12 March 2016

southernmost stories

Key West.

Miami mimo wszystko mnie zainteresowało i gdyby nie myśl, że niedługo tu wrócimy, zaczęłabym pewnie trochę żałować, że tak mało czasu mu poświeciliśmy. Tymczasem jedziemy w kierunku Florida Keys, archipelagu wysp rozciągających się wzdłuż południowego wybrzeża stanu. Jedziemy drogą US 1, która ciągnie się od Maine po cel naszej dzisiejszej podróży, wyspę Key West, gdzie znajduje się słynna zerowa mila. To najbardziej na południe wysunięty punkt kontynentalnych Stanów Zjednoczonych.
I quickly became fascinated with Miami, so if we weren't planning to come back, I'd regret not spending more time here. Meanwhile, we're going to the Florida Keys, an archipelago in the south of the state. We're on the US route 1, which can take one from Maine to our destination, the Key West Islandm where the sybolic Mile 0 sign is located. It's also the southernmost part of the USA.

Key Largo. Tavernier. Islamorada. Marathon. Big Pine Key. W trasie jeszcze siedmiomilowy most, rybacy na poboczu, stare auta, niezliczone mustangi i wielkie samochody. Upał. Słońce. Bezchmurne niebo. Bezkres morza. Niekończąca się droga. Jest dobrze.
Key Largo. Tavernier. Islamorada. Marathon. Big Pine Key. Between them the 7-mile Bridge, fishermen near the road, old cars, mustangs, huge cars. Heat. Sun. Cloudless sky. Sea. Neverending road. It's wonderful.

Key West. Ostatnia mila drogi. Szukamy noclegu, zostawiamy bagaże i bezskutecznie próbujemy nawiązać przyjazną relację z ibisami na tarasie. Sprawdzamy, czy owoce z palmy nie bedą spadać na głowę podczas leżenia w hamaku i gapienia się w morze po horyzont. 
Key West. Last mile of the road. We're searching for our place to sleep and ineffectively try to make friends with ibises on the terrace. We're trying to find out, if fruits from the palms will not fall on our heads while we'll be laying on the hammock and looking at the sea.

Całą drogę wypatrywaliśmy miejsca na obiad, na Islamoradzie zrezygnowaliśmy z szukania czegoś lepszego, kończymy szukając charakterystycznego logo McDonalds. Tam też głodni kierujemy pierwsze kroki po przybyciu na Key West. Z okna widać morze i palmy, słychać pianie kogutów. Wieczorem idziemy jeszcze na basen, to znaczy Szymek z wujkiem i tatą pływają, a ja robię zdjęcia. 
During our journey here, we were looking for a place to eat dinner, on Islamorada we gave up in searching for a nice place, eventually deciding to eat at McDonalds. That's the place where we go to in Key West, in the very beginning of our stay. From the window we can see sea and palms, we can also hear roosters. In the evening we go to the swimming pool, well, actually Szymek is swimming with our uncle and with our dad, and I'm taking photos.

Następnego dnia rano idziemy na śniadanie do IHOP, na naleśniki. Moje noszą nazwę red velvet, mają piękny kolor, są obficie polane słodkim syropem i są przepyszne. Zjadam niewiele ponad połowę. Chwilę po śniadaniu odpoczywamy, potem idziemy popływać, w końcu przed obiadem ruszamy na kajaki. Pływamy po oceanie, trzymając się raczej bliżej brzegu. Ktoś krzyczy z ulicy z pytaniem, czy widać delfiny. Delfinów nie widać. Wiosłujemy między mangrowcami, przez przezroczyste dno kajaka widać rośliny rosnące pod nami. Dwie godziny później jesteśmy już z powrotem, było świetnie. 
On the following day we're having breakfast at IHOP. My pancakes' name's red velvet, their color is beautiful, they're covered with sweet syrup and they're simply delicious. I eat just a half of a portion. We're doing nothing for a while after the breakfast, later we're swimming and soon we're on the kayaks on the ocean, staying rather close to the shore. Someone shouts from the street, if we can see any dolphins. No, unfortunately no. We're paddling between mangroves and through the kayak we can see plants below us. Two hours later we're back, it was awesome.

Zajmujemy po południu miejsca w autobusie, kierowca włączył głośno muzykę po francusku. Jedziemy do centrum miasta, które od samego początku robi na nas ogromne wrażenie. Podobno niewiele od niego różni się stara cześć Nowego Orleanu. Najwyżej dwupiętrowe drewniane domy, każdy wolny metr kwadratowy pomiędzy nimi niebędący ulicą czy chodnikiem porasta gęsta roślinność. Powoli chylące się ku zachodowi słońce tworzy niesamowite światło, to wszystko wygląda tak nierealistycznie. A jednak. Wysiadamy, jak większość, na Duval St, głównej turystyczno-zakupowej ulicy miasta. Najpierw na obiad, potem poszukiwanie domu, w którym mieszkał i pracował Hemingway. Nie żebyśmy chcieli go zwiedzać, trochę się nawet ucieszymy, gdy okaże się, że jest zamknięty, ale mimo to nam się podoba. Większy niż większość, na ogrodzonej działce (podczas gdy pozostałe właściwie nie miały płotów). Książkowy przewodnik wskazuje, gdzie trzeba pójść zobaczyć zachód słońca, tam też idziemy pod koniec wizyty. W tym samym celu na wodę wypłynęło wiele jachtów i łódek pełnych spragnionych widoczków ludzi.
In the afternoon we're sitting in the bus, the driver is listening to the loud music in French. We're going to the city center, which, from the very beginning, makes a big impression on us. They say, that the difference between old part of New Orleans and Key West is not that big. Two storeys high wooden houses, every single square metre, which is not road, nor pavement, is covered with plants. Slowly setting down sun is creating beautiful light, it all look so unrealistic. But it is. We leave, like majority, on the Duval St, main tourist-shopping street of the city. Firstly we're having lunch, later searching for the house, where Hemingway used to live and work. We're not exactly planning to visit it, but it's still a nice place. It's bigger than most of the building and it has a fence, while the rest doesn't. Book guide tells, where to see the nicest sunset, so we go there. The same idea have people on the yachts and boats, waiting for the beautiful landscape.

Następnego dnia musimy już wracać. Jemy ostatnie śniadanie przy radosnym gadaniu papugi. Jedziemy jeszcze na godzinkę do centrum miasta, potem kupujemy jeszcze tylko po pączku w pobliskim Dunkin' Donuts (bo jest Tłusty Czwartek, a dzień święty święcić) i ruszamy z powrotem na półwysep.
On the following day we have to come back. We're eating the last breakfast, a parrot close to us is talking all the time. We're on the last trip to the city center, later we just buy our "Fat Thursday" donuts at local Dunkin' Donuts and come back to the penisula.
















No comments:

Post a Comment

Dziękuję!