04 May 2016

surreal manatees

Homosassa, St. Petersburg, Tampa.
Homosassa, St. Petersburg, Tampa. 


Wieczorem jedziemy jeszcze tylko do supermarketu. Jest już późno, ale do zamknięcia pozostało jeszcze dużo czasu. Słychać nostalgiczną muzykę, jest prawie pusto, czasem tylko ludzie snują się pomiędzy alejkami. Jutro będzie przedostatni dzień na Florydzie. Przedostatni w Stanach. Przedostatni po tej stronie Atlantyku.
In the evening we go to the supermarket. It's quite late, but there's still some time left until it's closed. We can hear nostalgic music, the shop is nearly empty, only a few people walk lonely between the stillages. Tomorrow is our second to last day in Florida. Second to last in the US. Second to last on this side of the Atlantic Ocean.

Do Crystal River pojechaliśmy z zamiarem zobaczenia manatów na żywo w ich naturalnym środowisku. Tylko i wyłącznie. Dlatego też nie ucieszyła nas szczególnie wiadomość, iż w tym dniu będzie to niemożliwe. Jedziemy więc do Homosassy, gdzie całe szczęście uda nam się zająć miejsce w łódeczce wraz z grupką Duńczyków i ich nadmiernie egzaltowaną, amerykańską przewodniczką.
We came to Crystal River to see the manatees in the natural habitat. That's the only reason. And that's also why we aren't really happy when we hear, that it's impossible today. We go to Homosassa, where fortunately we can take a sit in a boat, together with a group from Denmark and their overly emotional American guide. 

Początkowo nie widać ich wcale przez dłuższą chwilę. Płyniemy szybko, a na brzegach znajdują się domy z pomostami. Są też drzewa z oplątwą. Ale nie ma manatów. Potem stopniowo zwalniamy, w końcu silnik zostaje wyłączony. Powoli dopływamy do oddzielonego akwenu. Dalej nie można płynąć, żeby nie zakłócać bardziej życia tych przecudownych ssaków. Jeśli chce się zobaczyć na własne oczy przedstawicieli tego jeszcze jakieś trzy tygodnie wcześniej zagrożonego wyginięciem, to najdalej tutaj. Całe szczęście widać niedługo całe ciało innego osobnika, ogon kolejnego. Zauważamy ich coraz więcej. Duńczycy wchodzą do wody, my złapaliśmy przeziębienie i niestety nie możemy. Po jakimś czasie wracamy na pomost, do aligatorów na ogrodzonym fragmencie parkingu i do samochodu.
In the begining we can't see them. We're driving to quickly. On the banks there are houses with piers and trees with moss. But no manatees. Some time later the motor is turned off and slowly we reach the separated part of the basin. We can't go farther, not to disturb the animals more. If one wants to see these beautiful mammals, which were endangered just three weeks before, that's the last chance to do this. But today we're lucky and we can see a few manatees. And a few more. Danes go into the water, we caught a cold, so we can't. After some time we come back to the pier, alligators on a divided part of the parking and our car.

Jedziemy do St Petersburga. Do muzeum Salvadora Dalego. Nie jestem fanką tego artysty i w zasadzie podobają mi się tylko pierwsze szkice, ale budynek i wystawa robią wrażenie.
We go to St. Petersburg. To the Dali museum. I'm not a great fan on this artist and I actually like only his first sketches, but the buidling and exhibition are impressive.

Po zwiedzaniu idziemy na bardzo krótki spacer po mieście. Później po motelu niedaleko Tampy, dalej na obiad, do Chilly's (całkiem przyzwoity). W telewizorach lecą komentarze po Super Bowl.
After the sightseeing we go for a very short walk in the city. Soon we're in a motel near Tampa, later we're having a dinner at Chili's (it's really nice!). On the TV screens people are commenting the Super Bowl.















No comments:

Post a Comment

Dziękuję!