale na jeden cel wystarczy. Dwie sytuacje: emeryci czy elektroniczne pomoce naukowe dla uczniów? bezpieczniejsze drogi czy nowa hala sportowa? (kto jest za pierwszą opcją idzie na lewo, kto jest za drugą na prawo).
We're staying on the stairs of the town hall, a woman wearing a colorful t-shirt and a jeans skirt comes to us. In a room upstairs there are many chairs, we're sitting on them. I am the mayor of Roskilde, she says, wow, Joy Mogensen herself is telling us about the building and we can learn democracy from her. Imagine a situation like that: we've left some money, not enough for everything, but enough for one thing. Two situations: retired people or electrionic devices for children at school? safier roads or new sport hall? (who's supporting first option goes to the left, who's supporting second one - right).

Napracowaliśmy się, więc po grupowym zdjęciu idziemy na drugie śniadanie, hamburgery, dla mnie, V. i C. sałatka. Przy jedzeniu rozmawiamy z córką jednego z przewodników, opowiada o festiwalu, nauce w Danii, o Roskilde.
We've worked, so after a group photo we go to have a lunch, hamburgers, for me, V. and C. a salat. While eating, guide's daughter is anwsering our questions about Roskilde Festival, education in Denmark, Roskilde.

Jeszcze tylko kloster i macie wolne, słyszymy zapewnienie, stoimy na dziedzińcu starego budynku, przez jedne z drzwi wchodzi przewodnik i pokazuje nam ogród, potem wchodzimy do środka. To był kiedyś klasztor, dzisiaj została tylko nazwa. W protestanckiej Danii nie było miejsca na klasztory, po jego zamknięciu założono tutaj dom dla panien, które nigdy miały nie wyjść za mąż, bo ich rodzin nie było stać na kolejny posag. Albo z jakiegoś innego powodu. Ostatnia zmarła kilka lat temu, dzisiaj to miejsce się już tylko zwiedza, pojedyncze osoby tu mieszkają. Siedzimy wszyscy na trawniku, pijemy colę i spokojnie rozmawiamy. 
Just kloster and you have free time, we hear from our guide, we're staying on the old building's yard, through one of the doors comes the new guide and shows us the garden, later we go inside. It used to be a priory, now just the name's left. In protestant Denmark there was no place for cloisters, when it was closed, they made a house for women, who would never get married, because their families couldn't afford it. Last woman died few years ago, since then nearly nobody lives here. We're sitting on the grass, drinking cola and talking.

Ponownie widzimy się przy obiedzie o szóstej, gdy jemy P. opowiada o dzisiejszym wieczorze, w Byparken, tym najbliższym parku, jest coś takiego, co się nazywa Byparkskoncert, to jest co wtorek... A dzisiaj właśnie jest wtorek, to jest seria koncertów, wstęp wolny, dzisiaj grają Folkeklubben i Katinka jako support, to duńscy artyści i śpiewają po duńsku, ale może się wam spodoba... P. częstuje nas karmelkami w czekoladzie, typowo duńskimi słodyczami. I tak muszę iść pocztówki wysłać, nie zaszkodzi się przejść, mowię do K., nie muszę jej przekonywać. Gdy wracamy przez łąkę w stronę parku, słychać już głos Katinki, siedzimy po chwili na trawie, trzeba było kocyk zabrać, mówi K.,  ale zresztą po co nam kocyk. Poza nami jest już wielu ludzi, młodych, starych, rodzin z małymi dziećmi i par. Katinka bardzo mi się podoba, K. trochę mniej, ale nie jest zła, tak mówi. Mija czterdzieści minut i na scenę wchodzi Folkeklubben, zespół złożony z trzech Duńczyków. Tłum reaguje entuzjastycznymi brawami na każdą ich wypowiedź, próbujemy wyłapać pojedyncze znane słowa, po duńsku niewiele tego jest. Zaczynają grać, to nie trafia raczej w stu procentach w mój gust, ale co tam, jest miło? jest miło. Pod koniec wszyscy już stoją, klaszczą w rytm muzyki i cieszą się z tego wszystkiego dookoła, bo czemu mieliby się nie cieszyć, jak taki ładny wieczór, tak ładnie grają, taki ładny kraj i w ogóle jest tak fajnie, i są wakacje, to akurat się można cieszyć. Koncert kończy się o 22, jest jeszcze stosunkowo jasno, kupujemy z K. po kubku herbaty z automatu w hostelu i idziemy na spacer po porcie.
We see each other again at six p.m., at the dinner, while we're eating, P. is talking about today's evening, in Byparken, the closest park, there's an event that's called Byparkskoncert, it's every Tuesday... and today's Tuesday, it's a series of concerts, free entrance, today Folkeklubben and Katinka are playing, Katinka as a support, they're Danish artists and they're performing in Danish, but maybe you'll like it... P. gives us some caramel sweets with chocolate, typical Danish sweets. I have to send postcards, so I'll go anyway, I say to K., she agrees to go with me and stay in the park. When we're coming back through the meadow, we can hear Katinka's voice, minute later we're sitting on the grass, we'd better taken the blanket, but actually why we need a blanket. Apart from us, there's a lot of people here, young and old, families with small children and pairs. I like Katinka's performance a lot, K. a bit less, but she's not bad, she says. After forty minutes Folkeklubben, a band of three Danes, appears on the scene. Crowd reacts with applause whatever they say, we're trying to find any familiar words, there aren't many of them in Danish. They start to play, this is not hundred per cent my taste, but, hey, is the concert nice? it is. In the end everybody is standing, clapping in the rhytm of the songs and enjoying everything around, because why not, if the evening is great, they're playing so nicely, Denmark is awesome, everything is enjoyable and finally - we're having summer holidays, so why they shouldn't? Concert ends at 10 p.m., it's still not that dark outside, we buy two cups of tea in the hostel and go for a walk in the harbour.


***
Rano  słychać ptaki, te same, które pomagały nam wstać nad morzem. Głośne skrzeczenie, zostawiłyśmy okna otwarte i było je świetnie słychać.
In the morning we can hear the same birds, that made waking up easier in the seaside. Loud noise, we've left windows open. 

Siedzimy rano w autokarze, po kilku minutach prawie wszyscy śpią, taki dzień, wysiadamy w Helsingør, gdy stoimy nad brzegiem, możemy zobaczyć Szwecję. Zwiedzamy zamek Kronborg, stąd był Hamlet (nie pamiętałam, ale tutaj są dookoła plakaty o wydarzeniach związanych z Szekspirem, Hamlet był w końcu z Danii, przewodnik o tym pózniej wspomina). Przechodzimy przez duże pokoje, zostawiłam aparat w plecaku, widzę wszędzie kadry, brakuje mi nie tylko możliwości uwiecznienia, mogę to zrobić telefonem, brakuje kontroli nad obrazem.
We're in the bus in the morning, after few minutes nearly everybody's sleeping, such a day, we leave in Helsingør, when we're standing on the shore, we can see Sweden. We're visiting the Kronbrorg castle, that's Hamlet's caste (I haven't remembered, but there are posters about events connected to Shakespeare, Hamlet was from Denmark, our guide reminds that later). We're walking in big rooms, I've left my camera in my bagpack, I see pictures everywhere, I don't only miss taking photos, I can do it with my phone, I miss controlling the picture.

W Hillerød mamy trochę czasu na zjedzenie kanapek, które sobie zrobiliśmy w hostelu, siedzimy więc i jemy drugie śniadanie z widokiem na zamek Fredriksborg. Fredriksborg zwiedzamy pózniej, to właśnie jest ten raz, kiedy mamy pecha z przewodnikiem. Albo po prostu wszystkim chciało się spać już wcześniej. I nie jest aż tak strasznie nieciekawie, cześć chłopców wyszukuje na wiszących na ścianach portretach najdziwniejsze twarze i robią sobie z nimi selfie.
In Hillerød we have some time to eat sandwiches we've made in the hostel, so we're sitting and eating lunch with the view at the Fredriksborg castle. We're visiting castle later, that's the only exception, when we're unlucky with the guide. Or maybe we all wanted to sleep earlier. And it's not very boring at least, some boys are searching for the most strange portraits and take selfies with them.

Po powrocie i obiedzie idę sama na spacer z aparatem, później wyjdę jeszcze z K. i pójdziemy trochę dalej.
After coming back I go for a walk alone, later I'll go again with K. and we'll go farther.





***
Cztery dni bez rowerów i znów możemy jeździć, teraz już naprawdę ostatni raz, jak o tym myślimy, to robi się smutno i nostalgicznie, jak to ostatni raz, skoro dwa tygodnie wydawały się być znacznie dłuższe, a jeździć na rowerach mieliśmy do końca świata? Ale to już naprawdę ostatni raz, nie będziemy już razem jeździć przez Zelandię na rowerach.
Four days without our bikes and we can cycle again, this is really the last time, when we think about it, everyone looks so sad, how's it possible, that this is the last time, two weeks are much longer and we were supposed to cycle until the end of the world? But yes, this is the last time, we won't go cycling on Zealand together. 

Jedziemy teraz szeroką ścieżką rowerową, mijamy spalarnię śmieci zwaną Skraldedralen, śmieciową katedrą, bo widać ją z daleka jak tą prawdziwą katedrę. Pierwszego dnia pokazywała ją I.
We're now cycling on a wide cycling path, we pass by power station called Skraldedralen, garbage cathedral, as it can be seen from a distance as the famous one. I. showed it to us on the first day.

Po kilku kilometrach jesteśmy już w Hedelandzie, parku krajobrazowym. Układamy rowery w kolejce wąskotorowej, sami zajmujemy miejsca i jedziemy dalej. To co robicie po powrocie do domu? pyta V., nic szczególnego, dwa tygodnie i do szkoły odpowiada O., wszyscy jej współczują.
After few kilometers we're in Hedeland, landscape park. We put our bikes in a train, sit in another carriage and go. So, what are you going to do, when you come back home? asks V., nothing special, two weeks and I have to go to school, says O and everyone feels sorry for it.

Widzimy w końcu niewysokie wzniesienie, podchodzimy kilka minut i jesteśmy na szczycie. Oto najdłuższy i zresztą jedyny wyciąg narciarski w Danii.
We finally see a hill, walk few minutes and we're on the top of it. That's the longest and actually the only one ski lift in Denmark.

Zaraz poniżej jest amfiteatr, ale przez przygotowania do wystawienia tam opery nie możemy go zwiedzić.
Close to it there's an amphiteatre, but due to preparation of the opera, we can't visit it.

Przejeżdżamy krótki odcinek kolejką i przesiadamy się na rowery. Dojeżdżamy do stolików, ale zanim zaczniemy jeść, musimy przejść przez ścieżkę zdrowia.
We go a short distance by train and take off our bikes. We cycle to the tables, but before we can eat, we have to go through the 'health path'.

Po posiłku jedziemy na rowerach na tor gokartowy, gdzie zakładamy kombinezony i kaski, po czym wysłuchujemy instrukcji i zajmujemy miejsca w pojazdach. 15 minut jazdy, krótka przerwa, nawet bez opuszczania gokartów i ponownie 15 minut. Nikt nie narzeka, zresztą nie ma na co, nawet jeśli się trochę poobijał.
After the lunch we go go-carting, listening to the instruction and we can drive. 15 minutes, short break, even without going out from the go-carts and again 15 minutes. No one complains, as there's nothing to complain about, even if we're going to have some bruises.

Wieczorem jest w naszym porcie co czwartkowe spotkanie miłośników motoryzacji, okolice naszego hostelu i muzeum są pełne starych, eleganckich aut.
In the evening in our harbour there's a meeting of motorization lovers, that is organized here every Thursday. Area near our youth hostel and museum is full of old, elegant cars.


***
Wolny dzień, ale wszyscy snują się jakoś tak melancholijnie. Po śniadaniu prawie wszyscy zostają w pokojach i śpią, przy drugim śniadaniu prawie każdy pije kawę z małą ilością mleka. Trzeba zajść do sklepu, kupić słodycze dla znajomych i rodziny, zapas pålægschokolade (i jak ja teraz bez tego przetrwam? padało co chwila pytanie) i jakieś drobne prezenty, żeby z pustymi rękami nie wracać. Włóczymy się cichymi ulicami, ciężko sobie wyobrazić, że następnego dnia będziemy wracać do domu.
It's a free day, but no one's full of energy and enthusiasm. After the breakfast we stay in our rooms and sleep, during luch we're drinking coffee. I should go to the shop, buy some sweets for family and friends, some pålægschokolade (how will I survive without it? we could hear the question all the time) and some small gifts, so I won't come back with nothing. We're strolling on silent streets, it's hard to imagine, that on the following day we'll be coming home.

Na kolację idziemy odświętnie ubrani na stadion FC Roskilde, w loży słuchamy przemówień na zakończenie, jemy ze wszystkimi naszymi przewodnikami, większością osób, które spotkaliśmy przez te dwa tygodnie. Wracamy potem do portu smutni, zanim będzie zupełnie ciemno idę z K. pożegnać się z morzem w naszym ulubionym punkcie, gdzie kończy się port, a zaczyna się łąka, słychać tylko fale i nic poza tym.
We go to eat the dinner in nice clothes to the FC Roskilde stadium, in the lounge we're listening to speeches for the end of our trip, we're eating with our guides, majority of people we've met in last two weeks. We're coming back to the harbour sad, until it's completely dar I go with K. to say goodbye to the sea in our favourite point, where the harbour ends and a meadow starts, where you can hear only waves.

Następnego ranka wynosimy bagaże z pokoi, próbujemy się ze sobą jakoś pożegnać, potem odjeżdżamy z nowymi hostami. Razem z M. i A. pijemy jeszcze kawę w domu H., bawimy się ze świnkami morskimi jego córek o prawie białych włosach, drukuję moją kartę pokładową, zawozi nas jeszcze do Vikingeskibsmuseet, żeby M. mogła kupić pamiątki dla sióstr, pada delikatny deszcz i tak ładnie wygląda morze... Jedziemy na lunch (kanapki z ziemniakiem!) do zwiedzanego we wtorek klasztoru, nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę jeść w takim miejscu drugie śniadanie, ktoś mówi, na ścianach wisi wiele obrazów, siedzimy na zabytkowych krzesłach przy zabytkowych stołach i cieszymy się, że znowu się widzimy, jakbyśmy się żegnali nie przed kilkoma godzinami, a przed kilkoma miesiącami czy nawet latami.
Next morning we carry our bags out from our rooms, try to say goodbye to each other, then go away with new hosts. Together with M. and A. we're drinking coffee in H.'s house, play with his daughters with nearly white hair, I print my boarding pass, H. takes us to the Vikingeskibsmuseet, so M. can buy some souvenirs for her sisters, it's raining delicately and the sea looks so beautiful today... We're going for the lunch (sandwiches with potatoes!) to the cloister we visited on Tuesday, I never expected I would eat in such place, someone says, there are many paintings on the walls, we're sitting on old chairs by old tables and we're happy that we see each other again, like we've said goodbye not few hours, but few months or years ago.

Po posiłku większość żegna się już naprawdę ostatni raz, H. zawozi mnie samą na lotnisko w Kopenhadze, zadaje kilka pytań, dlaczego Dania, jak ci się Dania podobała, gdzie mieszkasz w Polsce, pierwszy raz odwiedzałaś Danię?
After the meal majority bids farewell to each other really for the last time, H. takes me to the airport in Copenhagen, he asks a lot of questions, why Denmark, how did you liked Denmark, where do you live in Poland, was it your first time in Denmark?

Znajduję odpowiedni terminal, przechodzę do strefy wolnocłowej. Omijam luksusowe sklepy, spędzam mnóstwo czasu w kiosku oglądając magazyny o skandynawskiej architekturze i wystroju wnętrz, kilka czasopism o fotografii, wychodzę w końcu z dwoma ulubionymi czekoladami Fazera z salmiakiem, jem sałatkę z widokiem na płytę lotniska i jest mi jakoś strasznie smutno. Gdy słyszę znowu ludzi mówiących po polsku dookoła przy okienku, czuję się dosyć dziwnie, mówiłam przez ostatnie kilkanaście dni prawie wyłącznie po angielsku. Słucham muzyki z koncertu w Byparken, trzymam w ręku kartę pokładową i dowód osobisty, później już tylko oglądam morze i most nad Sundem, ten sam, który można było zobaczyć z naszej plaży jeszcze tydzień wcześniej.
I find the right terminal, go to the duty free area. I pass by luxurious shops, spend a lot of time in a shop with magazines, looking at those about Scandinavian architecture and interior design, few about photography, finally I leave with two bars of my favourite chocolate - Fazer with salmiakki. I'm eating a salat with a view at planes and feel sad. When I hear people speaking Polish around me I feel strange, I've been speaking only in English for last two weeks. I'm listening to the music from the concert in Byparken, holding my boarding pass and ID card, later I just see the sea and the bridge on Sund, the same we could see from the beach week earlier.

Na jednym z rękawów na lotnisku imienia Chopina w Warszawie wisi wielka reklama biura podróży. Czyli pierwsze co widzę w kraju to właśnie reklama, na niej jest napisane i TAKI świat jest piękny, słowo "taki" wielkimi literami. Witamy ponownie w Polsce.
Warsaw Chopin Airport is covered with travel agency advertisment. So the first thing I see in my country is an ad, there's written on it i TAKI świat jest piękny (and THAT'S the beautiful world). Welcome again in Poland.

Odbieram bagaż, wychodzę na zewnątrz. Przyzwyczaiłam się do przyjemnej temperatury powietrza, całe szczęście jest już późno i nie jest aż tak źle. Wracam do domu z mamą i ciocią, które przyjechały odebrać mnie z lotniska, całą drogę opowiadam o wyjeździe, nie potrafię ciągnąć opowieści w jakiś sensowny sposób, ciągle coś wtrącam.
I take my luggage, go outside. I got used to nice air temperature, fortunately it's quite late so it's not that bad. I come back home with my mum and my aunt, who went to pic me up from the airport, all the way I'm talking about the trip, unable to tell the whole story with every episode in chronological order, all the time I interrupt myself.


No comments:

Post a Comment

Dziękuję!